Ogłoszenie

Pora roku
Rok na forum
Image and video hosting by TinyPic


http://www.fairy-tail.xaa.pl/ <- ZAPRASZAMY

#76 2016-08-19 21:24:44

 Neomi

Mag niezrzeszony

58062375
Zarejestrowany: 2015-11-08
Posty: 533
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Neomi
Wiek: 19
Partner/ka: Suzaku
Magia główna: Niebiański Smok III
Umiejętności bojowe: Panowanie nad zwierzętami
Zręczność / Witalność: 40 | 40
Koncentracja / Szybkość: 30 | 26
Magiczna energia: 31.500

Re: Początek Końca...

Huk, trzask, pył. Te wszystkie czynniki powstały w momencie, gdy Misaki kumulowała ogromną ilość magicznej energii dla utworzenia zaklęcia, które mogło wiele zdziałać. Ja za ten czas, w raz z Hidekim osłaniałam blond włosa kobietę. Jeśli ktoś miał kogoś pokonać, to tylko ona. Ja byłam za słaba by cokolwiek teraz zrobić. Zacisnęłam mocno powieki, gdy za nami coś uderzyło o pobliski budynek. Odwróciłam się gwałtownie otwierając szerzej oczy, byłam przerażona! Wzrok skierowałam na zamaskowanego, lecz tam gdzie go sekundę temu widziałam, już go nie było. Ogarnęła mnie w pewnym rodzaju panika i zaczęłam dość szybko rozglądać się na prawo, lewo, dół. Nigdzie go nie było, została...
...góra...
Unosząc wzrok wysoko w nieboskłon było już po wszystkim. Ciało Laresa oraz Arii spadały bezwładnie na ziemię i z hukiem uderzyły o twardą, ubitą ziemię. Zerwałam się biegnąc przed siebie w kierunku dwójki magów, u których dostrzegłam już z daleka wystający pręt. Przy ostatnich centymetrach od ich ciał, padłam na kolana podpierając się rękoma o ziemię - Lares! - krzyknęłam piskliwie, by sprawdzić czy w ogóle reaguje. Uniosłam delikatnie rękę, by wyrwać ten cholerny pręt, lecz w ostatniej chwili powstrzymałam się. Zacisnęłam dłoń cofając ją do tyłu - Nie, jeśli go wyrwę, wykrwawi się szybciej - pomyślałam zagryzając dolną wargę. Zerknęłam ukradkiem na czerwonowłosa dziewczynę. Musiałam podjąć decyzję, cholerną decyzję, której tak bardzo nie chciałam. Oboje cierpieli, oboje potrzebowali pomocy. Jednak... nie zdążę uratować ich oboje. Myśl o wyborze spowodowała, że jeszcze bardziej chciało mi się ryczeć. Przestałam patrzeć za siebie, nie widziałam nikogo prócz dwójki rannych magów. Reszta świata nie istniała...gdyby choć ktoś mi pomógł, może udałoby mi się. Nie chce wybierać! Mówiono mi, że w takich przypadkach należy pójść za głosem serca - Hideki, tak. To były jego słowa, gdy po raz pierwszy zapytałam, co powinnam zrobić w takiej sytuacji. Przez chwile twarze magów widziałam dość mocno zamazane, to chyba przez zbierające się łzy. Przetarłam oczy, które już lekko miałam zaczerwienione. Zerknęłam raz na Laresa, raz na nieznajomą. ''Nieznajoma'' czy wybór był nie oczywisty? Ale... czy to nie fair?
Nie powinnam tak myśleć, nie powinnam tak na to patrzeć. Nie mogłam jej skreślić tylko dlatego, że Lares był moim jedynym przyjacielem. Lecz z drugiej strony, co ze mnie za przyjaciółka...
- Nie wiem, co zrobić! - krzyknęłam w myślach szukając cichej pomocy. Czas mnie bardzo ograniczał, aż za bardzo. Gdybym miała więcej tego czasu, może.. może coś bym wymyśliła! Zacisnęłam mocno powieki przeklinając siebie w myślach - Przepraszam! - dodałam głośno i z żalem. Lecz nie był to żal wyboru, był to żal bezradności. Przysunęłam się bliżej Laresa, tak. To jego wybrałam. Może byłam egoistką, ale pomyślałam w tym momencie o sobie. Nie chciałam tracić osoby, którą znałam, bo nie chciałam zostawać sama.
Jedną rękę ucisnęłam miejsce rany, a drugą złapałam za ten pręt. Zanim zaczęłam go wyciągać, już zaczęłam leczyć przyjaciela. Wyciągałam pręt, co kilka centymetrów.. by naruszoną tkankę  wyleczyć. Wiedziałam, że będzie bardziej go boleć, ale nie miałam innego wyboru. Jeśli wyciągnę go gwałtownie, straci szybciej krew przez co, będę mieć sekundę na uratowanie go. A z moimi chwilowymi nerwami, było to niemożliwe. Eh, co ja gadam.. wyleczenie w sekundę jest niemożliwe! Zacisnęłam mocniej zęby na wardze, nie traciłam koncentracji. Wzięłam więcej magicznej energii niż zwykle. Upłynęło więcej czasu, niż myślałam. Lecz, gdy czułam, że końcówka pręta jeszcze tkwi w jego ciele. Mocno pociągnęłam ją do góry. Rana zagoiła się po chwili.. trzymany pręt w dłoni wyrzuciłam za siebie, była lekko zmęczona lecz nie do końca wiedziałam czym. Nie chciałam patrzeć na dziewczynę obok, nie mogłam nawet tego zrobić. Czułam się okropnie, lecz z innej strony kamień spadł mi z serca. Podałam rękę przyjacielowi, by asekurować go podczas wstawania. Nie wiedziałam jak będzie się czuł, musiałam go podtrzymać choć na ta chwilę. Gdy złapałam pewniej za maga lodu coś błysnęło, coś rażącym, a zarazem ciepłym światłem. Zamknęłam oczy by uniknąć oślepienia... gdy światło znikło, rozejrzałam się. Po czym skierowałam wzrok na maga, nie odzywałam się praktycznie cały czas. Chyba nadal byłam w lekkim szoku...pociągnęłam go jednak zaraz za sobą. Pod mur, chwilowo. Musiałam się stąd oddalić, po tym wszystkim co tu się wydarzyło. Musiałam odsapnąć, złapać powietrza, uspokoić się. To zaklęcie Misaki, zaklęcie świętego maga... potężna magiczna energia. Siła, o której nigdy nie miałam pojęcia, a zamaskowany stoi niewzruszony! Ta wojna, to nie zwykła potyczka... to rzeźnia.

