Ogłoszenie

Pora roku
Rok na forum
Image and video hosting by TinyPic


http://www.fairy-tail.xaa.pl/ <- ZAPRASZAMY

#61 2016-07-29 11:11:33

Suzaku

Mag niezrzeszony

7529522
Zarejestrowany: 2015-10-18
Posty: 169
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Lares Artra
Wiek: 20 lat
Partner/ka: Neomi
Magia główna: Lodowe tworzenie II
Umiejętności bojowe: Perfekcyjna celność
Zręczność / Witalność: 25/25
Koncentracja / Szybkość: 25/15
Magiczna energia: 36'000

Re: Początek Końca...

Gdy światło znikło Lares nareszcie mógł zobaczyć co się wydarzyło. Gdy spostrzegł, że jego lodowy golem nie ma ręki, a blondyna z Fairy Tail jest cała we krwi, stał jak w ryty z oczami jak piątki. Pierwsze, co przyszło mu na myśl to, że pocisk przebił się przez jego obronę i sięgnął czarodziejki. Dziewczyna chyba jednak nic się nie stało, czego nie można było powiedzieć o tym grajku za dychę, który leżał na wznak, przecięty na dwoje. Tylko jak ona to zrobiła? Przecież wszystkie obrażenia jakie otrzymywał, przechodziły automatyczne na atakującego. Czyżby odkryli jakąś lukę w jego magii? Mag lodu szybko jednak otrzymał odpowiedź na swoje pytanie, bowiem zaraz się okazało, co się stało z obrażeniami zdanymi zamaskowanemu. Zamiast na Misaki, przeszły one na dryblasa z Fairy Tail oraz Lucasa, maga z jego gildii, którego poznał kilka chwil temu. Obaj leżeli zmasakrowani w kałuży krwi. Chłopak kompletnie nie ogarniał, co się właściwie stało. To była za dużo jak na jego głowę. Nawet nie ruszyli do przodu, nawet nie zaatakowali, a i to oni okazali się tymi, którzy zginęli jako pierwsi. To się nazywa ironia losu. Misaki otrząsnąwszy się z szoku, uklękła przy ciałach zabitych krzycząc i wylewając łzy. Lares tylko stał i patrzył z niedowierzaniem. Wróg został pokonany, lecz za jaką cenę? Czarodziejka z pewnością czuła się winna ich śmierci. Wtedy uwagę maga zwrócił Yoonowari, który zwrócił pistolet tej wariatce. Nie specjalnie mu się to spodobało, lecz nic się nie odezwał. Tylko obserwował nadal tego niebieskowłosego czubka. Szermierz wypowiedział kilka, zdawać by się mogło nieprzyjemnych, za to jakże prawdziwych słów. Ludzie na wojnie giną. Gdyby było inaczej nie byłaby ona taka straszna. Na opłakiwanie poległych przyjdzie dopiero czas, choć nie mógł winić magów Fairy Tail za taką reakcje. Może gdyby Neomi zginęłaby na jego oczach również nie potrafiłby zapanować nad żalem? Pewnie nie, lecz nie życzył sobie tego sprawdzać.
Nagle coś z impetem przywaliło w ziemię i to tak, że w miejscu uderzenia powstał wielki lej. Podmuch odrzucił Laresa w tył, tak że ten padł na plecy. Gdy się podniósł i spojrzał na dno krateru zobaczył umierającego mężczyznę z prętem wystającym z jego piersi. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że to jeden z tych, których spotkał z Neomi po dotarciu do Crocus. Dystans między ich grupą, a walczącymi w powietrzu magami malała coraz bardziej, na tyle że można było już rozpoznać poszczególnych uczestników batalii. Wtem pojawiła się kolejna osoba, jakaś kobieta, od której (niespodzianka) biła również potężna energia. A ta to znowu kto? Sojusznik? Wróg? Filozof mówiący o bezsensowności ich starań? A może dziennikarka relacjonująca przebieg starcia dla magazynu „Czarownica”? A niech to wszystko szlag jasny trafi! Było mu już wszystko jedno, bo czy mogło być jeszcze gorzej? Otóż mogło! Ponieważ co chwila musi się coś tu spieprzyć. Rozległ się potężny ryk, który sprawiał, że całe miasto się trzęsło. Chłopak patrzył z przerażeniem jak potężne monstrum pojawiło się między nimi, a walczącymi. Był to ten sam potwór, który zmiótł całą armię na plaży – O nie! Tylko nie on! – powiedział mag, lecz nie z aż tak wielkim przerażeniem. Może już zobojętniał na groźbę śmierci?
Minęła raptem chwila i trzecia osoba padła bez ducha na ziemię, a dwójka magów Fairy Tail darła się w niebogłosy o jakimś Phelesie. Kim on był i co za umowy z nim mieli, mag lodu nie wiedział i chyba nawet nie chciał wiedzieć. Czuł, że rozumie z tego wszystkiego znacznie mniej niż cała reszta. Neomi próbowała ją jeszcze ratować, lecz było już za późno. Wtedy też blondwłosa czarodziejka wstała i z kamienną twarzą ruszyła w kierunku monstrum z kamienną twarzą. Gdy znalazła się obok chłopaka wspomniała coś o walce miedzy światami, a nie ludźmi. Nie skomentował, no bo i po co? Miał rozumieć, żeby on teraz stał i zostawił resztę jej? Było już na to trochę za późno. Tu chodzi o życie jego, jego partnerki i masy innych ludzi, więc jak ta walka miałaby go nie dotyczyć? Lares spojrzał w pochmurne, czarne niebo – Doprawdy, paskudna noc. W sam raz na umieranie, nie sądzisz Adanosie? – pomyślał z lekkim uśmiechem. Wiara była jednym z tych czynników, które sprawiały że bał sie mniej śmierci. Że po drugiej stronie będzie miał w końcu na wszystko wyje...
Walka znowu ruszyła! Po raz kolejny Misaki ruszyła jako pierwsza przywołując… No właśnie, co? Wyglądało to jak ogromny rycerz z potężnym mieczem i długimi wąsiskami. Kim ona jest, że potrafi wezwać takiego olbrzyma? Następnie zaatakował Hideki, któremu najwidoczniej znudził się płacz i postanowił przelać swoją złość na swoje zaklęcie. Yoonowari również nie tracił czasu, lecz on zamiast atakować demona skierował się w stronę zamaskowanego maga. Neomi, która do tej pory robiła tylko za sanitariuszkę, postanowiła wspomóc szablozębnego. Kolejny ruch należał do maga lodu. Były egzorcysta złączył dłonie, zbierając wielką ilość swojej lodowej mocy. Zwykłe twory nie zdadzą się tutaj na nic, potrzebował czegoś znacznie potężniejszego. Pod jego stopami pojawił się wielki, błękitny krąg, w obrębie, którego wszystko zamarzło. – Lodowy twór: ciężkie działo - chwilę później na jego miejscu stało działo stworzone z lodu, lecz było on naprawdę imponujących rozmiarów. Było ono wyższe od swoje stwórcy, a lufa miała długość jakieś siedem, osiem metrów. Mag mrozu stanął za swoją giwerą, zastanawiając się chwilę, w co uderzyć. Myślał, żeby wspomóc szermierza i swoją partnerkę, ale ostatecznie uznał, że nie ma sensu strzelać do zamaskowanego, który znajduje się niejako „w drugiej linii” podczas gdy ma przed sobą to wielkie monstrum. Tylko czy jego działo, pomimo tak dużego kalibru ma szansę zadziałać przeciw temu demonowi? Przekonajmy się! Mag wycelował w potwora i wypalił z armaty wprost w niego, mając nadzieję że przyniesie to chociaż minimum efektu w połączeniu z atakami innych magów.

Lodowy twór:  duży, dynamiczny obiekt x 2 + 1'000 za strzał (11'000 ME)
Pozostałe ME: 14'000

Ostatnio edytowany przez Suzaku (2016-07-29 11:15:52)


Mowa / Myśli / Theme


"Śmierć to nasz odwieczny towarzysz. Zawsze podąża po naszej lewej, na wyciągnięcie ręki za nami. To jedyny mądry doradca, na jakiego może liczyć wojownik. Jeśli wydaje mu się, że wszystko zmierza ku złemu i że za chwilę zostanie unicestwiony, wojownik może obrócić się ku śmierci i spytać, czy faktycznie tak jest.  Śmierć odpowie mu wówczas że się myli, że jedynie jej dotknięcie się liczy. A ja jeszcze cię nie dotknęłam, powie."


http://i.imgur.com/L2UjnUM.png]

Offline

 

#62 2016-08-03 12:27:02

 Aria

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

9256888
Skąd: Północ
Zarejestrowany: 2015-10-17
Posty: 189
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Aria Queen Midnight
Wiek: 19
Partner/ka: -
Magia główna: Niebiańska
Magiczna energia: 22'000

Re: Początek Końca...

