Ogłoszenie

Pora roku
Rok na forum
Image and video hosting by TinyPic


http://www.fairy-tail.xaa.pl/ <- ZAPRASZAMY

#31 2016-06-22 12:08:03

Ayako

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

25267898
Zarejestrowany: 2013-05-30
Posty: 701
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Alexander the Great
Wiek: 28
Magia główna: Magia Zniszczenia
Umiejętności bojowe: Walka w zbroi
Magiczna energia: 21500

Re: Początek Końca...

Nie sprzeciwiałem się temu, co stało się z Arią - może i lepiej dla niej, w tym stanie i tak nie stawiłaby oporu przeciwnikowi. Ruszyliśmy przed siebie i nie musieliśmy iść daleko, by zobaczyć coś, co pozostanie w mojej pamięci już na zawsze. Ciała. Kilkanaście, nie... kilkadziesiąt ciał ludzi - od straży począwszy, przez członków najróżniejszych gildii, kończąc na członkach rady. *Jednak zazdroszczę Arii... przynajmniej zachowa życie* - przeszło mi przez myśl, i słusznie. Taka siła to nie coś, z czym śmieszny mag mojego pokroju może się mierzyć. Moc przyjaźni na nic się tutaj nie zda, dziś wróżki polegną, padną jak muchy jedna po drugiej, a pegazy wraz z nimi.

Nie. Nie mogłem myśleć w ten sposób. Jaki sens jest w ogóle stać tutaj, jeśli pogodziłem się już ze śmiercią? Odejdę z tego świata kiedy nadejdzie odpowiednia pora, ale nie jest to dziś, nie jutro. Będę żył by walczyć dalej. Pomogę uratować ten świat przed zagładą. Z zamyślenia wyrwało mnie parsknięcie konia, odwróciłem się by zobaczyć kto przybył, w końcu każdy jest teraz na wagę złota. - Mistrzyni... - wydusiłem z siebie spoglądając na Misaki i na maga idącego tuż za nią, którego nie rozpoznałem. Z jej pomocą mogło się udać. Nagle, jakby znikąd - głos mężczyzny gdzieś za nami. Wróg? Być może. Odwróciłem się gotowy do odparcia ataku, ale on jedynie siedział i wygłaszał swój monolog. Minę miał równie niepocieszoną jak my, wygląda na to, że jest jednym z nas - zwyczajnie lubi się popisywać. Zasłoniłem oczy przed nadciągającym podmuchem wiatru, który niósł za sobą kurz i drobne kamyki rozsypane na ulicach stolicy. Spojrzałem w górę, by znaleźć jego źródło i zobaczyłem dwójkę magów walczących w powietrzu. Zaczęło się.

Offline

 

#32 2016-06-22 12:27:50

Lucas Deef

Mag niezrzeszony

59714385
Zarejestrowany: 2016-06-21
Posty: 38
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Lucas Deef
Wiek: 31
Magia główna: Ciemność
Zręczność / Witalność: 27/30
Koncentracja / Szybkość: 15/15
Magiczna energia: 12'500

Re: Początek Końca...

Kiedy Lucas zdążył tylko wejść na teren miasta, poczuł zapach, który znał bardzo dobrze, zapach śmierci. Martwe ciała leżące na ulicach, zarówno rycerzy, magów jak i cywilów. Krew spływała po ulicy, jak gdyby właśnie przestało padać. Dlaczego nie wyczuł zapachu zgnilizny i rozkładu? Być może zbyt bardzo się do niego już przyzwyczaił. Przemierzając cichaczem kolejne uliczki, patrząc na stosy ciał wspominał każdą wioskę, która wyglądała podobnie, po zakończonej "pracy". Ciemność, aż się w nim gotowała do wyjścia i tylko czekała na okazję, by dać upust swym żądzom.
    W końcu doszedł do innego wejścia do miasta, gdzie zauważył grupę ludzi, lecz nie znając ich zamiarów, postanowił nadal pozostać w ukryciu. Stali wśród stosów ciał i przyglądali się otoczeniu z przerażeniem i niedowierzaniem. Kobieta o długich, różowych włosach wyglądała na najbardziej przejętą tą sytuacją, gdyż reagowała nawet na ptaki karmiące się mięsem ofiar. Lucas zbliżył się nieznacznie i zauważył, że jeszcze kilka innych osób się zbliża, jednak każdy z obecnych wydawał się…inny. Nikt z nich nie wyglądał ani na zabójcę, ani rycerza, więc … magowie. Mag ciemności wytężył swój wzrok, by znaleźć jakieś znaki szczególne, coś co powie mu, czy tamci ludzie są wrogami. Zauważył znajomy symbol na dwójce ludzi, którzy stali najbliżej - Blue Pegasus. Czyli dotarli tu także inni członkowie gildii.
    Miał już zamiar wyjść z ukrycia i przedstawić się nowo napotkanym magom, ale ukazała się inna postać. Mężczyzna z gitarą, który zeskoczył z murów otaczających miasto, przemawiał w sposób monotonny, a to o czym mówił, sprawiało wrażenie, jakby był albo załamany psychicznie, albo usatysfakcjonowany widokiem umierających ludzi. Z jego wypowiedzi wnioskować można, że był światkiem wydarzeń, które miały tu miejsce. Nie w sposób było osądzić, jakie miał zamiary. Wtem zerwał się potężny podmuch wiatru, który spłoszył okoliczne ptaki, a niektóre ciała pospadały ze szczytów stosów martwych ciał. Wszyscy spojrzeli w kierunku źródła tego podmuchu i zobaczyli lewitujące, walczące postaci.
    Wszyscy przybyli magowie zebrali się w małą grupkę przy wejściu do stolicy, a zatem i Lucas postanowił wreszcie wyjść z ukrycia. Szedł do nich powoli, a w momencie kiedy go zauważyli, odsłonił symbol gildii wytatuowany, pod rękawem ciemnozielonej koszuli. Chciał by widzieli, że zupełnie obca dla nich osoba, nie jest wrogo nastawiona. Kiedy podszedł do grupy, uznał za stosowne rozpocząć konwersację, spoglądając na wałczące postaci.
- Wnioskuję, że i wy nie macie pojęcia co tu się stało. - Powiedział to w taki sposób, że nie można było być do końca pewnym, czy pyta, a może stwierdza fakt. Zwracając wzrok na magów, zdecydowanie zastanawiało go postać z instrumentem.
-Nazywam się Lucas Deef i jestem nowym członkiem Blue Pegasus. A do pana z gitarą mam pytanie. Co tu się wydarzyło? Bo nie wątpliwie byłeś świadkiem wydarzeń, które miały tu miejsce. - kończąc wypowiedź założył rękę na rękę, będąc wręcz zaciekawionym przez aurę, jaką nieznajomy emanował.

Offline

 

#33 2016-06-22 15:33:26

Hideki

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

21665984
Zarejestrowany: 2013-05-18
Posty: 441
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Hideki Yagura
Wiek: 18
Magia główna: Magia Ziemi
Umiejętności fabularne: Transformacja

Re: Początek Końca...

Zostawiliśmy Arię w tyle. Niech odpocznie i nabierze sił. Gdy się obudzi, będzie już po wszystkim. Szedłem na początku grupy magów. Im byliśmy bliżej zamku tym dało się wyczuwać coraz silniejszą moc. Lecz czy była to siła naszych sprzymierzeńców, czy przeciwników. W pewnym momencie wyłonił się przed nami mur. A raczej to co z muru zostało. Ogromna wyrwa wielkości dużego domu robiła z pewnością wrażenie na wszystkich. Mają rozmach skurwysyny.

Po wejściu na zaatakowany teren naszym oczom ukazał się straszny widok. Masa ciał rozrzuconych po ziemi. Jedne w całości, inne w kawałka jeszcze inne w strzępach. Ptaki jak i pobliskie zwierzęta miały tutaj ucztę. Przybyliśmy nie dość szybko. Potężni magowie, gwardia królewska jak i zwykli ludzie, którzy niczym nie zawinili. Lecz co oni tutaj robili? Czyżby Zamaskowani atakowali również domostwa, a rzucając tutaj wszystkie ciała chcieli wywrzeć na nas jakieś wrażenie? Kto wie. Rozglądając się po moich towarzyszach dostrzegłem jednak strach i niepewność. Z takim podejściem długo tutaj nie pożyjemy. W pełni rozumiałem strach kompanów, lecz czy nie po to dostaliśmy ten dar z góry? Oczywiście, głównie mieliśmy pomagać ludziom, lecz nadchodził odpowiedni czas, taki jak teraz, powinniśmy stawiać swoje życie na szali.