Offline

 

#77 2016-08-19 23:05:41

Suzaku

Mag niezrzeszony

7529522
Zarejestrowany: 2015-10-18
Posty: 169
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Lares Artra
Wiek: 20 lat
Partner/ka: Neomi
Magia główna: Lodowe tworzenie II
Umiejętności bojowe: Perfekcyjna celność
Zręczność / Witalność: 25/25
Koncentracja / Szybkość: 25/15
Magiczna energia: 36'000

Re: Początek Końca...

Chłopak obserwował z góry miasto, w którym toczyła się walka. Co chwila coś się waliło, błyskało i wybuchało. Starcie trwało w najlepsze i co gorsza nie było widać jego pozytywnego końca. Tak wielu sprzymierzeńców poległo w tak krótkim czasie. Maga lodu gryzł cały czas fakt, że poza obserwacją i ewentualnym wsparciem nie wiele jest w stanie zrobić. I pomyśleć, że takie potwory chodzą po tym świecie. Nie wiedział tylko, kto jest tym większym potworem. Król demonów, czy ten absurdalnie silny mag w masce. W pewnym momencie dostrzegł, że zbliża się do niego coś spowitego złotym światłem. W pierwszej chwili był przekonany, że to jakiś magiczny pocisk wycelowany niego. Dlatego przygotował swój twór do zwrotu, aby uniknąć niebezpieczeństwa. Rzekomym pociskiem okazała się kobieta o szkarłatnych włosach, która jak nie trudno było się domyślić była magiem. Pytanie tylko czy była jego sojusznikiem, czy wrogiem? Laresowi nie pozostało zbyt wiele mocy, lecz złączył ręce, przygotowując się do rzucenia zaklęcia. Gdy dziewczyna znalazła się już na tej samej wysokości przedstawiła mu się jako mag Fairy Tail, lecz to maga nie przekonało. Nie po dzisiejszych wydarzeniach, gdzie dali się nabrać temu grajkowi – Mag Fairy Tail? Ta jasne! Pokazuj mi tu zaraz znak swojej gildii jeśli nie chcesz mieć lodowej włóczni sterczącej w głowie! – warknął. Z reguły nie reaguje w taki sposób, ale teraz był mocno zdenerwowany. Nie wiedział kogo ma przed sobą, nie miał magicznej energii i o zgrozo znajduje się kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Wystarczyłoby zniszczyć wierzchowca maga lodu i ten ma właściwie sprawę zakończoną. Zanim jednak doczekał się jakiejkolwiek odpowiedzi poczuł przeszywający ból w klatce piersiowej. Mag krzyknął z bólu i ku swemu przerażeniu dostrzegł długi, czarny pręt wystający z jego klatki piersiowej. Chłopak zaraz obficie plunął krwią. Jak mógł tak łatwo dać się podejść? Czyli ta czerwonowłosa jednak jest wrogiem? Chłopak spojrzał w jej kierunku, lecz wtedy ujrzał, że tak samo jak on została przebita czarnym prętem. Wszystko było już jasne, to ten zamaskowany osobiście pofatygował się do niego. Lares spojrzał na swoją ranę. Miejsce, z którego wystawał… Miał przebite płuco. Więc tak będzie wyglądał jego koniec? Utopi się we własnej krwi? – Szlag – tylko tyle zdołał jeszcze powiedzieć, zanim oczy zaszły mu ciemnością. Lodowy gryf przestał się poruszać i wraz ze swoim twórcą zaczął spadać w dół, po drodze pękając i rozsypując się na drobne, lodowe kryształki.