Potężny huk wyrwał mój umysł z objęć ciemności. Podniosłam powoli zmęczone powieki, rozglądając się dookoła. To nie był mój pokój, nawet nie łóżko, leżałam na zbitej, twardej ziemi. Za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć, co właściwie robię w tym miejscu i jak się tu dostałam. Przeraźliwy ryk przeciął powietrze, a ziemia znów się zatrzęsła. Ja tymczasem doznałam olśnienia...

*jakiś czas wcześniej*
Byliśmy w stolicy, a sytuacja zwiastowała coś w rodzaju bitwy. Miałam pogruchotane żebra, ale przyzwyczajałam się do bólu na tyle, że przestawał mi dokuczać. Alex właśnie oddawał mi moją torbę, kiedy Hideki zaczął swój mały wywód.
- Nie będziesz wydawał mi poleceń - warknęłam, idąc przed siebie i chcąc go wyminąć. Nie dane mi jednak było dokonać dzieła. Ciemnowłosy pstryknął palcami, a ja poczułam ciężar własnych powiek. "Nie przedłużając, dobranoc" - odbijało się echem w mojej głowie, gdy upadałam, tracąc przytomność.

*chwila obecna*
Przebłysk wspomnienia napełnił mnie złością. Jak on śmiał?! Pieprzony dyrygent myśli, że gram w jego orkiestrze? Niedoczekanie! W jednej chwili stanęłam w pionie, ignorując ukłucie bólu w żebrach, i ruszyłam w stronę źródła niepokojących dźwięków. Długo nie trwało dotarcie do wyłomu w murze jednak...
Wielka bestia, której energia mroziła krew w żyłach, magowie o potężnej magii walczący ze sobą w przestworzach, Ogromny rycerz ścierający się z potworem... Nie potrafiłam objąć rozumem zaistniałej przed moimi oczami sytuacji. Wszędzie dookoła było pełno trupów, krwi, porozrywanych kończyn, a w centrum tego wszystkiego grupka magów starała się walczyć z wrogiem. Gdzieś w dali dostrzegłam rudawoczerwoną czuprynę włosów, groteskowo nieruchomą. Zrozumiałam od razu. Alex poległ. Dostrzegłam też Misaki, Hidekiego, raz spotkaną różowowłosą i kilka innych postaci. Moje ciało zajaśniało blaskiem gwiazd, gdy dłonie złączyły się w charakterystycznej pozycji.
- Cokolwiek stanie na mej drodze... - powtórzyłam szeptem już raz dziś wypowiedzianą frazę, a nocne niebo rozjaśniło pasmo siedmiu punktów odzwierciedlonych również na skrawku ziemi pod stopami demonicznej bestii - ...zetrę w pył!
Siedem gwiazd sfrunęło z nieboskłonu, przygważdżając potwora potężnym uderzeniem ciał niebieskich. Już postanowiłam, co mam robić. Nawet jeśli miałabym nie przetrwać tego starcia, nie poddam się, będę walczyć. Do samego końca.
Yuuki, mam nadzieję, że będziesz żyła w spokoju - ostatnia myśl przemknęła mi przez głowę, reszta... Reszta była walką, obowiązkiem.

Stan magii: 23'000 ME
Zaklęcie: Grand Chariot
(7'000 ME)

Ostatnio edytowany przez Aria (2016-08-03 12:31:31)


http://i.imgur.com/5PtlWdL.png

https://lh6.googleusercontent.com/-kUTfIwrdcLw/VKhxHKGqMYI/AAAAAAABdXo/dA_SUPCSZE4/w500-h281-no/tumblr_inline_mso507qIpx1qz4rgp.gif

Offline

 

#63 2016-08-03 16:01:57

 Jomtii

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2015-11-27
Posty: 63
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Jomcia
Wiek: 17
Partner/ka: aseksualna
Magia główna: broni

Re: Początek Końca...

Bum! W stolicy pojawił się demonowaty stwór. Był tak ogromny, że Jomcia musiała wysoko zadrzeć podbróde, żeby dostrzec pełen jego rozmiar. Wszyscy, jak na świat magów i gildii przystało, rzucili się bezmyślnie do ataku. Czy ktoś powiedział wszyscy?
   Niebieskowłosa stała jak wryta, nie mogąc oderwać wzroku od zagrożenia. Do tej pory robiła wiele głupich rzeczy, nierzadko ocierając się przy tym o śmierć, ziewała między jej łamanymi w akcji żebrami, ale nie tym razem. Teraz stała bez ruchu. Jedyna część jej ciała, która się poruszała to dłonie, które drżały ze strachu. Tak, dziewczyna odczuwała strach. Po raz pierwszy odkąd stała się wariatką ogarnęło ją obce, do tej chwili, uczucie.
   Coś przemknęło obok niej, wyrywając jednocześnie z osłupienia. To Yonowari przebiegł obok niej. Rozejrzała się wokoło. Dopiero zauważyła, że wszyscy ruszyli do ataku, nawet śpiąca królewna. Przypomniała sobie o mruganiu i mrugnęła dwukrotnie, nie dowierzając w to, czego jest światkiem.
   Na chwilę jakby wszystko umilkło, tylko po to, by potem wypełnić pustkę jej głośnym śmiechem. Jej śmiech różnił się od tych poprzednich. Nie rozbrzmiewała w nim rubaszność i szaleństwo, a strach i pogarda.
   - Ahahahahahahahaha!Co za banda idiotów?! - zapewne miały to być jej myśli, ale że nigdy nie była w tym dobra, plus mało komfortowa sytuacja... sami rozumiecie, po prostu to wykrzyczała. - Ci debile właśnie bezmyślnie rzucili się na śmierć. Bez ustaleń czy planu? Nie skonsultowali się ze sobą, ani nie zrobili szybkiej narady. - Jomcia właśnie wypowiedziała najbardziej logiczne zdanie, które kompletnie nie pasowało do jej osobowości, która w obliczu zagrożenia zaczęła się łamać. Nie pomagał fakt, że jej "towarzysze" aspirowali na martwych za pięć minut.
   Instynkt zaczął przejmować władze nad jej ciałem. Nakazywał jej uciekać, co zamierzała wykonać bez sprzeciwów. Odwróciła się na pięcie i pobiegła w przeciwną stronę. Nie uśmiechało jej się powielać wyczyn innych i rzucać czarów, które jedynie rozjuszą demona.

Ostatnio edytowany przez Jomtii (2016-08-03 16:02:27)


http://oi63.tinypic.com/i70kr4.jpg

Offline

 

#64 2016-08-03 17:03:55

 Aphrodite

http://i.imgur.com/ZwhIflU.png

4994650
Zarejestrowany: 2012-11-20
Posty: 345
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Afrodyta
Wiek: ok 24 lat
Partner/ka: Biseksualna
Magia główna: Przejęcie Demona
Umiejętności bojowe: Magia bez mag. kręgu
Zręczność / Witalność: 50/40
Koncentracja / Szybkość: 45/40
Magiczna energia: 28'500 ME

Re: Początek Końca...

 Ogłuszający szum wodospadu przerzucał się z pośród wyrw skalnych, rwał i walił opętanie przez oślizgłe kondygnacje głazów, olbrzymim łukiem spadał w kamienne dno przepaści i rozpryskiwał się w pianę i mgłę. Krajobraz , zimny i fantastyczny, zmontowany według praw krystalizacji zlodowaciałego światła księżycowego: promieniowanie umarłych.
Pustka i przerażenie zastępowały powietrze.
 Brak tchu i ustawiczny zawrót głowy i copochwila przeraźliwe spadanie w ciemną otchłań. Otchłań, która nie miała końca. Ciemna, stęchła i wilgotna niczym zapomniana nora, która w swoich latach świetności służyła jako domostwo.
Całe szczęście wszystko okazało się snem. Niezbyt przyjemnym ale snem. W głowie wciąż panował mętlik i chęć zrozumienia przesłania tego co to miało oznaczań jednakże wewnętrzny głos już mówił co on oznacza. Ruszaj swe dupsko nie mamy zbyt dużo czasu. Pewnie sama również to odczuwasz. i dosłownie w tym samym momencie przygniótł ciężar, a właściwie wewnętrzne uczucie palenia. Jakby ktoś wrzucił do mego ciała płonący głaz. Podobne uczucia pojawiały się z kontaktem z demonem. Podobne, co nie wróżyło nic dobrego.
-----------------------------
https://www.youtube.com/watch?v=9jK-NcRmVcw =>warto sobie puścić

Najważniejsi bohaterowie zawsze zjawiają się na sam koniec i przechylają szalę zwycięstwa na swoją stronę. Czy tym razem będzie tak samo? A może taki się już znajduje? Kto wie. Kto wie.
Nie tracąc czasu, którego z całą pewnością teraz szanować nie można było weszłam w skórę demona i pomknęłam w stronę, z którego dochodziło zamieszanie. Kawał drogi był przede mną, ale co można zdziałać z mocą skrzydeł? O wiele........
    Już z oddali spostrzegłam sylwetkę, która z każdą chwilą stawała się coraz większa. Z każdą sekundą palące uczucie stawało się silniejsze. Młoda to nie jest twoja liga, chociaż twoja umiejętność przejęcia demona może okazać się konieczna. Słysząc to stanęłam wryta. Na moment zapomniałam o tym, że znajduję się w powietrzu co omal nie zakończyłam upadkiem. Metzil chce mi pomóc? Ty tak na poważnie? Mówisz, że nie mam szans równocześnie powiadasz, że take over możliwe powstrzymać to COŚ? (wciąż znajduje się w odległości z której nie widać innych magów) Z resztą ma już towarzystwoChwilę później oprócz ryku potwora można było usłyszeć i ujrzeć zaklęcia innych walczących ludzi.
Czas dorzucić swoje 3 grosze! Ale wszystko na spokojnie powoli. Przyjrzyjmy się temu z lepszej perspektywy przed podęciem pochopnej decyzji. (odległość od gromady magów - 50m)

ME:22,5k


KP || Movie

http://i.imgur.com/wsx9mgM.png
Because "Life is Strange" ||Main Theme

Battle Theme || Metzil Game || A&L <3

Offline

 

#65 2016-08-03 18:44:48

 Mikaboshi

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2012-11-20
Posty: 2270
Punktów :   12 

Re: Początek Końca...