Z rozmyślań wyrwał mnie znany głos, który wypowiedział moje imię. Uniosłem głowę by dostrzec Neomi wraz ze swoim towarzyszem, który był z nami na plaży. Uśmiechnąłem się ciepło do dziewczyny i gdy ta do mnie podeszła potargałem ją po włosach. Nie wiem czemu to zrobiłem. Po prostu taki odruch. Jej słowa jak i buzia była smutna. Twarz Laresa również była zatroskana.
- Nie martwcie się. Niedługo to wszystko się skończy.

Wtedy to z drugiej strony przybyli Misaki wraz z jakimś młodziakiem. Mistrzyni naszej gildii znajdowała się na koniu. No, no chyba jej się spieszyło.
- Cieszę się, że wszystko z tobą w porządku. Wiedziałem, że pokażesz Tomijemu kto jest prawdziwym liderem Fairy Tail. Lecz jak rozumiem nie mamy zbytnio czasu na rozmowę, prawda?

Wtem nagle usłyszałem kolejny znany głos. Uśmiech pod nosem pojawił mi się automatycznie. A jednak się zjawił. Jego wywód raczej przypominał końcówkę naszego spotkania. Lecz mimo wszystko bardzo się cieszyłem, że grajek zjawił się na polu bitwy.
- Wolałem cię w sombrero i z melodią na ustach.
Gościu mógł jednak dostrzec jak kiwam głową w jego kierunku, dając znać, że cieszę się z jego przybycia.

W końcu nasze rodzinne spotkanie przerwał potężny podmuch wiatru i kurzu. Moje ubrania zaczęły mocno falować, a ja sam musiałem zasłonić twarz ręką, aby drobinki nie wpadły mi do oczu. Mimo tej wichury starałem się dostrzec co się dzieje. Wtedy to kątem oka dostrzegłem, że na niebie toczy się bitwa. Starając się wytężyć wzrok chciałem dostrzec kto używa magii. Hmm, czyżby najsilniejsi ze świętych magów stawiali czoła Zamaskowanym?

Offline

 

#34 2016-06-22 18:22:19

Yonoowari

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2015-10-16
Posty: 70
Punktów :   

Re: Początek Końca...

Od pewnego czasu mężczyzna szedł z obnażonym mieczem półtoraręcznym, nie ze względu na nerwy czy przezorność. Był podekscytowany, czuł niesamowicie silne aury, które oznaczać mogły wyłącznie jedno... Czekał narazie na stosowny moment by wejść na scenę, by odegrać swoją rolę, swój akt. Grzywka opadła mu bezwiednie, kiedy wskoczył na zdruzgotany mur, tam też stał przez dłuższą chwilę w ciszy rozglądając się po okolicy a wszędzie dostrzegł jedynie śmierć... Jego twarz nie zmieniła się nawet o milimetr, jednak na chwilęprzymknął oczy. Zeskoczył z murów by podejść do reszty magów, widocznie aktorzy byli już na swych miejscach, czekamy tylko na publikę? Schował miecz ze świstem do pochwy by nie podejrzewali go o złe zamiary, z przymkniętymi oczyma i skrzyżowanymi rękoma podszedł do nich. Już wcześniej rozpoznał dwójkę magów z którymi niedawno się zmierzył, a więc i oni przybyli. Cień uśmiechu padł na jego usta. Wszyscy z tych tu obecnych byli zmartwieni, niektózy przerażeni... Yare Yare. Nowy głos dobył się za ich plecami, jak to? Przeszedł wcześniej obok niego i go nie wyczuł ani nie usłyszał? Odwrócił więc głowę z podejrzeniem na dziwnego jegomościa. Palce drgnęły kierując się w pobliże tak dobrze mu znanej skórzanej rękojeści.  Widać, że Hideki znał owego mężczyznę, lecz coś Yonkowi nie dało spokoju.
Taa, wojna jest okrutna... Cóż jednak z tego? Skoro tutaj umarli wiedzieli co robili to, że byli słabi i zgineli na próżno to już nie nasza sprawa. A ty? Skoro tak mówisz to najpewniej byłeś w pobliżu, w takim razie cóż zrobiłeś? Potrafisz jedynie gadać? Jesteś pisarczykiem? Czy może... Lubisz patrzeć na rozpacz? Bo takie można odnieść wrażenie. Chcesz zasiać tutaj panikę? Podaj swe motywy, lub stań do walki z tymi to co robili, jeśli zamierzasz tylko pierdolić od rzeczy to daruj sobie wywody.
Podmuch powietrza kazał wszystkim magom obrócić się ku walczącym w powietrzu, Yonek jednak nie spuścił wzroku z nieznajomego, coś mu się nie podobało w całej tej sytuacji...


http://38.media.tumblr.com/d55cf4218a7adc71f2e817309a5d395f/tumblr_n15pmtN75m1slmjcco2_500.gif
Kiedy patrzysz w Otchłań, ona patrzy również w Ciebie. Gdy boisz się spoglądac w otchłań, dajesz jej prawo do kierowania swoim życiem.
http://33.media.tumblr.com/5c61277bda33e0562642b0879bc58e52/tumblr_n15pmtN75m1slmjcco3_500.gif

Offline

 

#35 2016-07-10 12:57:50

 Mikaboshi

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2012-11-20
Posty: 2270
Punktów :   12 

Re: Początek Końca...

Cichy syk wydobył się ze spękanych ust bladego mężczyzny, siedział on na swym fotelu nad głowami magów, jednakże nikt nie mógł go dostrzec. Przed nim widniała wielka szachownica z rzeźbionymi figurami, powolnym, pełnym skupienia ruchu przesunął czarnego pionka do przodu, biały natomiast obrócił się w proch. Ekstaza pojawiająca się w jego oczach i nagłe drżenie ręki. Jeszcze nie, upomniał się mężczyzna patrząc na swą scenę z góry.

Wróżki, Pegazy i Szablozębni odwrócili się by spojrzeć na przytłaczające, ogromne aury walczących. Wszyscy poza jednym i to właśnie w niego wlepił spojrzenie święty mag. Yonoowari nie mógł się poruszyć ani wydobyć z siebie żadnego dźwięku, natomiast święty mag uśmiechnął się z rozkoszy. Świat zdawać się mógł stracił barwy i dźwięki wydobywanej walki, w ułamku sekundy mężczyzna pojawił się za Hidekim i z nadludzką siłą przycisnął przedramieniem jego gardło do klatki tak, że całe powietrze uszło z niego w chwilę. Nie zdążył nabrać tchu, przez co duszony zaczął tracić przejrzystość w oczach. Stalowa ręka nie chciała puścić za nic... To koniec? Jednakże opadający obok miecz przeciął powietrze odcinając dłoń świętego maga. Hideki padł na kolana zbierając dech a święty mag uważany dotąd za sojusznika odskoczył w tył, z kikuta kapała krew. Dopiero teraz większość zdołała zrozumieć cóż tu się stało. To Yonoowari jako jedyny patrzący nań zdołał zareagować wyciągając po chwili paraliżu miecz. W tym samym momencie wybawca Hidekiego z krzykiem bólu upadł wypuszczając miecz z ręki. On również stracił rękę, w identycznym miejscu co wróg. O co tu chodziło? Pheles zaklaskał i aż powstał, to dopiero będzie spektakl! Kaptur mężczyzny w sombrero opadł i dopiero teraz zobaczyliście jego nienaturalnie wychudzoną twarz, przypominającą bardziej czaszkę i oczy, czarne jak noc bez cienia źrenicy. Patrzyły one wiercącym wzrokiem a uśmiech na jego ustach sprawiał, że ciarki przechodziły was po plecach... Nie zainteresował się nawet tym, że stracił całą lewą rękę.
Kiedy minął szok zasłoniliście swymi ciałami dwójkę waszych towarzyszy powoli zbierających się z leżaków. Dotarło do was, że przegapiliście ważny element układanki... Przy pasku mężczyzny zaczepiona była. Maska. Właśnie ta sama, którą posiadał goryl, którego dawno już pokonaliście. Odezwał się schrypniętym głosem.
Cóż tu się stało pytaliście? Cóż... Widząc tyle pięknych oczu... Chciałem dodać je do swej kolekcji. Teraz wasza kolej, nie sycą mnie już tysiące gałek bez wyrazu...
Krew jednakże zamroził wam fakt, że dopiero teraz dostrzegliście, że każdy z ludzi, żołnierzy i magów leżący w kałużach krwii ma wyłupione oczy. Walka za wami wrzała coraz to mocniej, albowiem ogromna wieża strażnicza kilkaset metrów dalej właśnie runęła w drobny mak. Wasz wróg wolnym ruchem wyjął wielki, kuchenny nóż oblizując zaschniętą tam krew. Czas na posiłek...
Niespiesznym krokiem ruszył teraz przed siebie a swój przerażający wzrok utkwił w Suzaku, czy podejmiesz wyzwanie mówiły one, spojrzysz wgłąb tak jak ja w ciebie? Napięcie rosło a kroki byly coraz to wyraźniejsze i bliższe was.