Nie pytajcie jakim sposobem chłopak przeżył upadek z tak wysoka. Zresztą, przy jego ranie to chyba i tak nie robiło zbyt dużej różnicy. Mag pegazów całkiem stracił przytomność i nie kontaktował co się wokół niego dzieje. Nie mniej podświadomie odczuwał ból, którego uczucie stopniowo ustępowało uczuciu chłodu. Zimno, już dawno nie odczuwał go tak mocno. Tym razem to chyba faktycznie był jego koniec. Co Lares widział dalej? To już zupełnie inna historia… Bowiem nie nadeszła jeszcze chwila, w której to źródło życia chłopaka miało wyschnąć. Ból w klatce znowu się wzmógł, lecz zaczynał stopniowo łagodnieć. Nie wiedział jednak, czy to co czuje to sen, jawa, wizja, czy coś jeszcze innego. Mag nie bez trudu rozchylił powieki i wtedy ujrzał znajomą twarz. Neomi, jego partnerka z drużyny, klęczała obok niego i przesyłała do jego ciała leczniczą magię. - Ne… omi… - szepnął. Chłopak wreszcie zrozumiał, że to co widzi dzieje się naprawdę. Smocza zabójczyni musiała zobaczyć co się dzieje i od razu ruszyła mu na ratunek. Ech, który to już raz ratuje go przed niechybną śmiercią? Gdy jego rana już zniknęła, czarodziejka pomogła chłopakowi wstać. Już nie krwawił, lecz nadal czuł spore osłabienie – Dzięki. Ratujesz mi życie – szepnął z wdzięcznością do Neomi. W końcu chwilę wcześniej pluł krwią. Wtedy dostrzegł, że na ziemi leży dziewczyna, którą spotkał w przestworzach. Z jej ciała nadal wystawał czarny pręt, a z jej rany i ust broczyła krew. Mag spojrzał na Neomi, jakby chciał zapytać „Czemu jej nie pomagasz?” Szybko jednak zrozumiał, dlaczego. Ona po prostu już nie żyła. Czy to jednak oznaczało, że uratowała jego życie kosztem jej? Lares widząc już nie zasmuconą, a wręcz rozgoryczoną twarz przyjaciółki spuścił wzrok, aby przynajmniej nie dręczyć ją swoim spojrzeniem, nie mówiąc już o pytaniach.
Bitwa jednak trwała dalej. Chmury się rozstąpiły, a niebo rozjaśniało nienaturalnie mocnym światłem. Cokolwiek to było, nie wyglądało na bezpieczne. Zamaskowany również tak myślał i przyszykował się do kontrnatarcia. Nie mogąc dalej wpatrywać się w niebo mag zamknął oczy, czekając już tylko na to co się stanie. A co się stało? Dobre pytanie, ponieważ nie było tu mowy wybuchu, a o prawdziwym pierdolnięciu, które zmiotło dosłownie wszystko. Gdy kurz nieco opadł można było stwierdzić, że znajdują się na środku prawdziwego puszkowania. Po mieście, lasach, polach i górach nie było śladu. Więc jakim cudem im nic się nie stało? Kolejne dobre pytanie. Najgorsze jednak było w tym wszystkim to, że ta eksplozja spłynęła po tym zamaskowanym ciulu niczym woda po kaczce. Jak można przeżyć starcie z tak niszczycielską mocą?! On nie może pochodzić z tego świata! To nie może być człowiek!