Theme - https://www.youtube.com/watch?v=ciu9I1_-g-E

Przerażający i okrutny śmiech potoczył się nad zebranymi, jakaż szkoda, że nikt nie mógł go usłyszeć... Oczy praktycznie wyszły z orbit a sam maestro sztuki powstał z fotela a cylinder upadł w dół. Co było jednak najdziwniejsze nie zwrócił na to uwagi. Wspaniale... Wspaniale! WIĘCEJ!
Był to stan na który czekał od dawna, głupota magów była dla niego ambrozją! Hideki wykrzykując swoje słowa wprost do Phelesa wytoczył z siebie potężną magiczną energię. Mylił się jednak... Nie on miał zginąć o nie! Nie tego dotyczyła umowa, Mephisto zawsze dotrzymuje umów, ZAWSZE!

Król duchów pojawił się na nieboskłonie i opadając wyciągnął swoją błyszczącą katanę, wraz z zamachem broni wytoczył ogromną energię, którą odczuć można było na wiele kilometrów. Miecz jednak jak się okazało został sparowany ogromnym ogonem Demona i tak zaczęła się walka tytanów, którą to jednak Król świata gwiazd przegrywał. Hideki ogarnięty żądzą mordu wykorzystał swoje najpotężniejsze zaklęcie, które uderzyło wprost w łeb stwora, w tym samym momencie wystrzelił Suzaku swój pocisk jak i Aria, która ledwo stojąc wykrzesała resztki energii. Gromowładna kobieta natomiast rozbłysła żółtymi błyskawicami by sama wedrzeć się w wir bitwy i wykonując potężne uderzenie skoncentrować się na plecach demona. Wąsacz widząc w tym swoją szansę również zatakował prosto w serce.

Yonoowari natomiast z Neomi jedyni, którzy woleli skupić się na problemie zamaskowanego wyruszyli wspólnie by zajść go od pleców. Głupcy! Nadchodzący atak Yonka został zneutralizowany przez ogromną ilość czarnego pyłu, identycznie stało się z Neomi. Lider nie odwracając nawet głowy skinął ledwie jednym palcem. Głowa Yonoowariego upadła z łoskotem na ziemię, by chwilę później dołączyło do niego reszta ciała. W Neomi natomiast został wystrzelony czarny jak noc pręt z tak wielką prędkością, że nie miała szansy na unik. Przed nią pojawił się mocno umięśniony mężczyzna ze znakiem świętych magów, chwilę później on sam upadł przebity prętem. Z czwórki świętych magów pozostał tylko jeden...

Chmura pyłu opadła tak szybko jak powstała, jedno machnięcie ogonem wystarczyło. Masywne cielsko zderzyło się z murem zasypując ogromnymi głazami stojącą tam Arie. Gromowładnej natomiast nigdzie nie bylo widać, nie można było wyczuć również od niej żadnej energii. Jak się chwilę potem okazało skoncentrowane ataki nie zrobiły na nim ŻADNEGO wrażenia, nie był nawet zadrapany... Król duchów ugryzł swojego wąsa, jeżeli ma walczyć z nim jak równy z równym to nie może mieć pod sobą pałętających się ludzi...

Starzec z mieczem, przewodniczący rady jak i świętych magów ściągnął biały płaszcz odsłaniając mocno zabliźnione ciało. Zabiłeś moje dzieci... Chcesz wszystko zniszczyć co kocham. Zabiorę cię draniu ze sobą do grobu. Mówiąc to wystrzelił na niego wykrzesując w sobie tak potężną aurę, że każdy z was mógł odczuć dreszcze na własnej skórze. Walka stała się tak zażarta, że przy każdym uderzeniu pękało podłoże pod jakim stali, widać jednak było, że starszy mężczyzna nie może dotrzymać kroku liderowi zamaskowanych, więc to jednak będzie koniec?

Mephisto Pheles przyglądajac się wszystkiemu mruknął z niezadowolenia. Zasiadł znowu w fotel, czyżby naprawdę miał się zawieźć na tych walkach? Magowie nie pokazują zupełnie żadnego poziomu... Hm? Zerknął właśnie na uciekającą niebieskowłosą. Ciekawe... Pstryknął palcami przyglądając się kolejnej idiotycznej śmierci... Święty mag zasłonił ciało dziewczynki? Idiota, bilans strat i bilans zysku był nierówny, widocznie lubił małe dzieci...


Theme | Battle Theme | End Theme
http://24.media.tumblr.com/tumblr_mchwcculQ91rbp4juo1_500.gif

http://endlessfacts.com/upload/img/gVv9D14397106132.gif
Tylko czas uczy nas czegokolwiek. Jedynie z perspektywy czasu można zrozumieć, co jest słuszne, kto jest człowiekiem, a kto potworem, jak rozpoznać zło i jak je pokonać. (…) Ja jestem ideą. Począwszy od podstaw, skończywszy na rzeczach najważniejszych, takich jak cel, wizja, która nam przyświeca. Celem jest nowy świat. Porządek, który nastanie po nadejściu Proroctwa. Świat, w którym każdemu dane będzie według zasług, nie pochodzenia lub układów. Świat, w którym silniejszy pomaga słabszemu, a zbrodnię spotyka zasłużona kara. Świat jasnych zasad i ideałów! To znaczy właśnie słowo Wybawiciel!

http://i60.tinypic.com/6e2ng6.jpg


Offline

 

#66 2016-08-04 17:25:02

 Misaki

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

42592352
Zarejestrowany: 2013-05-18
Posty: 1244
Punktów :   24 
Imię i Nazwisko: Misaki Valliere
Wiek: 21
Partner/ka: -
Magia główna: Gwiezdne Duchy III
Magia poboczna: Projekcja II / Szybkość II
Umiejętności bojowe: Silna Wola
Umiejętności fabularne: Unison Raid
Zręczność / Witalność: 60 / 60
Koncentracja / Szybkość: 50 / 30
Magiczna energia: 50,250

Re: Początek Końca...

Młoda czarodziejka gwałtownie cofnęła się w tył, gdy tytani przemieszczali się po polu walki, walcząc ze sobą. Nie mogła uwierzyć, że bestia była silniejsza od jej przyjaciela. Potrzebował pomocy, lecz jak pomóc komuś, a zarazem nie przeszkadzając? Zanim cokolwiek dodała, widziała jak wiązki magi jej sojuszników lecą w stronę demona. Lecz nawet to nie zadało mu zbytnio poważnych obrażeń - Cholera, jak tak dalej pójdzie umrzemy zanim - spojrzała na lidera zamaskowanych. Drgnęła widząc niedaleko przeciwnika jej przyjaciela Yonoowariego oraz Neomi, ruszyła w ich kierunku całkowicie przestraszona wynikiem tego starcia. Jednak zanim przebyła połowę drogi, głowa przyjaciela głucho uderzyła o ziemię. Następnym celownikiem stała się smocza zabójczynie - Nie zdążę! - ryknęła w myślach, lecz wtedy niespodziewanie ochronił ją jeden ze świętych magów. To wszystko nie tak miało wyglądać, choć czego ona się spodziewała po wojnie? Zamknęła oczy opłakując w ciszy Yonoowariego, lecz nie dała się ponieść tak jak ostatnio. To zgubi resztę, to da satysfakcję wrogowi. Został jeden święty mag, jeden przeciwko osobie, która wybiła praktycznie wszystkich!  - Co powinnam zrobić? - męczyła się zerkając raz tu, raz tu. Była rozbita pomiędzy dwiema walkami.