Theme | Battle Theme | End Theme
http://24.media.tumblr.com/tumblr_mchwcculQ91rbp4juo1_500.gif

http://endlessfacts.com/upload/img/gVv9D14397106132.gif
Tylko czas uczy nas czegokolwiek. Jedynie z perspektywy czasu można zrozumieć, co jest słuszne, kto jest człowiekiem, a kto potworem, jak rozpoznać zło i jak je pokonać. (…) Ja jestem ideą. Począwszy od podstaw, skończywszy na rzeczach najważniejszych, takich jak cel, wizja, która nam przyświeca. Celem jest nowy świat. Porządek, który nastanie po nadejściu Proroctwa. Świat, w którym każdemu dane będzie według zasług, nie pochodzenia lub układów. Świat, w którym silniejszy pomaga słabszemu, a zbrodnię spotyka zasłużona kara. Świat jasnych zasad i ideałów! To znaczy właśnie słowo Wybawiciel!

http://i60.tinypic.com/6e2ng6.jpg


Offline

 

#36 2016-07-10 15:22:41

 Misaki

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

42592352
Zarejestrowany: 2013-05-18
Posty: 1244
Punktów :   24 
Imię i Nazwisko: Misaki Valliere
Wiek: 21
Partner/ka: -
Magia główna: Gwiezdne Duchy III
Magia poboczna: Projekcja II / Szybkość II
Umiejętności bojowe: Silna Wola
Umiejętności fabularne: Unison Raid
Zręczność / Witalność: 60 / 60
Koncentracja / Szybkość: 50 / 30
Magiczna energia: 50,250

Re: Początek Końca...

Widząc zarys murów przyśpieszyła, to właśnie tam czuła ogromne skupisko magicznej energii, która ją zarazem intrygowała oraz przerażała. Zatrzymała się przed samą bramą widząc z daleka zamazane sylwetki od kilkunastu do kilkudziesięciu ludzi. Stąd nie mogła dostrzec tego, co działo się za murami. Czarny dym unosił się w górze, a powietrze jakby zgęstniało. Uderzyła łydkami konia, by przeszedł na kłus. Im coraz bliżej była, tym zamazane sylwetki nabierały kształtu, gwałtownie ściągnęła wodzy do siebie. Koń nie wiedząc, co właśnie się stało. Stanął na dwóch tylnych umięśnionych nogach, szybko opanowała sytuację uspakajając swego wierzchowca. Mocy wiatr uderzył w jej twarz, odrywając włosy od przylepionych pleców. Zmrużyła oczy czując ohydny odór rozkładających się ciał oraz samej krwi. Zaklęła pod nosem krzywiąc przy tym usta. Miała już wracać do głównej siedziby miasta, lecz kątem oka dostrzegła parę ruszających się postaci. Wytężyła wzrok, zacisnęła wargi i ponownie skierowała się w miejsce, z którego chciałaby już wyjechać. Jej bursztynowych  dużym oczom ukazała się grupka magów, których częściowo znała. Najbardziej ucieszył ją widok grupy Fairy Tail, kamień z serca. Zeskoczyła z konia widząc Hidekiego oraz Alexsandra, pochyliła lekko głowę w ich kierunku bez żadnych słów. Yonoowari również tu był oraz dwójka całkiem nowych twarzy. Zeskoczyła z konia na lekko ugiętych nogach, klepnęła konia po szyi - Uciekaj do Pana - wymamrotała do jej uszka puszczając wodzy. Koń jak na zawołanie Pana, wrócił drogą którą tu przybiegł. Wygięła do tyłu prawię ramie. Usiłując postawić pierwszy krok, usłyszała za plecami czyiś głos. Głowa odwróciła się gwałtownie, a po chwili całe jej tułowie. Instynktownie przybrała postawę obronną, a prawa ręka zatrzymała się przed rękojeścią miecza. Chwilowo należała do obserwatora, mimo iż Hideki znał skądś tego mężczyznę. Ręka powoli opadła, a ona wróciła do pionu - Znacie się, Hideki? - spojrzała na swego kolegę z gildii. Westchnęła ciężko krzyżując dłonie pod biustem, ciężko było teraz cokolwiek wywnioskować. Widocznie pozostało jej tylko czekać na to, co nieuniknione. Co prawda, Pan nieznajomy z gitarą w ręku nie wyglądał na przyjaciela, ale podobno nie ocenia się książki po okładce. Swój dziwnie niepokojący umysł uspokoiła, zrobiła krok do przodu zatrzymując się dopiero parę kroków od Hidekiego i reszty. Nie za bardzo chciała mieć kogokolwiek za swymi  plecami. Zmarszczyła brwi i spojrzała na kolegę z gildii Sabertooth - I po co te nerwy? - pomyślała wypuszczając powietrze z ust, choć w sumie nie powinna się dziwić. Yonoowari zawsze był w gorącej wodzie kąpany i wtedy potężny blok wiatru uderzył w jej plecy, straciła równowagę. Szybko postawiła nogę w przód zapierając się od ziemie. Powoli odwróciła wzrok, jednak nic za sobą nie widziała. To było dziwne, ale w momencie gdy reszta zgromadzonych tutaj spojrzała w niebo i ona to uczyniła. Widok tego, co tam się działo wprawił młodą Misaki w osłupienie. Stała z otwartą buzią nie wiedząc, co powiedzieć, a co najważniejsze... cóż uczynić? - K..Kim oni są?! - wydukała mimo iż czuła, że ma zaciśnięte gardło ze strachu. Dla sensorów takich jak ona, ta moc była przytłaczająca. Zrobiła krok w tył chcąc zwiększyć sobie pole widzenia manewrów na niebie.

Do uszu doszedł  jęk któregoś z mężczyzn, później chrzęst ostrza. Gdy spojrzała za siebie, walka się rozpoczęła - Ale jak?! Kiedy?! - czuła jak kropla zimnego potu spłynęła od skroni, aż na sam dół. W jej źrenicach odbić się mogła leżąca na ziemi sylwetka Hidekiego, choć to nie był najgorszy widok jaki mogła dziś doświadczyć. Polała się krew i to z obu stron, noga drgnęła jakby chciała pobiec do dwójki magów. Musiała się powstrzymać, grunt że reszta szybko zareagowała i osłoniła rannych. Kim natomiast był ich nowy przeciwnik, który bez wzruszenia szedł z odciętą ręką? Ale co w takim razie z Yonoowarim, dlaczego i jego to spotkało? Traciła oddech, a serce waliło w klatkę piersiową jakby domagało się ucieczki! Chyba nieświadom swych postępów, noga zamiast nagle pójść w przód cofnęła się o kilka kroków - Czy ja chce uciec? - owe słowa przeszły jej przez myśl. Choć sama nie do końca chciała w to wierzyć. Gdyby nie ostatnia rozmowa z Tomijim może dałaby się pochłonąć całkowicie, ale obiecała, uświadomiła go że nie pokaże litości swemu wrogu. Czy właśnie nie nadszedł czas na udowodnienie swych słów?

Maska...