Mowa / Myśli / Theme


"Śmierć to nasz odwieczny towarzysz. Zawsze podąża po naszej lewej, na wyciągnięcie ręki za nami. To jedyny mądry doradca, na jakiego może liczyć wojownik. Jeśli wydaje mu się, że wszystko zmierza ku złemu i że za chwilę zostanie unicestwiony, wojownik może obrócić się ku śmierci i spytać, czy faktycznie tak jest.  Śmierć odpowie mu wówczas że się myli, że jedynie jej dotknięcie się liczy. A ja jeszcze cię nie dotknęłam, powie."


http://i.imgur.com/L2UjnUM.png]

Offline

 

#78 2016-08-20 15:28:06

Rin aka Sanae

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2015-10-16
Posty: 305
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Sanae
Wiek: 22
Magia główna: Wody
Umiejętności bojowe: Nadludzka Siła

Re: Początek Końca...

Gwizdnęłam pod nosem, byłam pod wrażeniem jak ten staruszek uderzył ciałem o budynek! Mało tego, on go rozwalił! Ah, ale on miał moc! Uśmiechając się szeroko pod nosem przeniosłam wzrok na ''zamaskowanego'' . Tak sobie go nazwałam, bo miał na twarzy maskę. Poprawiłam swoją niebieską czapeczkę i odgarnęłam włosy na bok. Pan o potężnej sile nagle uciekł, by pojawić się obok jakiegoś chłopaka oraz dziewczyny. Ciężko było mi go z początku wyłapać, dopiero po chwili zorientowałam się, że tam był - Ale ich przygwoździł - zaśmiałam się widząc jak łatwo dali się podejść. Choć może ja też bym tak skończyła? Zastanowiłam się nad tym i jeszcze głośniej zaśmiałam. Nie, było to niemożliwe.   Zeskoczyłam z urwiska, gdy nagle potężna fala oderwała od mojej głowy czapeczkę. Z wielkim żalem patrzyłam jak porywa ją wiatr gdzieś w dal - Baj, Baj. Nigdy Cię nie zapomnę - pomachałam jej na pożegnanie i ponownie kroczyłam w miejsce, gdzie przed chwilą stało miasto? A może to ja się prze teleportowałam w inne miejsce?

http://66.media.tumblr.com/9353dbcf61d81bb4b6f5a27167fc91cd/tumblr_njqvfwKZSB1s307p6o1_250.gif



Pomyślmy...
Nie, to nie ja.. ja nie mam takiej umiejętności, a szkooooooda!
Wówczas oczy skierowałam na mężczyźnie o pseudonimie zamaskowany, jednak to było już  nie aktualne. Maska na jego gębie pękła ukazując ten parszywy ryj mordercy! No, no. Gdyby nie ta czarna karnacja, może i by mi się spodobał? Aj Rin, Rin nie myśl o przestępcach jak o potencjalnych partnerach życiowych. W wesołych podskokach przeszłam obok różowowłosej dziewczyny i chłopaka, z którego niedawno dyndała jakaś wykałaczka, zaśmiałam się widząc ich twarze - Cieniasy - przykryłam usta dłonią robiąc przy tym złośliwy uśmieszek. Ominęłam następną osobę, dziewczynę. Czerwone włosy, wykałaczka w piersi - Oj, a tą nie lubią? Oddycha? - pochyliłam się spoglądając na jej klatkę piersiową - No, już nie - w podskokach poszłam dalej pozostawiając czerwonowłosą przeciętą na pół. Nie chciałam by biedna się męczyła, gdyby jakimś cudem przeżyła ten wybuch czy co to było. Jeśli nikt jej nie pomógł do tej pory, nikt nie pomoże. Zatrzymałam się przed blondwłosą kobietą oraz czarnowłosym mężczyźnie. Kobietę znałam, Misaki. Yonoowari się z nią ''kolegował'' Ah, ten dupek.. muszę znaleźć jego ciało w tym chaosie. Jednak zanim to zrobiła, ukłoniłam się delikatnie - Sanae - wyprostowałam się - Widzę, że twardego macie tu przeciwnika. To on urządził tak mojego towarzysza? Oj nie ładnie, bardzo nie ładnie. Pozbawił mnie kompana - założyłam dłonie na biodrach delikatnie pochylając się w prawo - Cokolwiek zrobisz, pomogę Tobie, Misaki - jak i kiedy? Zobaczymy w swoim czasie, póki nikt się nie ruszył, ja tego też nie uczynię. Jednak nie świadczyło o tym, że stałam gotowa na atak ze strony przeciwnika! Ah, już zbierałam magiczną energię by w momencie zbyt gwałtownego zmniejszenia dystansu między nami, a czarnym ludzikiem posłać na niego wodne cięcie.