- Nie chciałam Cię przywoływać - wciągnęła złoty klucz, zabłysł on mocnym fioletowym światłem - Hirake! Hakiokyu no tobira - uniosła klucz wysoko ponad głowę - Ophiuchus - ogromna fioletowa magiczna tarcza, o średnicy 10 metrów. Cały teren otoczyło mroczne światło, a gdy otworzona została brama. Gęsta mgła całkowicie zasłoniła sylwetkę Misaki i uniemożliwiła widoczność. Wąż powoli rozwijał się w kłębie mgły, ujawnił swą lokalizację poprzez błysk swych oczu. Gdy mgła opadła, niebo pokryły ciemne chmury, a na teren rzucono mroczne i purpurowe światło - Ruszaj i pomóż swemu Królu! - wyszeptała. Ophiuchus, był trzynastym zodiakalnym duchem, mogącym nawet wzrostem dorównywać wysokim górom. Pojawił się w formie metalowego magicznego węża. Popełzał w kierunku demona niemalże niezauważalny przez mgłę, która identyczna była jak jego barwa skóry. Owinął się wokół demona i mocno zacisnął, wgryzając się swymi kłami w szyję oponenta. Skrępował jego ruchu, by Król Duchów mógł zadać ostateczny cios, wraz z innymi. Idealnie osłonił jego klatkę piersiową, gdzie znajdować powinno się serce bestii.


http://vignette2.wikia.nocookie.net/fairytail/images/8/87/Summoning_Ophiuchus.gif/revision/latest?cb=20130113000352



Mała złota kluka, przebiła się przez gęstą mgłę swymi wiązkami światła, lecz po chwili źródło zniknęła.
Misaki zamknęła oczy mocno klaszcząc w dłonie - Fairy Law! - po krótkiej chwili, niebo wypełniło złoty magiczny krąg z logiem Fairy Tail, obejmujący 50 metrowy terenu. Fairy Tail. Zaklęcie to atakuje wszystkich znajdujących się w kręgu magicznym, których Misaki uznała za potencjalnych wrogów.

http://vignette1.wikia.nocookie.net/fairytail/images/7/75/FL.gif/revision/latest?cb=20111203173045&path-prefix=pl



Magiczna Energia: 13,250
Aktywne Klucze: Leo, Taurus, Ophiuchus


Theme | Battle Theme | Kingdom Hearts | Karta Postaci

https://33.media.tumblr.com/4200730b98f16c27e3aad3ff9cace0ad/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso10_250.gif https://38.media.tumblr.com/8fe4d486a628c74a17533cccab73db53/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso8_250.gif

Cały czas wierzyłam w słowa, które wtedy wypowiedziałaś. Byłoby wspaniale, gdybym mogła rozkwitnąć jak kwiat. Przez cały ten czas chciałam być taka jak ty. Moim celem było to, aby ci dorównać. Dzięki tobie zaszłam tak daleko. Dlatego właśnie chcę z tobą walczyć.
Teraz pragnę właśnie tego. Tylko tego.


https://33.media.tumblr.com/cdb798128b574b6b634bccddd083ec11/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso9_250.gif https://38.media.tumblr.com/f2af23ae70518f1336b28c1cf1144ae7/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso5_250.gif 

Offline

 

#67 2016-08-05 13:10:24

Suzaku

Mag niezrzeszony

7529522
Zarejestrowany: 2015-10-18
Posty: 169
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Lares Artra
Wiek: 20 lat
Partner/ka: Neomi
Magia główna: Lodowe tworzenie II
Umiejętności bojowe: Perfekcyjna celność
Zręczność / Witalność: 25/25
Koncentracja / Szybkość: 25/15
Magiczna energia: 36'000

Re: Początek Końca...

To co działo się w stolicy królestwa bardziej przypominało apokalipsę niż wojnę. Ziemia drżała w posadach pod stopami gigantów jak i od absurdalnej mocy jaką emanował najsilniejszy święty mag oraz jego przeciwnik w masce. Oczy Laresa skupiły się na ogromnym demonie, który dostał właściwie wszystkim czym dysponowali. Ku przerażeniu maga lodu nie przyniosło to kompletnie żadnego rezultatu. Spodziewał się, że to może nie wystarczyć, że to wszystko może mu nie wyrządzić zbyt dużej krzywdy, ale żeby nie udało się nawet go zadrapać?! Przecież to był jakiś obłęd! Potwór tylko jak gdyby nigdy nic machnął swoim masywnym ogonem niszcząc mur miasta, zupełnie jakby został zrobiony z zapałek. Chłopak stał jak wryty, zlany zimnym potem. Maga z szoku wyrwał kolejny wstrząs dobiegający od strony dwóch walczących magów, lecz dostrzegł tylko ich. Szukał on wzrokiem gdzie się podział szablozębny oraz jego partnerka, którzy rzucili się na pomoc przewodniczącemu. Wtedy dostrzegł, że szermierz leży już na ziemi bez ducha, jak i bez głowy, zaś kawałek dalej zobaczył wielkiego dryblasa, będącego również świętym magiem, jak się okazało również martwego. Lares odetchnął z ulgą widząc, że Neomi żyje, lecz sytuacja była coraz bardziej beznadziejna. Sojusznicy padali jeden za drugim, a oni nie mieli ani siły, ani pomysłu na to w jaki sposób przeciwstawić się wrogowi.
Walka jednak nie zwalniała tempa. Rozwścieczony przewodniczący poszedł już zupełnie na całość uwalniając całą swoją moc, od której cierpła skóra, zaś ziemia i niebiosa się rozdzierały. Blondyna z Fairy Tail również nie traciła czasu i przywołała kolejne monstrum, tym razem gigantycznego węża spowijającego zrujnowane miasto w fioletowej mgle, który miał wspomóc w walce kolosa z mieczem. Dla maga lodu było to już zdecydowanie za dużo. Postanowił sobie, że nie będzie uciekał, nawet pogodził się z myślą, że tutaj dokona żywota, lecz teraz zaczął się zastanawiać czy jego obecność ma jakikolwiek sens. Trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy, był po prostu za słaby, żeby być liczącym się graczem w tej walce. Jego tworom brakowało po prostu mocy, żeby móc cokolwiek wskórać przy tak dużej skali tego starcia. Dopiero teraz zaczął rozumieć słowa czarodziejki gwiezdnych duchów, które skierowała do niego „Ta walka nie dotyczy ludzi. To bitwa miedzy światami.” Lecz czy faktycznie nie było zupełnie nic, co mógł zrobić? Czy sądzone mu znowu uciekać z pola walki niczym szczur? Nie tym razem. Mag załadował do działa kolejny pocisk, jednak zamiast go wystrzelić zeskoczył z działa, zerkając na nie kątem oka – Nigdy nie próbowałem odpalić działa na odległość, ale kto wie, może jeszcze się na coś przyda? – pomyślał, po czym złączył ręce tworząc kolejny, wielki, błękitny krąg pod swoimi stopami, w którego obrębie powstał kolejny lodowy twór, mianowicie pokaźnych rozmiarów, lodowy gryf. Taki sam, którym przybył do Crocus wraz z Neomi. Lares czuł, jak jego blizna na oku ponownie zaczynała o sobie przypominać, lecz musiał zacisnąć zęby i ruszać. Nie marnując ani chwili wskoczył on na swoje dzieło i poderwał go do lotu, starając się omijać wszystko, co mogło stanowić zagrożenie dla jego lodowego pupila. Twór kierował się w stronę smoczej zabójczyni. Chwilę potem mag wylądował przy niej – Neomi! Wskakuj, musimy się natychmiast wycofać! Tylko tutaj zawadzamy! Prędko, zabiorę nas poza obręb murów! – wrzasnął, starając się przekrzyczeć wszystkie inne odgłosy. Niedaleko nich znowu coś gruchnęło, a bruk, a raczej ziemia pękła. Gdy jednak czarodziejka stwierdziła, że zostaje Lares nie był za bardzo zadowolony z jej decyzji, nie mniej postanowił ją uszanować. Ona nie była taka jak on. Nawet jeśli była za słaba to zawsze mogła robić za wsparcie. Każdy miał po prostu przypisane inne zadanie – Rozumiem – powiedział wpatrując się jej w oczy – Tylko proszę Cię, uważaj na siebie! Jakby co, będę w pobliżu! – Po tych słowach obrócił gryfa w drugą stronę, przyglądając się jednocześnie leżącemu z prętem w piersi, świętemu magowi. Mag mrozu zastanawiał się cóż to mogło być. Jakoś ciężko mu było uwierzyć, ze był to zwykły kawał metalu. Co to w ogóle była za magia? Nie wiedział i nie miał czasu się teraz nad tym zastanawiać. Lodowy stwór znowu poderwał się do lotu. Lares próbował wypatrzeć kogo ewentualnie mógłby jeszcze „ewakuować” z miasta, niestety nie było to takie łatwe przy tych wszystkich latających odłamkach i tej cholernej mgle. Jednak kto tak naprawdę został? Za całej ich początkowej grupy czwórka już nie żyła. Świruska z rewolwerami nawet jak gdzieś tu się pałętała to i tak by jej nie zabrał. Jeszcze by mu strzeliła w plecy i tyle by było. Neomi postanowiła zostać, zaś Misaki była w środku walki, więc nie chciał jej nawet zawracać tym głowy. Pozostał więc tylko Hideki, którego też nie bez problemu odnalazł w tym sajgonie – Hideki! – krzyknął zbliżając się do maga ziemi – Wycofajmy się za mury! Tylko tu zawadzamy! Musimy zdać się na łysego i blondynę! Prędko! –