Maska, którą miał tamten przeciwnik! Więc od samego początku nie był z nimi, a tylko przeciwko nim. Namieszał w głowie, by stracić czujność. Zwrotka o pięknych oczach jakoś nie sprawiła, że poczuła się lepiej. Owszem, może nie patrzyła z dokładnością na zwłoki, kogo one interesowały? Może wyglądało to szaleńcze, ale Misaki uśmiechnęła się pod nosem. Stała obok, widziała wszystko z dokładnością! Zbliżający się przeciwnik  w stronę jej ''przyjaciół'' wyciągnął broń, wolnym i pewnym siebie ruchem. Ona natomiast nie miała zamiaru robić wszystkiego w efektowny sposób jak on. Choć coś nie dawało jej spokoju.. dlaczego Yonoowargi, szybki szermierz, z którym nie jedna osoba miałaby problemy straciła rękę w tak prosty sposób? - Jesteś tak szybki? Czy odbijasz nasze ataki? - było kilka opcji. Walka z nim jak równy z równym. Ona szermierzem dobrym nie była, ale człowiek może uczyć się na błędach. Nawet czyiś. Postawiła pierwszą nogę w przód, potem drugą. Coś zabłysło, rozświetliło ten szary świat złotym i pięknym światłem. Może i nawet światłem nadziei? Nie no, nie przesadzajmy.

Trzeci krok...

Sylwetka Misaki pojawiła się tak nagle przed przecinkiem. Dzierżyła ona w rękach dwa miecze jednoręczne, obusieczne. Oddając się całkowicie instynktowi, pracy nóg oraz do rzeczy dla których, te miecze zostały stworzone. Skierowała wzrok na ohydne ślepia na przeciwnika, a w sumie na ich brak. Mimo, iż ręka świerzbiła ją do ataku, poczekała i pierwsze przyjęcie przyjęła na skrzyżowane miecze osłaniając najsłabszy ich punkt. Kontratak miał być szybki i silny, by przeciwnik miał problem z ich obronieniem. Pozostawało jej coraz mniej czasu. Z całej siły naparła na przeciwnika i silnym uderzeniem starała się wytrącić nóż z rąk. Aby efektownie zakończyć pojedynek, obróciła się i kopnęła nogą w górę po łuku, w okolicę brody, tak aby pięta trafiła w cel wgniatając go dosłownie w ziemię. Przyłożyła jedno ostrze do gardła, gdyby Pan przeciwnik chciałby ubiegać się do jakiś dziwnych sztuczek.

Użyte zaklęcia:

Super Szybkość
Jak sama nazwa wskazuje, zaklęcie zwiększa szybkość poruszania się użytkownika. Szybkość wyprowadzanych ciosów i reakcja nie ulegają zmianie. Im bardziej doświadczony mag tym szybciej będzie mógł się poruszać. Przy użyciu tego zaklęcia można szybko wykonać unik lub szybko doskoczyć do wroga

Przejecie Taurusa
Jako, że Taurus nie posiada żadnych zaklęć, użytkownik również nie posiada żadnej magii którą mógłby w tej formie dysponować. Bronią maga jest siłą ducha, która potrafiła nieraz zniszczyć przeciwnika jednym ciosem, czy podnieść głaz cięższy od niego.

Magiczna Energia: 42'250

Sutā Doresu, Taurus
http://i.imgur.com/6lVQnoX.png


Theme | Battle Theme | Kingdom Hearts | Karta Postaci

https://33.media.tumblr.com/4200730b98f16c27e3aad3ff9cace0ad/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso10_250.gif https://38.media.tumblr.com/8fe4d486a628c74a17533cccab73db53/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso8_250.gif

Cały czas wierzyłam w słowa, które wtedy wypowiedziałaś. Byłoby wspaniale, gdybym mogła rozkwitnąć jak kwiat. Przez cały ten czas chciałam być taka jak ty. Moim celem było to, aby ci dorównać. Dzięki tobie zaszłam tak daleko. Dlatego właśnie chcę z tobą walczyć.
Teraz pragnę właśnie tego. Tylko tego.


https://33.media.tumblr.com/cdb798128b574b6b634bccddd083ec11/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso9_250.gif https://38.media.tumblr.com/f2af23ae70518f1336b28c1cf1144ae7/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso5_250.gif 

Offline

 

#37 2016-07-10 19:10:10

Suzaku

Mag niezrzeszony

7529522
Zarejestrowany: 2015-10-18
Posty: 169
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Lares Artra
Wiek: 20 lat
Partner/ka: Neomi
Magia główna: Lodowe tworzenie II
Umiejętności bojowe: Perfekcyjna celność
Zręczność / Witalność: 25/25
Koncentracja / Szybkość: 25/15
Magiczna energia: 36'000

Re: Początek Końca...