Ostatnio edytowany przez Rin aka Sanae (2016-08-20 15:28:59)


http://66.media.tumblr.com/c4aaeec9124d61d7ac44946b9eab453d/tumblr_nv9kw7UBRm1r7zf0fo2_500.gif
Strach nie jest czymś złym. To świadomość swoich słabości.
Ludzie, którzy znają swoje słabości, stają się silniejsi.

Offline

 

#79 2016-08-21 01:43:34

 Tomiji

http://i.imgur.com/3INhtpd.png

34016860
Zarejestrowany: 2012-11-20
Posty: 100000031
Punktów :   14 

Re: Początek Końca...

Między Tomijim i Jomtii występowała dziwna relacja. Ścigał ją od dłuższego czasu, a ona ciągle się mu wymykała. Porzucił rolę mistrza Fairy Tail, choć nie miał powodów ku ściganiu złoczyńców. Sam lider wróżek powinien aspirować na kogoś w stylu obrońcy sprawiedliwości, ale jemu to nie wystarczyło i potrzebował założenia nowej gildii. Nie. Wszystko po to, by ścigać jedną wariatkę, której powodu nie miał ścigać. Ale na wyjaśnienia dopiero czas nadejdzie...

   Tomiji miał mało czasu na reakcje, właściwie to niezbyt wystarczająco. Ledwie zdążył posłać zaklęcie w jej stronę, a Jomcia już przeszła do kontrofensywy. Poczuł uderzenie w żebra. Ta dziewczyna jest niezrównoważona, pomyślał. Nie dało się inaczej nazwać tak brawurowej akcji, wystrzelenia swojego ciała w charakterze pocisku. Ale z mistrzem Fairy Tail będzie trudno wygrać, nawet z najbardziej nieprzewidywalną taktyką.
   Ciemnowłosy chwycił dziewczynę za barki, która trzymając rewolwery w dłoniach nie mogła tego skontrować. Zwinnym ruchem okręcił ich oboje, tak aby ona znalazła się pod nim i zarysowała te swoje zawadiackie policzki o grunt, może to zetrze ten jej irytujący uśmieszek.


http://fairy-tail-pbf.pun.pl/_fora/fairy-tail-pbf/gallery/2_1464021165.png

Offline

 

#80 2016-08-21 17:04:39

 Aria

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

9256888
Skąd: Północ
Zarejestrowany: 2015-10-17
Posty: 189
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Aria Queen Midnight
Wiek: 19
Partner/ka: -
Magia główna: Niebiańska
Magiczna energia: 22'000

Re: Początek Końca...