Jeśli Hideki stwierdził, że zostaje na miejscu, Lares rzuca mu tylko – W takim razie uważaj na siebie – po czym wzlatuje ku górze. Jednakże nie ucieka z pola walki tylko krąży nad nim, obserwując z odległości dalszy bieg wydarzeń. Mag stara się w miarę możliwości kontrolować co się dzieje z Misaki i Neomi, aby w razie konieczności zareagować i przynajmniej zabrać je z pola bitwy, gdyby sytuacja jeszcze bardziej się spieprzyła (zakładając, że to w ogóle możliwe). Mag stwierdził, że skoro na nic się nie przyda w ofensywie, to przynajmniej spróbuje umożliwić innym ucieczkę. Oczywiście wiązało się to z ryzykiem, gdyż gdyby ktoś lub coś strąciłoby go z jego wierzchowca, to mógłby nie dać rady się uratować przed upadkiem. Jednak latający gryf był najszybszym i najbardziej mobilnym z jego tworów, więc do tego zadania nadawał się tylko on. Pojawił się jednak jeszcze jeden problem. Gryf był przystosowany do przewożenia dwóch osób, od biedy trzech, w końcu był to tylko kawał lodu, który teorytycznie nie powinien oderwać się od ziemi. Zresztą, chyba nawet żywy gryf nie byłby w stanie unieś aż cztereach osób. Gdyby przyszło co do czego nie da rady zabrać ze sobą całej trójki. Mag miał tylko nadzieję, że nie będzie musiał decydować, kogo ma zostawić. Mniej więcej w tym czasie dostrzegł złote światło okalające Misaki. Czyżby miała jeszcze coś w zanadrzu? Zaraz też pojawił się imponujących rozmiarów magiczny krąg, który objął swoim zasięgiem znaczny obszar. Jedyne co widział mag to światłość, która jednak nie wydawała się być dla niego niebezpieczna.

Lodowe tworzenie: duży, dynamiczny twór x 2 (10’000 ME)
Pozostała ME: 4’000

Ostatnio edytowany przez Suzaku (2016-08-05 16:13:55)


Mowa / Myśli / Theme


"Śmierć to nasz odwieczny towarzysz. Zawsze podąża po naszej lewej, na wyciągnięcie ręki za nami. To jedyny mądry doradca, na jakiego może liczyć wojownik. Jeśli wydaje mu się, że wszystko zmierza ku złemu i że za chwilę zostanie unicestwiony, wojownik może obrócić się ku śmierci i spytać, czy faktycznie tak jest.  Śmierć odpowie mu wówczas że się myli, że jedynie jej dotknięcie się liczy. A ja jeszcze cię nie dotknęłam, powie."


http://i.imgur.com/L2UjnUM.png]

Offline

 

#68 2016-08-05 13:54:49

Hideki

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

21665984
Zarejestrowany: 2013-05-18
Posty: 441
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Hideki Yagura
Wiek: 18
Magia główna: Magia Ziemi
Umiejętności fabularne: Transformacja

Re: Początek Końca...

Potężna moc złączonych zaklęć pomknęła w kierunku cielska przywołanego potwora. Wszyscy z zapartym tchem czekali na to co się stanie. W chwili zetknięcia się zaklęć z monstrum wzniosły się potężne kłęby dymu, które przysłoniły na moment naszego przeciwnika. Niestety, cały nasz wysiłek znów poszedł na marne. Żadnych zadrapań, żadnych ran. Potwór jak stał w pełnej krasie tak stoi nadal.
Mimo obecnej walki musieliśmy być wciąż czujni. Wokół nas nie było bezpiecznie. Najlepiej, a może najgorzej przekonali się o tym Yonoowari oraz Neomi. Pierwszy stracił głowę, która tocząc się głucho po ziemie zatrzymała się dobre 10 metrów od ciała. Neomi na szczęście została zasłonięta przez świętego maga, który mimo swoich wysiłków nie potrafił nadążyć za zamaskowanym. Wylądowałem na ziemi po wykonaniu swojego zaklęcia, które niestety nie przyniosło większego efektu. Moja magia nie podziała na potwora. Spojrzałem w górę. Król Duchów walczył teraz zaciekle. Musieliśmy mu zaufać i skupić się na innym przeciwniku. Mój wzrok niemal od razu przeniosłem rywala naszego przewodniczącego.

W tym samym momencie wokół nas zrobiło się niezwykle ciemno i ponuro. Misaki. Tak to ona. Znów przyzywała kogoś ze swojego klucza. Który to już zodiak? Jest, aż tak silna, aby utrzymać je wszystkie? Muszę ją wesprzeć. Jeżeli nie moją siłą fizyczną, to przynajmniej psychiczną i duchową. Ruszyłem w kierunku towarzyszki, który obok mnie zjawił się Laser. Nie zatrzymując się tylko spojrzałem na niego przez chwilę. Moje oczy były pełne wiary i ducha walki.
- Nie ucieknę z pola walki. Nie po to tylu moich przyjaciół zginęło w tym miejscu, aby miał teraz uciec. Elita magów została pokonana, więc nawet jeżeli chcielibyśmy zaatakować w innym czasie to nie mamy szans. Teraz albo nigdy.
Chwila przerwy.
- Nie pozwolę zhańbić honoru oraz imienia moich przyjaciół przez własną ucieczkę.

Po chwilę znalazłem się już przy Misaki, która przywołała jakiegoś wielkiego węża. Musiałem przyznać, robiło to ogromne wrażenie. Następnie ogarnęło mnie niezwykłe ciepło. Poczułem się niemal jak w domu. Jakbym znajdował się przy stole razem z rodzicami spożywając niedzielny obiad. Więc była w stanie stworzyć tak potężną technikę utrzymując kilka zodiaków. Szybko jednak otrząsnąłem się z tego uczucia. Byliśmy na polu walki i należało być czujnym. Stanąłem przy mojej mistrzyni by złapać ją za rękę. Tym gestem chciałem ją wesprzeć oraz jakby przelać jej moją magiczną moc. Moc maga Fairy Tail. Nic nie mówiąc, jedynie skinąłem głową w jej kierunku. Następnie puściłem dłoń by stanąć w pozycji obronnej. Ściągnąłem jedną z magicznych lasek, która służyła do odbijania zaklęć.
- Misaki, skup się na sile zaklęciu. Będę twoją tarczą. Jeżeli wróg mnie zaatakuje, uznaj mnie za przynętę. Nie wolno ci zaprzepaścić swojej szansy, jeśli ta się nadarzy. NIE WOLNO!

ME: 12 500

Offline

 

#69 2016-08-05 15:38:32

Rin aka Sanae

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2015-10-16
Posty: 305
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Sanae
Wiek: 22
Magia główna: Wody
Umiejętności bojowe: Nadludzka Siła

Re: Początek Końca...

- Szlak by go! Zostawił mnie! - warknęłam pełna złości, że mój towarzysz, Yonoowari olał mnie i poszedł na tą głupią wojnę całkiem sam! Wiedziałam, że nie przyniesie to żądnych korzyści, ale płakać za nim nie będę. Jeśli dał się do tego czasu zabić, to pewnie przez jego głupi błąd. Prawdopodobnie jak inni, otrzymałam list od państwa Crocus. W sumie nawet go nie otworzyłam i nie przeczytałam, wiedziałam co się święci. W końcu trąbią o tym na każdym możliwym kroku, no cóż. Nic lepszego i tak nie miałam do roboty. Szłam od strony północnej, gdy nagle coś śmignęło mi pod głową. Uniosłam wzrok i gwizdnęłam pod nosem - No, No widocznie nie tylko ja się spóźniłam - uśmiechnęłam się parszywie pod nosem, kontynuując dalej swą podróż. Powoli zaczynałam dostrzegać zarys państwa, które pochłonięte było kłębami ciemnego dymu - Oho, czyli już się zaczęło - pomyślałam nie zwalniając swego dotychczasowego tempa. Po upływie kolejnych spokojnych minut znalazłam się niedaleko całego zamieszania. Na razie, to ja podziękuje. Nie będę się pchać w sam środek brutalnej walki, dopóki coś ciekawego nie wpadnie mi w oczy! Kucnęłam na wzgórzu, z którego miałam wspaniały widok na wszystkich. Wytężając swój wzrok próbowałam dostrzec w tym bałaganie Yonoowariego, lecz tego głupka nigdzie nie widziałam. Powoli zaczynałam rozumieć, że nie zdążyłam na śmierć mego towarzysza - Eh, Yonoowari i po co Tobie to wszystko było? - mruknęłam pod nosem, po prostu zwyczajnie. Wzrok wówczas skierowałam na demona, który był po prostu bydlakiem! Nigdy czegoś takiego nie widziałam i ten drugi, wąsaty tytan odziany niczym rycerz - Rozumiem, że ten z nich jest po naszej stronie? - zadałam głośne pytanie,  na które i tak mi nikt nie odpowie. Rozciągnęłam się mocno - No to, czekamy - oparłam się rękoma o ziemię, mrużąc delikatnie oczy widząc zaklęcie, które objęło dość spory teren. Ciekawe, bardzo ciekawe.. czy jestem w niebezpieczeństwie?


http://66.media.tumblr.com/c4aaeec9124d61d7ac44946b9eab453d/tumblr_nv9kw7UBRm1r7zf0fo2_500.gif
Strach nie jest czymś złym. To świadomość swoich słabości.
Ludzie, którzy znają swoje słabości, stają się silniejsi.