Widok jak i smród leżących dookoła trupów tylko budował napięcie i niepewność, lecz przecież dobrze wiedzieli, że właśnie to ich tu czeka. Mag z północy zdecydowany był walczyć, w końcu po to tutaj przyszedł. Kwestia wątpliwości i zastanawiania się nad tym co ich tu czeka i czy odpowiedzieć na wezwanie króla miał już za sobą. Skoro już raz zdecydował, to nie miał zamiaru ponownie analizować tego co powinien teraz robić. Klamka zapadła! Jego towarzyszką zaczęły jednak targać wątpliwości. Widok pobojowiska ją przeraził i nie było się czemu dziwić. Dziewczyna ostro powiedziała co myśli na temat dalszej walki, lecz i Lares nie wytrzymał w tym momencie – Myślisz że i ja przyszedłem tu na wakacje!? Wiedziałaś na co się piszesz! Jak chcesz uciekać to proszę, tam masz dziurę w murze! – wskazał nerwowo ręką na wielki wyłom. Po tych słowach jednak i on się uspokoił. Może właśnie potrzebował takiego małego wybuchu żeby odreagować całą tą sytuację? Mag spuścił wzrok, lecz zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, czarodziejka go w tym ubiegła, przepraszając za to co powiedziała. Gdy spostrzegli, że do miasta zbliżają się następni magowie, Neomi podeszła do niego ciągnąc go za płaszcz. Widząc jej wzrok złość opuściła go całkowicie No już, już. Nic się nie stało – westchnął. Na stwierdzenie dziewczyny, że jest ich za mało chłopak odpowiedział – Na razie walka się jeszcze nie rozpoczęła. Ci tutaj nie uchylili się od walki. Nie mógłbym teraz uciec, to byłoby nie w porządku wobec tych co polegli. – Nie bardzo wiedział jak uspokoić przyjaciółkę. On przecież też nie chciał tutaj umierać, ale tak jak wspomniano wcześniej, decyzję podjął już wcześniej. Czas wyobrazić sobie ścieżkę, którą chce podążyć i ponieść wszelkie konsekwencje swojego wyboru.
Potem było spotkanie z resztą magów, którzy przybyli do stolicy. Hideki stwierdził że to wszystko niedługo się skończy. Dobre sobie! Jeszcze nawet nie stanęli do walki, jeszcze nic dla nich tak na dobre się nie zaczęło, a ten już chce kończyć. Lares nawet tego nie komentował. Był zbyt zajęty obserwowaniem trwającej powietrznej walki, żeby reagować na jego gadanie. W międzyczasie pojawił się jeszcze parę nowych osób. Mężczyzna podający się na maga BP, czarnowłosy szermierz oraz  blond włosa dziewczyna, która przybyła do miasta na koniu. Normalnie bardziej zainteresowałby się nowym magiem ze swojej gildii, lecz teraz miał ważniejsze rzeczy na głowie. Zaraz pojawił się i ten dziwaczny mag z gitarą, o którym mowa była wcześniej. Lares z góry założył, że skoro Hideki go zna, to nie ma powodu do obaw o to, po czyjej jest stronie. Jak się jednak okazało, było to bardzo naiwne podejście. Nieznajomy o czarnych włosach w dość mocnych słowach zareagował na jego gadaninę. Magowi lodu nie do końca spodobało się jak mówił o poległych tutaj żołnierzach i magach, lecz musiał i jemu przyznać trochę racji. Wojna już trwa a ten… Zaraz, skoro niby jest po stronie królestwa i widział co tu się stało, to czemu nie zareagował na ten pogrom? A może zareagował, tylko nie tak jakby magowie sobie tego życzyli? Ta myśl jednak nie przyszła Laresowi do głowy w tym momencie.
Gdy wszyscy zajęci byli obserwowaniem tego co się działo w powietrzu, rzekomy sojusznik niespodziewanie wykorzystał chwilę ich nieuwagi i zaatakował Hidekiego. Mag Fairy Tail przeżył tylko dzięki czujności Yonoowariego, który przezwyciężywszy paraliż w oka mgnieniu odrąbał napastnikowi rękę, choć zapłacił za to wysoką cenę. Lares dopiero gdy usłyszał krzyk maga zniszczenia oderwał oczy od powietrznego starcia i się odwrócił. Dostrzegł jak Hideki pada na kolana nie mogąc złapać tchu, zaś mag-szermierz nie ma ręki! Podobnie zresztą jak ten cały gitarzysta. Wraz z innymi magami stanął między napastnikiem, a rannymi. Mag lodu kątem oka spojrzał na usiłował spojrzeć na poszkodowanych – Ależ ja jestem naiwny i głupi – pomyślał zły sam na siebie. Żeby tak łatwo dać się podejść? Gdyby szablo zębny nie też dał się nabrać to wszyscy mogli być już martwi przez swoją nieuwagę i brak ostrożności. Wszystko było jasne, mają do czynienia z wrogiem! Gdy kaptur opadł z głowy tajemniczego maga, ujrzał jego wychudzą, trupią twarz i puste, czarne oczy. Wyglądał niczym kostucha we własnej osobie, Tyle że zamiast kosy, miał gitarę. Mag przeraził się słuchając jego słów. On im wszystkim wyłupał oczy? Jak bardzo trzeba mieć spaczony łeb, żeby robić coś takiego z czystej przyjemności? Jak to się dzieje, że wszystkie szajbusy są tak niebezpieczne? Za plecami maga gruchnęła wieża, lecz ten nawet nie ośmielił się spoglądać za siebie mając przed sobą tak przerażającego przeciwnika. Bał się spuszczać go chociaż na chwilę z oczu.
Wtedy, święty mag wyjął nóż, który w obrzydliwy sposób oblizał, po czym ruszył w ich stronę, utkwiwszy wzrok w byłym egzorcyście. Laresa oblał zimny pot. Czuł jakby ta bezkresna czerń oczu maga go pożerała żywcem. Mag drgnął, jakby chciał zrobić krok w tył, lecz wtedy siłą woli udało mu się opanować strach. Zacisnął mocniej pięści i pokręcił głową, chcąc odegnać czarne myśli z wizją swojej własnej śmierci włącznie. Niepewna mina lodowego czarodzieja stała się teraz zacięta. Walka zaczyna się dla niego właśnie w tym momencie – To nieuniknione – pomyślał – Nie mogę wiecznie uciekać. Odkąd ojciec szkolił mnie na egzorcystę, przygotowywał mnie i na groźbę śmierci. Lecz, jeszcze nic się nie stało! Dopóki sama śmierć nie uraczy mnie swoim lodowatym pocałunkiem jeszcze nic się nie skończyło! – przeszło mu w myślach, przez ułamki sekund. Wszyscy kiedyś umrzemy. A jeśli jego przeznaczeniem jest paść tutaj z wyłupanymi oczami, to widocznie taka była wola jego boga. Kości zostały rzucone!
Lares sięgnął ręką po swój medalik, który nosił na szyi i ucałował go z ledwo widocznym uśmiechem, jakby był gotów zaakceptować każde zakończenie tej historii – Adanosie, prowadź mnie! – Chłopak zaparł się mocniej nogami o podłożę i szybkim ruchem złożył ręce, tak że aż klasnęły. Natychmiast pojawił się dookoła niego błękitny, magiczny krąg, a powietrze w oka mgnieniu stało się zimne. Miał zamiar zaatakować przeciwnika lodowymi kryształami, lecz zanim uformował swój twór niespodziewanie czarodziejka o blond włosach, która przystąpiła do działania przed nim! Czarodziejkę otoczyła złota poświata i ku jego zaskoczeniu, jej strój całkiem się zmienił, zaś rękach trzymała dwa, długie miecze. Kobieta nie czekając natarła na przeciwnika – Ma jaja – pomyślał lodowy mag. Pozostawało jednak pytanie co on teraz ma zrobić? Atakowanie lodowymi pociskami nie wchodziło teraz w grę, gdyż mógłby przez przypadek zranić swojego sojusznika. Lares postawił więc zrobić inaczej. Zrobił dwa kroki do przodu, wciąż ze złączonymi dłońmi – Lodowy twór… - wtedy to zaczęła pojawiać się sporej wielkości bryła lodu, która powoli nabierała kształtu wielkiego, bo ponad dwumetrowego, człekokształtnego wilka z ogromnym torsem, ostrymi szponami u przednich łap i długiego, wilczego pyska najeżonego wielkimi zębiskami – Wilkołak! – dokończył mag. Wtedy lodowy potwór ruszył długimi susami w kierunku walczących. Może nie był aż tak imponujących rozmiarów jak gryf, na którym tu przybył, lecz dzięki temu był zdecydowanie szybszy i zwinniejszy. Wilk ruszył na wroga od zupełnie innej strony, od której zaatakowała Misaki, chcąc w ten sposób utrudnić mu ewentualny unik. Jeśli Misaki udało się powalić przeciwnika to wilkołak również go przytrzymuje wbijając w niego szpony. Jeśli zaś nie udała się jej ta sztuka, wilk atakuje przeciwnika z drugiej strony (bo rozumiem, że to ta, gdzie nie ma już ręki), próbując chlasnąć go pazurami po korpusie, bądź w nogę.

Lodowy twór: duży, dynamiczny obiekt (5'500 ME)
Pozostałe ME: 30'500

Ostatnio edytowany przez Suzaku (2016-07-14 22:02:10)


Mowa / Myśli / Theme


"Śmierć to nasz odwieczny towarzysz. Zawsze podąża po naszej lewej, na wyciągnięcie ręki za nami. To jedyny mądry doradca, na jakiego może liczyć wojownik. Jeśli wydaje mu się, że wszystko zmierza ku złemu i że za chwilę zostanie unicestwiony, wojownik może obrócić się ku śmierci i spytać, czy faktycznie tak jest.  Śmierć odpowie mu wówczas że się myli, że jedynie jej dotknięcie się liczy. A ja jeszcze cię nie dotknęłam, powie."


http://i.imgur.com/L2UjnUM.png]

Offline

 

#38 2016-07-10 20:58:14

 Neomi

Mag niezrzeszony

58062375
Zarejestrowany: 2015-11-08
Posty: 533
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Neomi
Wiek: 19
Partner/ka: Suzaku
Magia główna: Niebiański Smok III
Umiejętności bojowe: Panowanie nad zwierzętami
Zręczność / Witalność: 40 | 40
Koncentracja / Szybkość: 30 | 26
Magiczna energia: 31.500

Re: Początek Końca...

Dla mnie ten świat już dawno stracił barwy, nie wiedziałam czy było to przez walczących u góry czy może martwych na dole. To miejsce było wielkim cmentarzem, a ja stałam po środku niego wpatrzona w walczących wojowników na niebie. Gdybym mogła rozpoznać chociaż kto jest kim i czy te osoby walczą również po naszej stronie. Zerknęłam na innych, każdy miał ten sam wyraz twarzy. Nie wiem czy powinno mi chociaż trochę ulżyć, że nie tylko ja czułam strach. Świat się zatrzymał, nie słyszałam już nic oprócz przeraźliwego krzyku, który wydobył się za moich pleców. Obróciłam głowę powoli, lekko się zacinając. Tak, jakbym była starym, nienaoliwionym robotem. Stojąc twarzą w twarz z przeciwnikiem, zakryłam usta dłonią by nie wydobyć z nich żadnego krzyku. Czułam jak kolana ugięły się pode mną. Jednak co się stało, gdy wpatrzona byłam w walczących u góry? Sama do końca nie wiedziałam, ale wyglądało na to że Hideki został przyduszony, a mag zniszczenia? Zaczęłam stawiać pierwsze kroki, choć nawet one wydawały mi się trudne. Potknęłam się o nie kilka razy, lecz w ostatniej chwili złapałam pozbawionego całego ramienia mężczyznę. Przejechałam kolanami przyciskając czarnowłosego do siebie, byłam roztrzęsiona oraz zakrwawiona jego krwią. Mało tego, zbierało mi się na wymioty, lecz nie było to powodowane wyglądem, ale strachem. Głowę mężczyzny ułożyłam na swoich kolanach, pochyliłam się lekko mocno przyciskając dłońmi jego bark - Nie umieraj - szepnęłam praktycznie rozpłakana. Mimo, że nie darzyłam maga zniszczenia szczególną sympatią, to nie oznaczało że mogłam patrzeć i czekać, aż się wykrwawi. A w tym tempie jego śmierć mogła nastąpić nawet zaraz. Całą uwagę skupiłam tylko na nim, zapomniałam co działo się wokół mnie. Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy, a moje dłonie pochłonęły mocnym światłem zielona poświata. Chyba po raz pierwszy włożyłam w to tyle magicznej energii, że jej energia unosiła moje włosy. Gdy Lares oraz blond włosa dziewczyna walczyli z przeciwnikiem, ja walczyłam o życie maga.