Wojna to przeraźliwa rzecz. Jedni na niej giną, inni cudem przetrwają, a mimo wszystko ONA odciśnie na nich swoje piętno. Pierwsze oznaki dostrzegłam już u chłopaka na lodowym gryfie, który na moją obecność zareagował nieufnością a nawet wrogością. Nie wierzył, że jestem magiem FT, chciał dowodu. Mimo że sama odeszłam z gildii, to jednak jej znak nadal widniał na mojej lewej łopatce. Westchnęłam.
- Spokojnie, lodóweczko, już go odsłaniam - mruknęłam, już chcąc odchylić koszulę tak, by chociaż fragment znaku był widoczny, gdy poczułam ból. Ogień rozszedł się po moich płucach, a oczy przesnuła mgła. Blask Meteoru zgasł, oddając moje ciało grawitacji. Metaliczny posmak krwi wzmógł się w momencie zderzenia z ziemią. Kaszlnęłam, po chwili zauważając leżącego obok chłopaka. Miał w piersi czarny pręt, podobnie jak ja. Napotkałam jego mętne spojrzenie, a potem... chyba zawisłam podświadomością gdzieś daleko stąd.
Głos pełen rozpaczy. Uniosłam ociężałe powieki. Widziałam zapłakaną twarz dziewczyny. Pewna część mojego umysłu poznała w niej użytkowniczkę magii leczenia, inna zaś widziała jednego medyka i dwójkę ciężko rannych. Różowowłosa się wahała, to naturalne. Wybrać jedno czy drugie.
- Rat...uj... go... - ledwo wyszeptałam, uśmiechając się lekko. Dobrze wiedziałam, że jestem w gorszym stanie. Nie chodziło o sam pręt, który przebił moje plecy bardzo blisko serca, najprawdopodobniej uszkadzając też kręgosłup, ale też o połamane kości żeber. Nawet w takiej chwili wiedziałam, że ten chłopak... Lares... ma większe szanse.
Z tym lekkim uśmiechem zamknęłam powieki. Huk walki odpływał w dal wraz z każdą ubywającą z mego ciała kroplą krwi, wraz z resztą życia. Miałam tylko nadzieję, że Yuu jakoś przeżyje wieść o mojej śmierci. Koniec nastał. Może właśnie tak miałam skończyć? Samotna i rozdarta. Przestrzeń przede mną otworzyła się, a w niej stanęła matka, oczekując mnie z otwartymi ramionami. Dobrze się spisałaś, córeczko - to była ostatnia myśl w tym ciele. Ciąg dalszy to już zupełnie inna historia...


http://i.imgur.com/5PtlWdL.png

https://lh6.googleusercontent.com/-kUTfIwrdcLw/VKhxHKGqMYI/AAAAAAABdXo/dA_SUPCSZE4/w500-h281-no/tumblr_inline_mso507qIpx1qz4rgp.gif

Offline

 

#81 2016-08-21 20:25:40

 Misaki

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

42592352
Zarejestrowany: 2013-05-18
Posty: 1244
Punktów :   24 
Imię i Nazwisko: Misaki Valliere
Wiek: 21
Partner/ka: -
Magia główna: Gwiezdne Duchy III
Magia poboczna: Projekcja II / Szybkość II
Umiejętności bojowe: Silna Wola
Umiejętności fabularne: Unison Raid
Zręczność / Witalność: 60 / 60
Koncentracja / Szybkość: 50 / 30
Magiczna energia: 50,250

Re: Początek Końca...