Offline

 

#70 2016-08-09 12:13:09

 Aria

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

9256888
Skąd: Północ
Zarejestrowany: 2015-10-17
Posty: 189
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Aria Queen Midnight
Wiek: 19
Partner/ka: -
Magia główna: Niebiańska
Magiczna energia: 22'000

Re: Początek Końca...

Moje Grand Chariot uderzyło w monstrum z pełną mocą, dołączając do zaklęć pozostałych walczących, czy jednak przyniosło efekt? Rozbłysk skoncentrowanej magii uniemożliwił mi dostrzeżenie efektu, ale rozpadający się mur, przy którym stałam, nie wróżył nic dobrego. Ledwo zdążyłam się osłonić, kiedy gruz mnie przysypał. Drobną chwilę trwało, nim wygramoliłam się na powierzchnię tylko po to, by dostrzec... że wspólne starania nie dały żadnego efektu.
Czy ta bestia jest niezniszczalna?! - przemknęło mi przez myśl. W następnej chwili pole walki pokryła fioletowa mgła. Tytan nadal ścierał się z potworem, ale pojawiło się jeszcze coś. Jednak nie to zaprzątało teraz moje myśli. Zdałam sobie sprawę, że rzeczywiście na nic się zdadzą moja magia i umiejętności. Nawet jeśli jestem na tyle wytrzymała, by przetrwać połamane żebra, to i tak na nic nie przydam się w walce. Bezsilność, właśnie to mnie przytłaczało, bo co właściwie mogłam zrobić? Jedyne w czym w chwili obecnej byłabym dobra, to ekspresowa ucieczka z pomocą Meteora, ale nie zamierzałam uciekać. Co właściwie zamierzałam? To było bardzo dobre pytanie...
Na razie znajdowałam się w strefie tymczasowo bezpiecznej, żaden atak z drugiej strony zrujnowanego już muru nie zmierzał w moim kierunku. Ale to mogło w każdej chwili ulec zmianie. Czy byłam gotowa oddać własne życie w walce? Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie. Co innego, gdyby tam była Yuuki, wtedy nawet bym się nie zawahała, nie patrzyłabym na stan własnego zdrowia, byle tylko ją chronić. Ale czy ona nadal potrzebuje mojej protekcji? Jest silna, może nawet silniejsza niż sądzę. Czy to właśnie ta chwila, w której obieram nową ścieżkę życia? Życia, które za moment może zostać skrócone jednym zaledwie smagnięciem ogona tego monstrum?
Moją uwagę przykuło coś ponad polem walki. Krążyło wokół, jakby obserwując wszystko dookoła. Skupiłam wzrok na tym obiekcie, moment później dostrzegając zarys skrzydeł i... sylwetkę. To zdecydowanie był człowiek, mag dosiadający jakiegoś uskrzydlonego stworzenia z... lodu? Zacisnęłam pięść, wspominając gościa imieniem Nanashi, którego wolałabym nie poznać, zaraz jednak ją rozluźniłam, gdyż jeździec był kimś innym. I dobrze, nie miałam zamiaru znów widzieć tej krzywej mordy z tamtego dnia. Ten chłopak wydawał się nieco młodszy, może w wieku Yuu, tego ocenić nie mogłam. Mogłam za to zrobić coś innego. Wstałam ostrożnie, nie chcąc runąć na obsuwających się spod nóg kamieniach, a w następnej chwili moje ciało zajaśniało, ja zaś znalazłam się w powietrzu tuż przy chłopaku.
- No hej... - mruknęłam dość niewyraźnie, zerkając w jego stronę kątem oka, skupiając się bardziej na otoczeniu. - Aria, FT, przyjaciel - dodałam po chwili zdawkowo, wskazując siebie. Tak na wypadek, gdyby mag uznał mnie za zagrożenie. - Będę cię wspierać, kolego. Tylko tyle mogę teraz zrobić. Gdybym była silniejsza, pomściłabym Alexa...
Mój wzrok mimowolnie skierował się w miejsce, gdzie ostatnio dostrzegłam martwego przyjaciela, a dłonie zacisnęły się ze złości i... bezsilności. Nie wiedziałam nawet, w jaki sposób poległ i czy chociaż próbował stawiać opór. O obecnej sytuacji wiedziałam w skrócie tyle, że mamy przejebane. Wszyscy i po równo, chyba że stanie się jakiś pieprzony cud.
Jak na zawołanie nad całym obszarem pojawił się złoty krąg magiczny, a otoczenie spowite zostało jasnym, przyjaznym światłem. Czy to właśnie cud, który uratuje nasze tyłki z tej beznadziei? Zaraz się przekonamy...

Stan magii: 20'000 ME
Zaklęcia: Meteor
(3'000 ME)


http://i.imgur.com/5PtlWdL.png

https://lh6.googleusercontent.com/-kUTfIwrdcLw/VKhxHKGqMYI/AAAAAAABdXo/dA_SUPCSZE4/w500-h281-no/tumblr_inline_mso507qIpx1qz4rgp.gif

Offline

 

#71 2016-08-09 15:30:19

 Neomi

Mag niezrzeszony

58062375
Zarejestrowany: 2015-11-08
Posty: 533
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Neomi
Wiek: 19
Partner/ka: Suzaku
Magia główna: Niebiański Smok III
Umiejętności bojowe: Panowanie nad zwierzętami
Zręczność / Witalność: 40 | 40
Koncentracja / Szybkość: 30 | 26
Magiczna energia: 31.500

Re: Początek Końca...

Byłam tuż za plecami Yonoowariego, był szybszy i zwinniejszy. Nic dziwnego, że przed przeciwnikiem pojawił się jako pierwszy. I jako pierwszy poczuł siłę przeciwnika na własnej skórze! Widziałam to, widziałam coś, czego nigdy nie zapomnę. Ciało upadło na ziemię, wykrwawiało się. Magia leczenia! Na co mi ta magia, skoro nikogo nie mogłam uratować!
Zamaskowana postać skierowała we mnie jeden ze swoich prętów, leciało na mnie. Szybko, za szybko! Wiedziałam, że tego nie uniknę, nie zdążę zareagować. Zacisnęłam mocno powieki, nie chciałam tego widzieć, nie chciałam odliczać ile sekund pozostało mi życia. Usłyszałam chrzęst łamiącej się kości, to moja kość? Czy tak wygląda śmierć? Tak bezboleśnie? To koniec?
Otworzyłam delikatnie powieki, mrugnęłam. Wyszczerzyłam oczy widząc przed sobą mężczyznę, silnego, umięśnionego. Poruszyłam usta, lecz żadnego dźwięku z nich nie wydałam ''dlaczego''. Tak brzmiałoby moje pytanie. Nie wiem czy mogłam to nazwać szczęściem. Jeśli wliczamy w to śmierć kogoś innego, z własnego wyboru. Pewnie nigdy się nie dowiem dlaczego wolał zginąć za mnie, będzie mnie to męczyć. Jednak jak mogłam mu złożyć słuszny hołd? Zastanowię się potem, teraz musiałam jakoś uciec stąd i przeżyć. Choćby po to, by jego śmierć nie poszła na marne! Miałam uciec, uciec stąd jak najdalej lecz wtedy dostrzegłam Laresa. Chciałam podać rękę by dosiąść latającego stworka, lecz zawahałam się - Nie - mruknęłam pewniej - Jestem supportem, z wojny schodzę ostatnia -uśmiechnęłam się w kierunku towarzysza, przytaknęłam - Będę uważać - nie czekałam, aż mag mrozu zniknie mi z pola widzenia. Nie mogłam stać w miejscu, w którym byłam zagrożona. Gdy biegnąc w stronę Hidekiego oraz Misaki, obejrzałam się za siebie. Teraz starzec podjął się walki z liderem, zatrzymałam się gwałtowanie gdy tern pokryła gęsta i fioletowa mgła - Przeciwnik?! - zacisnęłam nerwowo pięść rozglądając się dookoła, lecz nie. Tym razem zaklęcie było od strony sojusznika, Misaki przyzwała węża? Dość pokaźnego miała pupila! Jednak nie czas mi o tym myśleć. Podbiegłam do dwójki magów Fairy Tail i stanęłam za ich plecami. Wzięłam głęboki wdech, wstrzymałam powietrze -  Arms X Armor  X Vernier - zielone światło wydobyło się z pod moich nóg powodując, że przez pierwsze sekundy i ja byłam niezauważalna. Wszystko wokół mnie falowało pod wpływem energii, które wchłaniało moje ciało. Jednakże... ten sam przypadek miała Misaki, Hideki oraz Lares. Całą naszą czwórkę wzmocniłam, dzięki przesłaniu im mojej magiczne energii. Teraz pozostało nam wierzyć w cud...