Wysokopoziomowa Magia Leczenia (4'000 za osobę)
Magia użytkownika umożliwia leczenie wszelkich ran i usuwanie trucizn z ciała, jednakże jest również bardzo energochłonna. Pozwala także przywracać wytrzymałość i magiczną moc, w przeciwieństwie do zaklęcia leczącego Niebiańskiego Boga. Użytkownik może nawet zwiększyć magię u przeciwnika do tego stopnia, by chybił potężnym atakiem. Im większy poziom maga, tym zaklęcie skuteczniejsze oraz możliwość usunięcia trucizny na wysokim poziomie. Użytkownik, mimo zdolności leczenia innych, nie może uleczyć samego siebie.

Offline

 

#39 2016-07-11 02:30:12

Lucas Deef

Mag niezrzeszony

59714385
Zarejestrowany: 2016-06-21
Posty: 38
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Lucas Deef
Wiek: 31
Magia główna: Ciemność
Zręczność / Witalność: 27/30
Koncentracja / Szybkość: 15/15
Magiczna energia: 12'500

Re: Początek Końca...

Co tu się przed chwilą stało? Lucas nie był pewien sytuacji, w której się znalazł. Dokoła było mnóstwo ludzi, których nie znał, nie wiedział kto jest wrogiem, a kto sprzymierzeńcem. Zwłaszcza kiedy dwóm gościom odpadły ręce. Czół się bezsilny, zaniepokojony … i zainteresowany. Zrozumiał, że pobita osoba leżąca teraz na ziemi, jak i ten z mieczem muszą być po jego stronie. Stronie? przecież dopiero co tu się zjawił, skąd mógł wiedzieć jakie są strony konfliktu? To był pierwszy raz kiedy musiał zaufać innym magom. Skoro są atakowani, to Deef ich wesprze. Sytuacja stała się przejrzystsza, kiedy magowie stanęli w obronie obitych. Teraz wiem przeciw komu walczyć - pomyślał - problem w tym, że dzieli nas przepaść, jeżeli chodzi o umiejętności i moc. A kiedy blady człowiek odezwał się, stało się jasne, że to nie ta liga.
Rzeczywiście, pomimo czujnego przemierzania ulic stolicy, Lucasowi nie wydało się dziwne, że ciała nie mają oczu. Myślał, że to ptaki wydziobały je razem z resztkami mięsa poległych. Kim jest ten chory psychicznie dziwoląg? W dodatku się zbliżał, zatem potrzebna była szybka ocena sytuacji. Dwoje magów ruszyło stawić czoła przeciwnikowi - magią gwiazd i mrozu. Głupotą byłoby rzucanie się samemu na takiego przeciwnika, dlatego Deef zdecydował się wesprzeć towarzyszy w inny sposób. Dziewczyna o różowych włosach zajęła się tym facetem co chwilę temu stracił ramię. Nie chciał stawać w szranki z potęgą, dlatego stanął plecami do dziewczyny używającej magii leczącej i przybrał pozycję defensywną tj. prawa noga lekko wysunięta do przodu, cały ciężar ciała oparty na lewej, prawe ramie wyprostowane, a lewe ugięte, lekko oddalone od reszty ciała. Lewa dłoń zaczęła emanować ciemnozieloną energią, dając upust mrocznym mocom, mimo iż żadnego czaru nie przygotowywał. Miał w planach obronę dziewczyny i poszkodowanych, chociażby w celu opóźnienia ewentualnego ataku. Stał tak bez słowa dokładnie obserwując potyczkę magów, ale przede wszystkim skupiając się na ochronie. Potencjalne ataki na bronionych, bądź siebie miał skontrować Ciemną falą z lewej ręki.

Offline

 

#40 2016-07-11 13:23:56

Hideki

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

21665984
Zarejestrowany: 2013-05-18
Posty: 441
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Hideki Yagura
Wiek: 18
Magia główna: Magia Ziemi
Umiejętności fabularne: Transformacja

Re: Początek Końca...

Coraz większa liczba magów - sprzymierzeńców pojawiała się na polu walki. Misaki, Neomi i jej kumpel z gildii, wróżki i wiele innych. Nasza siła była znaczna, lecz czy wystarczająca? Wszyscy obecni tutaj musieli poznać już siłę Zamaskowanych. Nie są to chłopcy do bicia. Każdy z naszych przeciwników posiada niezwykłe zdolności i nadludzką siłę. Są to magowie na zupełnie innym poziomie, niż zwykli złoczyńcy, którymi zajmujemy się na co dzień w zleceniach.

Mistrz mojej gildii zagadnął do mnie z pytaniem czy znam jegomościa stojącego za naszymi plecami. Z lekkim uśmiechem przytaknąłem tylko głową na znak, aby się go nie obawiałem. Jakże wielki błąd wtedy popełniłem. Gdy chciałem spojrzeć jeszcze raz na gościa w sombrero ten nagle zniknął, by jak błyskawica pojawić się tuż przede mną. To były ułamki sekund. Jedyne co poczułem to jak moje stopy odrywają się od ziemi, a oddech jak i przepływ tlenu zostają odcięte. Czyż w taki sposób miała skończyć się moja przygoda? Przygoda maga jako podróżnika. Przygoda maga jako człowieka niezwykle ufnego i ciepłego. Hmm, zachowanie, które uznawałem zawsze u siebie za zaletę okazało się największą wadą. Zaufałem nieznajomemu, który okazał się być wrogiem. Najbliżsi cały czas powtarzali mi, że za bardzo spoufalam się z obcymi oraz za bardzo im ufam. Cóż, nie potrafiłem inaczej. Zostałem wychowany w szacunku do innej osoby oraz w przekonaniu, że nie można nikogo oceniać przed wcześniej poznaniem. Jak się jednak okazało świat jest bardziej okrutny i chodzą po tej planecie ludzie, którzy po prostu wyznają czyste zło. Czułem jak słabnę, moje kończyny już nie walczyły, a jedynie zwisały nad ziemią. Przed oczyma zaczęło mi się dwoić i troić, natomiast brak tlenu powodował, że zaczynałem tracić przytomność. Ostatnie co zobaczyłem to szeroki uśmiech i pokiereszowanej twarzy grajka...

...nagle nie wiadomo jak znalazłem się na ziemi ciężko oddychając i kaszląc. Mój mózg jakby znów złapał trochę tlenu dzięki czemu pomału wracałem do siebie. Lecz, co się stało. Wciąż łapiąc desperacko powietrze uniosłem głowę. Przede mną zobaczyłem straszny widok. Yonoowari leżał na kolanach Neomi cały zakrwawiony i... bez ręki. Co tu się wydarzyło. Szybko mój wzrok przeniosłem dalej, a tam mogłem dostrzec naszego zdrajcę, który również stał na ziemi bez ręki. Wyglądał jednak zdecydowanie lepiej od naszego szablozębnego. Jakby utrata kończyny nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. Do walki włączyli się Misaki i mag Pegazów. Magia mistrzyni zawsze była zachwycająca i zapierająca dech w piersiach, lecz Laser ani trochę nie odstawał. Jego lodowy twór był również na najwyższym poziomie.

Ja osobiście lekko się podniosłem. Teraz klęczałem na jednym kolanie. Swoją prawą dłonią uderzyłem natomiast o ziemię. Wyglądam teraz niczym bohater, który dopiero co wylądował. Lecz do superbohatera była mi bardzo daleko w tej chwili. To przeze mnie Yonoowari stracił rękę. To przeze wszyscy zaniechali ostrożności i skupili się na walczących. To przeze mnie Laser i Misaki teraz narażają się, nie znając umiejętności wroga. Zaciskając pięści i zagryzając zęby wstałem na równe nogi. Z mojej twarzy zniknął codzienny uśmiech. Mój wzrok również się zmienił. Byłem zły, wkurzony na siebie. Nie mogę popełniać tak dziecinnych błędów. Nie w takiej chwili. Zerknąłem szybko na Sejbera i Neomi. Byli oni chronieni przez innego maga Pegazów, dzięki czemu i ja mogłem skupić się na walce. Walka w powietrzu wciąż trwała i nie zapowiadało się, że ma się szybko skończyć - obym tym razem się nie mylił. Stanąłem twardo na dwóch nogach dobre parę, paręnaście metrów za Misaki i Laserem. Zaatakowali, jest okazja przypatrzeć się w jaki sposób święty mag przyjmie ten atak. Należy włączyć myślenie. Najprostsze ataki raczej nie dadzą tutaj efektu.

Offline

 

#41 2016-07-11 13:44:12

Yonoowari

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2015-10-16
Posty: 70
Punktów :   

Re: Początek Końca...

Miecz wyślizgnął się ze skórzanej pochwy na centymetr a dłoń zaciśnięta na zasłużonej skórze zacisnęła się lekko. Zaufanie, takie kruche prawda? Może dlatego właśnie czarnowłosy wolał nie ufać nikomu, przynajmniej nie był zaskoczony obrotem spraw. Każdy odwrócił się od potencjalnego przyjaciela, który okazał się ich wrogiem. Każdy mięsień jego ciała zastygł jednak w bezruchu, kiedy spojrzał na te przeklęte czernią oczy, jakby wżerały się do każdego cala jego ciała. Trwało to ułamek sekundy a pojawił się obok nas. To był raczej odruch, kiedy tylko wyczuł, że paraliż opadł. Prawa ręka jak w tańcu zawirowała wyciągając stalową głownię, która wyruszyła na spotkanie ramienia, które w tym momencie dusiło Hidekiego. Uśmiech pojawił się na twarzy Yonoowariego, błędem było wroga, że miast zabić sparaliżowanego, rzucił się na drugą ofiarę. Dopiero po chwili zrozumiał, że to było raczej zamierzane. Ręka opadła z łoskotem, jednakże towarzyszył temu odgłos podwójny. Jak się okazało szermierz również ją stracił. Miecz opadł a sam upadł przyciskając lewą rękę do martwego kikuta. Zęby zacisnęły się z bólu, lecz tamten? Jakby nigdy nic odskoczył szczerząc się!
Kurwa... Kto by przypuszczał, że na samym początku walki straci swój głowny atut? Sam będąc zadufany wierzył, że to nie on popełnił błąd, jakże się srogo mylił. Krew tryskała tworząc coraz to większą plamę, w tym tempie... Próbował wstać, jednak ponownie upadł. Miast twardej ziemii jednak wyczuł delikatnę ramię, które go podparło. Uniósł głowę i dostrzegł niewyraźny kształt twarzy niebiańskiego smoka a po chwili wielką ulgę w kikucie. Skinieniem głowy podziękował, na nic więcej go nie stać w tym momencie. Po dłuższej chwili krew zakrzepła, przestała ubywać, z pomocą dziewczyny powstał zerkając na toczący się pojedynek przed nim. Lewą ręką sięgnął po drugi, lżejszy miecz i z przekąsem szarpnął go z pochwy. Nie raz sie zdarząło, że musiał walczyć lewą ręką jednak... No właśnie. Stanął przed Neomi wyczekując, teraz mógłby jedynie zawadzić, musi czekać na dobry moment.


http://38.media.tumblr.com/d55cf4218a7adc71f2e817309a5d395f/tumblr_n15pmtN75m1slmjcco2_500.gif
Kiedy patrzysz w Otchłań, ona patrzy również w Ciebie. Gdy boisz się spoglądac w otchłań, dajesz jej prawo do kierowania swoim życiem.
http://33.media.tumblr.com/5c61277bda33e0562642b0879bc58e52/tumblr_n15pmtN75m1slmjcco3_500.gif

Offline

 

#42 2016-07-12 00:38:07

 Jomtii

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2015-11-27
Posty: 63
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Jomcia
Wiek: 17
Partner/ka: aseksualna
Magia główna: broni

Re: Początek Końca...

W tym momencie w Crocusie działo się więcej niż na całym świecie od wielu, wielu lat. Wielu magów zgromadziło się, większość z nich zdążyła oddać życie. Toczyły się tu losy całego świata. Starcie było na tyle złożony, że nawet sam bóg chyba nie wiedział ile stron ma trwający konflikt. Ktoś ze spuszczonymi z dachu nogami, w miejscu, gdzie niczyje oczy do tej pory nie spoglądały, obserwował wszystko od początku z uśmiechem na ustach i wyraźną ekscytacją.
   Jomtii była tego dnia w stolicy nim jeszcze wszystko się rozpoczęło. Zwykły zbieg okoliczności? A może coś, czego ona również nie była świadoma, przyciągnęło ją do tego wydarzenia. To coś zwane przeznaczeniem.
   Obserwowała wszystko z bezpiecznej odległości, lecz do czary ekscytacji skapnęła właśnie kropla, która przepełniła naczynie i dziewczyna zeskoczyła z dachu.

   Właśnie Misaki wykonywała kopnięcie, a zaklęcie Suzaku dosięgało jednego z zamaskowanych i wszystko wskazywało, że uda się im go dosięgnąć. Napięcie i skupienie walczących sprawiło, że wszystko wydawało się przebiegać wolniej, a ich oczy dostrzegały jak lodowy wilk zbliża swe kły dokładnie w tej samej chwili, co atak blondwłosej po przeciwnej stronie. Ułamki sekund mijały, oczy wszystkich skupiły się zamaskowanym, wyczekując jego reakcji. Jednak w ostatniej sekundzie rozbłysło olbrzymie światło, oślepiając wszystkich w pobliżu i uniemożliwiając zobaczenie jak zakończył się podwójny atak.

   Świetlny kurz powoli opuścił tę część miasta, co mniej czuli na światło szybciej odzyskali wzrok. W samym centrum, gdzieś między zamaskowanym, Miyuki, Suzaku, a resztą stała drobna, niebieskowłosa dziewczyna.
   - Tadam! Przepraszam za spóźnienie - powiedziała pretensjonalnie, dorzucając do tego głęboki ukłon. W dłoni trzymała rewolwer, z którego jeszcze ulatywał dym, informujący, że to za jej sprawką zostali oślepieni. Druga broń spoczywała przy biodrze za paskiem,  w połowie jej lewego wargocza, naładowana i gotowa do użycia.

Mana: 27,500


http://oi63.tinypic.com/i70kr4.jpg

Offline

 

#43 2016-07-12 19:52:53

Ayako

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

25267898
Zarejestrowany: 2013-05-30
Posty: 701
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Alexander the Great
Wiek: 28
Magia główna: Magia Zniszczenia
Umiejętności bojowe: Walka w zbroi
Magiczna energia: 21500

Re: Początek Końca...

Mimo, że cały czas starałem się być gotowy na nadchodzące ataki, nawet nie byłem w stanie drgnąć gdy święty mag zaczął dusić naszego towarzysza. Żaden ruch ręki, krzyk czy magiczny krąg nie mógł teraz zaistnieć. Byłem w tej sytuacji zwyczajnie bezużyteczny. *CHOLERA! Jest aż tak silny?!* - pomyślałem zaciskając zęby i patrząc, jak jeden z magów jest duszony na moich oczach. Nie mogłem odwrócić wzroku, czy udawać, że nic się nie dzieje, moja głowa utknęła w tej pozycji. Wtem, jak gdyby w ułamku sekundy ręka oprawcy padła na ziemię, a przytłaczająca aura przestała paraliżować moje ciało. Ktoś z naszych zdołał wyrwać się paraliżowi, uratował go! Dopiero chwilę później zauważyłem, że jego atak wcale nie był atakiem z zaskoczenia - został skontrowany, a kolejna ręka leżała teraz w piachu przed nami.

Nie minęła nawet minuta pojedynku, a dwójka już ledwie nadawała się do walki - jeden bez prawej ręki, pewnie dominującej. Drugi zaś podduszany miał trudności ze złapaniem oddechu. Na co nam batalion magów, jeśli ten ktoś zamieni nas w proch zanim się obejrzymy? Był w końcu świętym magiem, nasze siły w pojedynkę mogły najwyżej go połaskotać, a w grupie może zarysować lekko jego wychudzoną skórę twarzy.