Wykorzystane zaklęcia


Arms X Armor X Vernier: Jest to zaklęcie bardzo przydatne dla sojuszników jak i dla samego użytkownika. Mag wykonując magiczne kręgi pod każdym celem, który chce objąć zaklęciem, okala go własną magiczną energią, właśnie ona wzmacnia szybkość, siłę jak i wytrzymałość o + 15 na czas trzech tur.

Magiczna Energia: 15,270

Ostatnio edytowany przez Neomi (2016-08-09 15:33:03)

Offline

 

#72 2016-08-09 18:45:19

 Mikaboshi

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2012-11-20
Posty: 2270
Punktów :   12 

Re: Początek Końca...

Już czas... Półszeptem rzekł Pheles zerkając ku chmurom, które rozstąpiły się tworząc prześwit dla słonecznego blasku. Widok ten mógł oddać wrażenie powrotu nadziei, niestety jedynie wrażenie. Mephisto Pheles rozpłynął się w kaskadzie czarnych smug dymu a w jego oczach było widać złowrogi błysk.

Przewodniczący rady przeleciał przez pole bitwy wbijając się w budynek niszcząc go doszczętnie, więc i on został rozgromiony... Zamaskowany również jak Pheles spojrzał ku górze, jednakże nie z tym samym zachwytem. Zniknął nagle z oczu, kiedy pojawił się obok Suzaku i Arii. Nie zdążyli się nawet obrócić a z ich ciał wystawały długie pręty, oczy zaszły im mgłą po czym powoli zsunęli się w dół. Wtedy jego wzrok padł na Misaki.

Stalowy wąż wraz z Królem naparli na Demona spychając go ku tyłom, widocznie chciał go oddalić jak najbardziej od magów, w jego głowie rodził się plan równie niebezpieczny co ryzykowny, nadal Demon byl o wiele potężniejszy... Z Rykiem naparł na niego własnym ciałem. Złoty Blask wydobył się z dłoni byłej mistrzyni Fairy Tail, jak się chwilę potem okazało identyczny blask o barwie białej wydobył się z rąk Lidera Masek, Hideki osłonił kobietę własnym ciałem natomiast Neomi dopadła do Suzaku oraz Aryi. Wiedziała, że oboje są w stanie krytycznym i nie zdąży pomóc na raz dwójce... Musi wybrać kogo uratuje.

Z Gruzu niepbodal budynku wydobył się Przewodniczący Świętych Magów, skupiając ogromną ilość Energii odbił się właśnie ku Liderowi, gotującemu kontr-zaklęcie. Właśnie nadarzyła się idealna okazja! Pojawił się w mgnieniu oka przerywając mu zaklęcie potężnym uderzeniem z pięści w Maskę oraz posyłając go prosto w dół z taką mocą, że ziemia zatrzęsła pod waszymi nogami. TERAZ! Ryknął do Misy, która zatrzasnęła ręce oślepiając wszystkich wkoło złotym blaskiem ciepła.

Demon zaryczał, lecz był zbyt potężny by jedno zaklęcie mogło wysłać go w zaświaty, dał natomiast Królowi sposobność do kolejnego ataku, spychając go jeszcze dalej poza obręb miasta. Po zamaskowanym nie było śladu... Misaki upadłą na kolana i nareszcie wszystkich was wypełniła ulga. Więc to jednak koniec... Podołaliście zadaniu chodź jakim kosztem? Śmiech. Tak właśnie ów dźwięk wypełnił wasze uszy głośny Śmiech. Kiedy obejrzeliście się za źródłem to zmroziło wam krew w żyłach. Nieopodal właśnie stał Lider Zamaskowanych z ogromnym pęknięciem w Masce. Więc to tyle zdołał mu zrobić najpotężniejszy mag święty? Kolejną kwestią było pytanie. Dlaczego przeżył Fairy Law?

Przewodniczący wylądował obok was wzdychając mocno. A więc jednak... Przykro mi. Zrobiliśmy co się dało. Zostawmy teraz sprawę w rękach Nieba. Wypowiadając te słowa ujrzeliście na niebie, gdzie z początku rozstąpiły się chmury ogromne magiczne kręgi jeden nad drugim. Etherion. Ostateczna broń rady.
Zamaskowany wyskoczył w górę i unosząc się w powietrzu zebrał wkoło siebie ogromną ilość Magicznej Energii. Wytworzył z ziemii i jak się okazało z waszych własnych ciał czarny dym. Własnie ten czarny dym, czy też piach przysłonił wam widok na niebo, jak walczyć z czymś tak potężnym? Działo wystrzeliło, magia Zamaskowanego również.

Ramię Hidekiego zabłysnęło białym światłem, znak od Phelesa. Stojący nieopodal magowie zostali połączeni białą nicią od tego światła dając wam niespotykaną aurę, o co chodziło? Zaraz mieliście się przekonać. Wybuch był porażający, zniszczenia rosły z sekundy na sekundę a wy jedynie mogliście patrzeć jak miasto Crocus, okoliczne lasy a nawet góry znikają z powierzchni ziemii... Wam jednak nie stała się krzywda. Kilka sekund później, które wydawały się latami wszystko ustało. Czarny pył opadł a wy staliście w ogromnym kraterze pustki... Nad wami natomiast unosił się lider zamaskowanych. Siłą wybuchu podarla mu górną część ubrań ukazując jego zabliźnioną klatkę piersiową po części pokrytą dziwnymi runami. Jego włosy sięgające do miednicy powiewały na wietrze. Wpatrzony był w górę, gdzie przed chwilą starł się z najpotężniejszą bronią świata. Powoli odwrócił twarz zerkając na resztę ocalałych. Serce zaczęło szybciej walić na jego widok, przed nimi unosił się nie kto inny jak Mikaboshi... Tęczówka oka była czerwona, nie niebieska jak niegdyś a całe oko okalała czerń, identycznie jak włosy. Jednak bez wątpienia był to Mikaboshi. Uśmiechał się z ogromną satysfakcją a w jego dłoni powstał kolejny czarny pręt.


Theme | Battle Theme | End Theme
http://24.media.tumblr.com/tumblr_mchwcculQ91rbp4juo1_500.gif

http://endlessfacts.com/upload/img/gVv9D14397106132.gif
Tylko czas uczy nas czegokolwiek. Jedynie z perspektywy czasu można zrozumieć, co jest słuszne, kto jest człowiekiem, a kto potworem, jak rozpoznać zło i jak je pokonać. (…) Ja jestem ideą. Począwszy od podstaw, skończywszy na rzeczach najważniejszych, takich jak cel, wizja, która nam przyświeca. Celem jest nowy świat. Porządek, który nastanie po nadejściu Proroctwa. Świat, w którym każdemu dane będzie według zasług, nie pochodzenia lub układów. Świat, w którym silniejszy pomaga słabszemu, a zbrodnię spotyka zasłużona kara. Świat jasnych zasad i ideałów! To znaczy właśnie słowo Wybawiciel!

http://i60.tinypic.com/6e2ng6.jpg


Offline

 

#73 2016-08-10 15:35:33

Hideki

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

21665984
Zarejestrowany: 2013-05-18
Posty: 441
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Hideki Yagura
Wiek: 18
Magia główna: Magia Ziemi
Umiejętności fabularne: Transformacja

Re: Początek Końca...

Wszyscy walczyli z całych sił. Dawaliśmy z siebie ponad sto procent. Oddaliśmy serce na polu bitwy. Lecz czy to wszystko miało pójść na marne? Za chwilę pewnie się przekonamy. Ataki świstały nad naszymi głowami. Moim głównym zadaniem było teraz jednak obronić Misaki. Stanąłem przed nią, zasłaniając ją swoim ciałem przed kolejnym atakiem. Teraz tylko jej moc była w stanie zawalczyć z liderem zamaskowanych. Zamknąłem oczy czekając na to co się wydarzy. Nagle jednak poczułem jak moje ciao wstępują nowe siły. Otworzyłem ślepia i spojrzałem na swoje dłonie. Wzmocnienie? Ale kto to zrobił? Nie było teraz czasu na rozmyślanie. Zamaskowany zadał potężny cios przewodniczącemu, lecz ten bardzo szybko odpowiedział równie potężnym uderzeniem. Jednocześnie dał znać Misaki do ataku. Teraz albo nigdy. Zamknąłem oczy, czekając na to co się wydarzy.