Jakie były jednak alternatywy? Nawet jeśli zacznę uciekać, to pewnie mnie złapie i zabije zanim nawet zacznie pojedynek z resztą grupy. Nie mówiąc już o tym, że nawet gdyby taka akcja zakończyła się powodzeniem, skończyłbym wyrzucony z własnej gildii i zbanowany z dołączenia do jakiejkolwiek innej. Byłbym wygnańcem, śmieciem bez honoru. Co za głupiec stawia życie ponad własnym honorem?

- Zasłonić ich! - Zawołałem prędko do grupy magów wokół mnie, próbując kupić nam trochę czasu. Tylko to zrobiliśmy, a potwór odkrył przerażającą twarz i zaczął swój monolog. Chory skurwysyn. Chce naszych oczu, myśli, że to jakaś cholerna zabawa? Nie pozwol... nie. Nic nie mogę zrobić. Gdyby chciał, już dawno pozbawiłby mnie życia. Nie mogę udawać kogoś, kim nie jestem. Jestem tu tylko mięsem armatnim, moim zadaniem jest pomóc najsilniejszym z tu zgromadzonych, takich jak chociażby mistrzyni. Dumnie wyprostowałem się wypinając swoją pierś do przodu. Kobieca sylwetka o blond włosach stała już na przeciwko naszego oponenta, wspierana przez lodową magię Suzaku. Nawet jeśli przyjdzie mi tu zginąć, to nie będę bezużyteczny.- Osłaniam Cię, Misaki! - wykrzyczałem, pierwszy raz w sumie zwracając się do mistrzyni po imieniu. Teraz nasze rangi nie grały roli, a przynajmniej w moich oczach. Liczyło się to, by pozbyć się wroga przy jak najmniejszych stratach, a ja byłem gotowy być tym straconym, jeśli tak zarządzi nasz los.

Ostatnio edytowany przez Ayako (2016-07-12 19:56:46)

Offline

 

#44 2016-07-13 00:11:33

 Mikaboshi

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2012-11-20
Posty: 2270
Punktów :   12 

Re: Początek Końca...

Cykanie zegarka, właśnie ów dźwięk mógł usłyszeć Lares który odpowiedział na spojrzenie grajka, po chwili przeniosło się ono również dla mistrzyni wróżek. Niby nic, lecz świat ponownie stracił barwy, na jedną jedyną sekundę z owym cykaniem. Rozbłysk nagłego światła zmusił wszystkich do przymrużenia oczu, nikt nie dowiedział się czy ataki lodowego tworu i szybkości Misaki odniósł skutek. Usłyszeli szczęk zderzającej się stali a po chwili głuchy łoskot. Łobuziara Jomtii, czyżby i ona sprzywierzyła się z Maskami? A może po prostu ma niepokolei w głowie? Yonoowari dzięki pomocy Neomi mógł w końcu powstać na nogi, lecz jak sam wiedział był w beznadziejnej sytuacji.

~~~~

Siorbnięcie długie i wręcz teatralne jak można było zauważyć, by po chwili westchnąć z rozkoszy. Tak smakuje wyśmienita filiżanka herbaty! Mężczyzna w cylindrze zarzucił nogę na nogę i podparł się brodą o rękę. Nie tak wyobrażał sobię tę walkę, tylko dwójka ruszyła do ataku? Każdy czeka na stosowny moment? Yara! Czyżby nie było w tym tak dużej zabawy jak myślał? Ależ nie! Zabawa musi dopiero się rozkręcać! Zatem czy w końcu staną wspólnie do walki, czy będą teraz patrzyć nieufnie na siebie? W końcu wcześniej uwarzali, że grajek jest ich towarzyszem, w takim razie ktoś kto wprowadził ich w błąd mógł mieć w tym interes czyż nie? Chaos zapanuje wśród nich? Czy po raz wtórny okażą idiotyczną wręcz ufność... Uśmiech, białe kły.

~~~~~~

Nim światło zniknęło czyjś okrzyk zdumienia wyrwał wszystkich z zadumy! To był Lares miał głębokie rany od kłów w lewym barku, opodal szyi. Sączyła się z nich szybko krew, co do reszty sceny... Misaki leżała na ziemii z małymi obrażeniami na szyi, identycznie jak święty mag. On jednak śmiał się do rozpuku... A w jego barku tkwiły również kły lodowego wilkołaka. Twór zniknął jednak,  właściciel z bólu nie był w stanie panować nad żywym stworzeniem. Co się stało do cholery? W końcu zamaskowany nie ruszył się nawet o krok... Każdy atak dotarł do celu, dlaczego więc? Misaki szybko się pozbierała i wycofała, coś tutaj nie grało. Grajek natomiast niespiesznie powstał i z przerażającą twarzą rozejrzał się po zebranych. Czarne oczy, te właśnie oczy utkwił w tym momencie w Lucasie i Ayako. Ponownie szary świat, cykanie zegarka i dodatkowo do tego uderzenie dzwona. Sekunda a jakże przeszywająca...
Zatem... Macie wybór. Potrzebuję odegrać sonatę, lecz potrzebuję do tego jednej osoby. Wybierzcie ową osobę w tej chwili a uda się ze mną i więcej mnie nie zobaczycie... Jeśli się nie zgodzicie zginiecie tutaj wszyscy i nie powstrzymacie już lidera.
Podniósł lewą ręką nóż, z prawego kikuta jak i nowych ran ciągle sączyła się krew. Mężczyzna pojawił się z nożem obok Jomci z wyciągniętym językiem.
Więc?


Theme | Battle Theme | End Theme
http://24.media.tumblr.com/tumblr_mchwcculQ91rbp4juo1_500.gif

http://endlessfacts.com/upload/img/gVv9D14397106132.gif
Tylko czas uczy nas czegokolwiek. Jedynie z perspektywy czasu można zrozumieć, co jest słuszne, kto jest człowiekiem, a kto potworem, jak rozpoznać zło i jak je pokonać. (…) Ja jestem ideą. Począwszy od podstaw, skończywszy na rzeczach najważniejszych, takich jak cel, wizja, która nam przyświeca. Celem jest nowy świat. Porządek, który nastanie po nadejściu Proroctwa. Świat, w którym każdemu dane będzie według zasług, nie pochodzenia lub układów. Świat, w którym silniejszy pomaga słabszemu, a zbrodnię spotyka zasłużona kara. Świat jasnych zasad i ideałów! To znaczy właśnie słowo Wybawiciel!

http://i60.tinypic.com/6e2ng6.jpg


Offline

 

#45 2016-07-13 00:54:53

 Jomtii

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2015-11-27
Posty: 63
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Jomcia
Wiek: 17
Partner/ka: aseksualna
Magia główna: broni

Re: Początek Końca...

Jomtii zakończyła swój ukłon i poczęła prostować plecy. Najpierw uniosła głowę, ogarniając wzrokiem co wydarzyło się w trakcie tych kilku cennych ułamków sekund oślepiającej eksplozji. Chyba narozrabiałam, pomyślałaby, gdyby tylko ta wariatka kiedykolwiek myślała. Jej ust wygięte w zawadiackim uśmieszku nie wskazywały, aby się przejmowała tym co zrobiła
   Wreszcie zakończyła ukłon i powróciła do pionu, wykonując niekontrolowane mrugnięcie. Głupi odruch bezwarunkowy, nad którym nie miała kontroli! Po otwarciu oczu zamaskowanego nie było, ale pojawił się nóż na jej gardle.
   Uśmieszek zniknął z jej teraz głupio wyglądającej twarzy. Dłonie miała spuszczone wzdłuż ciała, więc praktycznie pozostawała bezbronna.
   Obie dłonie miała zaciśnięte. Prawą na rewolwerze, drugą ściskając powietrze. Tą wolną otworzyła i poczęła powoli unosić ku górze. Co też kłębiło się w jej pustej główce, przecież zamaskowany mógł ją w każdej chwili zabić. Jednak nawet gdyby pseudo bard zamierzał docisnąć nóż do jej gardła, aby znieruchomiała, ta nie zamierzała tego zrobić i ciągle unosiła dłoń.
   Lewa ręka zawisła w powietrzu, a nóż delikatnie rozciął jej naskórek na gardle, zza którego wyciekła kropelka krwi
   - Zgłaszam się na ochotnika!


http://oi63.tinypic.com/i70kr4.jpg

Offline

 
.postleft {width:25em;} .postright {border-left-width:25em;}





♣ Mikaboshi: 44253006
Facebook

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
jak uruchomic rsd lite na xp yamaha tzr 50 świecą zaplonowa kurs lua poradnik top eleven ustawianie taktyki gry na telefon free