Nastąpiła cisza. Jakby całe napięcie kumulujące się teraz w miejscu, gdzie się znajdujemy zniknęło. Otworzyłem oczy i od razu co zobaczyłem to świecący tatuaż na mojej twarzy. Obok mnie stali przyjaciele. Misaki, Neomi, towarzysz Neomi z Pegazów. Lecz coś było nie tak. Wokół mimo względnej ciszy dało się wyczuć coś dziwne. Było po prostu za cicho. Miasto Crocus przestało istnieć. Pozostał jedynie krater, w którym znajdowała się garstka magów, która przeżyła to piekło. Chciałem spojrzeć w niebo, aby zobaczyć czy cały dym, który został wytworzony czy to przez Misaki czy przez Zamaskowanego. I wtedy zamarłem. Nad nami unosił się lider, którego maska pękła na pól. Nie byłem w stanie się już ruszyć. Mimo wzmocnienia czułem, ze moje nogi są ciężkie. Jeżeli zostałbym zaatakowany raczej nie miałbym szans na ucieczkę.

Lecz co było gorszego w tym, że nad nami znajdował się zamaskowany? Ano to, że my, starzy magowie Fairy Tail dobrze wiedzieliśmy kim tak naprawdę jest nasz przeciwnik. Stary, zaginiony mistrz Mikaboshi. Spojrzałem na Misaki. Obawiałem się teraz o to co może zrobić.
- Tylko nie rób nic głupiego. To już nie jest ten sam człowiek.
Burknąłem do Misaki.
Mimo całego wysiłku zrobiłem jeszcze ten jeden krok, by wystąpić przed szereg.
- Heh, nie spodziewałem się ciebie tutaj. Widocznie pojawienie się Tomijiego nie było przypadkiem.
Przerwałem na chwilę. Nie wiedziałem dokładnie co się stało z naszym starym mistrzem. Dlaczego założył tak straszną organizację. Co wypłynęło na jego motywację. Lecz czy to był odpowiedni moment na zadawanie takich pytań? W chwili obecnej nikt z nas nie ma już z nim szans w walce z nim. Pozostaliśmy na jego łasce.
- Dlaczego? Powiedz mi po prostu dlaczego?

Offline

 

#74 2016-08-14 00:50:56

 Tomiji

http://i.imgur.com/3INhtpd.png

34016860
Zarejestrowany: 2012-11-20
Posty: 100000031
Punktów :   14 

Re: Początek Końca...

Wnioskując po nasileniu się wyładowań magicznej energii, walka musiała trwać w najlepsze. Wszystko zgodnie z planem, pomyślał Tomiji. Magowie mieli kupić trochę czasu, nawet jeżeli będzie to kosztem ich życia. Ale jeżeli powstrzymają zamaskowanych wystarczająco długo, nic nie będzie już w stanie zatrzymać przeznaczenia.

   - Dobra robota - powiedział, spoglądając na uwięzioną Jomtii w Jutsu Shiki przez Saishiego. - Nikt poza mną nie może tam wejść, ani ona z tamtąd wyjść, tak?
   - Zgadza się - odparł Saishi spokojnie. - Bazując na tym, co wyczytałem w Tajnej Księdze Zentopii, stworzyłem zasadę, która nie pozwoli wejść nikomu innemu poza wami, a po wejściu będziecie musieli stoczyć pojedynek na śmierć i życie.
   Tomiji podniósł głowę. "Wejść może tylko jeden, ale wyjść już tylko jedno" - emanował runiczny napis na barierze. Sprytne, przytaknął z kamienną twarzą. Saishi dobrze się spisał, teraz wszystko pozostawało w jego rękach.
   Wielu mogłoby się zastanawiać, czy jedna niezrównoważona nastolatka może stanowić aż tak duże zagrożenie, że należy przygotować plan, aby ją schwytać i pokonać, ale Saishi doskonale wiedział, że po jej śmierci szala zwycięstwa nieodwracalnie przechyli się na ich stronę.

   Już czas! Tomiji zrzucił długi czarny płaszcz u swych stóp, który mógłby w jakiś sposób ograniczać jego ruchy. Tę walkę musiał traktować bardzo poważnie, skoro zadbał o taki szczegół. Biała koszulka na ramiączka wciągnięta w elastyczne spodnie odkrywała jego dobrze zbudowane ciało. Jego siła fizyczna musiała dorównywać jego potencjałowi magicznemu.
   Zadarł głowę do góry i robiąc dwa kroki do przodu, przekroczył barierę Jutsu Shiki, dokładnie z drugiej strony odgrodzonego obszaru o wielkości około 50 metrów. Nie było odwrotu ani dla wyuzurpowanego mistrza Fairy Tail, ani dla Jomci. Jedyną możliwością na opuszczenie magicznej klatki była śmierć drugiego.
 
  Tomiji bez słowa patrzył na bezczelny uśmieszek niebieskowłosej, aż w końcu coś w nim pękło. Jego kamienna twarz stopniała, jak śnieg na wiosnę. W jego oczach płonął ogień wściekłości. Nie mógł już powstrzymywać się dłużej. Machnął przed twarzą prawą dłonią, tworząc napis Fire, machnął lewą, a każda z liter zamieniła się w pociski i poleciała w kierunku dziewczyny. Powtórzył ruch prawej ręki i napis Fire pojawił się ponownie, lewą ręką wykonał ruch z dołu do głowy i pociski wyleciały w górę, aby po chwili w skutek działania grawitacji zaczęły opadać.
   Mężczyzna chciał w ten sposób zaatakować od frontu i z góry jednocześnie, licząc na to, że unikając tych pierwszych ognistych kul, dziewczyna zostanie trafiona przez te opadające. Chociaż mierząc się z samym uosobieniem demona walki, nie liczył, że pójdzie tak, jak to sobie zaplanował i miał w rękawie kilka ukrytych asów.


http://fairy-tail-pbf.pun.pl/_fora/fairy-tail-pbf/gallery/2_1464021165.png

Offline

 

#75 2016-08-14 21:11:05

 Jomtii

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2015-11-27
Posty: 63
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Jomcia
Wiek: 17
Partner/ka: aseksualna
Magia główna: broni

Re: Początek Końca...

Jomcia uciekała na tyle szybko, że jej warkocze nie mogły opaść i ciągle falowały w poziomie pod wpływem ruchu. Nigdy wcześniej nie odczuwała strachu, więc demon, przed którym uciekła, musiał być naprawdę potężny. Ciągle biegła, byleby znaleźć się jak najdalej od walki. W końcu odbiła się od niewidzialnej ściany i gruchnęła na ziemię. Trochę zawirowało jej w głowie, a z jej nosa pociekła karmazynowa stróżka. Stanęła na nogach i przyłożyła rękę do niewidzialnej ściany, którą okazały się być tajemnicze literki widziane po raz pierwszy. Przyłożyła rewolwer i nacisnęła spust. Kula swobodnie przeleciała i rozbiła się na budynku kilka metrów dalej. Ponownie przyłożyła dłoń. Jakaś tajemnicza siłą więziła ją w tym miejscu jednocześnie przepuszczając jej strzały. Ciekawe co to, pomyślała, wycierając krew spod nosa.

Odpowiedź przyszła szybciej niż mogła się tego spodziewać. Po drugiej stronie bariery stał Tomiji, które ścigał ją od dłuższego czasu. Odwróciła się na pięcie, by stać przodem do niego. Widząc jak przygotowuje się do walki, Jomcia nie mogła powstrzymać napływu endorfin.

♪   Wanna join me, come and play   ♪
♪   But I might shoot you, in your face   ♪



Zadziorny uśmieszek wkradł się na usta małej wariatki. Lekko pochyliła się do przodu, niczym kot szykujący się do skoku. Kocie oczy również były pełne podniecenia. Jakimś cudem zapomniała już o wielkim strasznym demonie. Chociaż w tej walce mogła zginąć, tak samo jak gdyby została na froncie, z jakiegoś powodu ekscytowała się tą walką jak żadną inną.

♪   Bombs and bullets will, do the trick   ♪
♪   What we need here, is a little bit of panic   ♪



Podobnie jak jej odwieczny rywal przekraczający barierę, ona również była gotowa, z oba naładowanymi rewolwerami. W jej kierunku poleciały pierwsze ogniste pociski.

♪   Do you ever wanna catch me?   ♪



Jomcia skoczyła do przodu. Uskoczyła w prawo przed pierwszą kulą.

♪   Right now I'm feeling ignored!   ♪



Kolejna leciała prosto w jej twarz, więc nie mając zbyt wiele czasu, przeturlała się w lewo, żeby chwilę potem znów być na nogach i kontynuować szarże

♪   So can you try a little harder?   ♪



Pozostałe dwa płomienie miały ją bezkolizyjnie minąć po prawej i lewej stronie, jednak kolejne nadlatywały już z góry wprost na nią.

♪   I'm really getting bored!   ♪



Tornado wystrzeliło z obu pistoletów jednocześnie, wyrzucając dziewczynę poziomo do przodu. Jomcia z siłą odrzutu wpadła barkiem prosto w żebra Tomijego, który poleciał razem z nią i miał uderzyć plecami w ścianę bariery.


http://oi63.tinypic.com/i70kr4.jpg

Offline

 
.postleft {width:25em;} .postright {border-left-width:25em;}





♣ Mikaboshi: 44253006
Facebook

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
fajny tekst na kubek Pokemon emerald pl rzadkie minecraft krojce rzeczy www.narutoms.pun.pl www.wieniawa.pun.pl