Po raz drugi w swoim życiu, czuła ciepłą energię, która przeszywała całe jej ciało. Miała mocno zamknięte oczy, chciała mieć pewność, że się skupi. Magia w dłoni powoli zaczynała kształtować się w kulkę, słyszała za plecami odgłosy sojuszników oraz wielki huk. Huk porównywalny do rozbiórki potężnego bloku mieszkalnego. Miała chęć odwrócić głowę, sprawdzić. Jednak musiała się powstrzymać i skupić na tym, co zaczęła. Nie wiedziała ile minęło, ile musiała czekać, jednak zareagowała automatycznie, gdy usłyszała głos rozkazu. Klasnęła...
Zaklęcie Fairy Law objęło spory teren, była w wielkiej nadziei. Czuła jak fala energii brnęła przed siebie niszcząc każde zło w obrębie tych 50 metrów. Gdyby nie fakt, że zaklęcie pochłaniało niesamowitą ilość magii, może pokusiłaby się na częstsze je użycia. Gdy światło zanikło, rozejrzała się. Pole walki wydawało się być oczyszczone. Czuła ulgę, cholerną ulgę oraz nagły przypływ szczęścia. Zrobiła krok do przodu, lecz nagle coś ją sparaliżowało. Odwrócił powoli głowę, czuła że coś zakuło ją w klatce piersiowej, a serce waliło jak oszalałe. Widok zamaskowanego przeciwnika sprawił, że zapomniała, że nie oddycha. Dopiero po chwili łyknęła łapczywie powietrze padając na kolana, ręce miała spuszczone wzdłuż ciała. Wyglądała teraz jak mała laleczka, którą ktoś pozbawił sznureczków. Oczy skierowane miała na niego, gościa, który przeżył coś, czego nie powinien - Przecież, Fairy Law, ono... - nie dokończyła, gdyż nie rozumiała tego, co tu się właśnie zdarzyło. Poczuła ogromną ilość magicznej energii, która wisiała nad głową. Uniosła ją, ledwo co - Co to! - szepnęła, gdyż na krzyk nie miała sił. Zaklęcie sojusznika czy przeciwnika? Biała nić nagle przylepiła się do niej, jak jakaś guma. Zamknęła oczy widząc swój i innych koniec, padła na ziemię zasłaniając rękoma swą głowę. Ogromny podmuch wiatru staranował wszystko na swej drodze, nie było kompletnie nic! Płaszcz gwałtownie uniósł się w powietrzu, wydając z siebie głośne dźwięki telepania. Czuła jak o dłonie uderzają ją małe kamyczki, rysując zewnętrzną powierzchnie jej dłoni. Gdy wszystko ustało w miejscu, Misaki delikatnie drgnęła. Otworzyła powoli oczy i uniosła się do pozycji siedzącej. Świat, który niedawno widziała przed sobą, już nie istniał. Rozejrzała się lekko oszołomiona czy nikomu nic nie jest. W oddali widziała Laresa oraz Neomi, Hidekiego i ... zamaskowanego! Dolna warga zaczęła jej mocno drgać. Mocno odchyliła się w tył, szorując tyłkiem po ziemi. Chciała uciec, lecz nie wiedziała dokąd. Strach ogarnął ją jeszcze bardziej, kim on był, że przeżył Fairy Law oraz zaklęcie Świętego Maga! Wydawać się mogło, że wszystkie wątpliwości zostały rozwiane w zaskakującym czasie.
Gdy odłamki maski upadły na ziemię, ona rozszerzyła oczy. Czas od tego momentu zaczął powoli płynąć, a świat stracił jakiekolwiek barwy. Jej źrenica w oku drgała, tęczówki przybrały mętnego koloru. Nazbierane łzy, kropla, po krople spływały po jej brudnym policzku. Rozpoznała go, choć sama do końca nie wiedziała jak i dlaczego. Cały ten czas, cały ten pieprzony cholerny czas był on przed jej nosem. Walka! Przy fontannie! To również był on... miałoby to sens, dlaczego chciał odzyskać rapier. Zacisnęła palce na piasku, pozostawiając po tym małe wgłębienia - Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego to zrobiłeś! - czuła się bezsilna. Czuła się tak, jakby ktoś oderwał siłą cząstkę jej duszy - Fairy Law! - gwałtownie pomyślała. Teraz miało to sens! Jednak wciąż nie rozumiała pojęcia tego zaklęcia, ale to przez to ono nie zadziałało? Za plecami słyszała niewyraźne burczenie Hidekiego, lecz co powiedział, nie wiedziała. Nie słyszała nic, kompletnie. Nawet pojawienie się tej nowej olała całkowicie.

- Ile bym dała, aby słowo „cierpienie” nie było wyłącznie słowem, ale czymś namacalnym, co można byłoby wyjąć i wyrzucić jak niechcianą zabawkę - wymamrotała cicho, choć sama do końca nie wiedziała dlaczego. Może chciała uświadomić go, że przez ten długi czas jego nieobecności cierpiała? Żałowała tego, bo gdyby wiedziała wcześniej...
czy nie wyglądałoby to tak samo jak teraz?


Theme | Battle Theme | Kingdom Hearts | Karta Postaci

https://33.media.tumblr.com/4200730b98f16c27e3aad3ff9cace0ad/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso10_250.gif https://38.media.tumblr.com/8fe4d486a628c74a17533cccab73db53/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso8_250.gif

Cały czas wierzyłam w słowa, które wtedy wypowiedziałaś. Byłoby wspaniale, gdybym mogła rozkwitnąć jak kwiat. Przez cały ten czas chciałam być taka jak ty. Moim celem było to, aby ci dorównać. Dzięki tobie zaszłam tak daleko. Dlatego właśnie chcę z tobą walczyć.
Teraz pragnę właśnie tego. Tylko tego.


https://33.media.tumblr.com/cdb798128b574b6b634bccddd083ec11/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso9_250.gif https://38.media.tumblr.com/f2af23ae70518f1336b28c1cf1144ae7/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso5_250.gif 

Offline

 

#82 2016-08-21 22:59:55

 Jomtii

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2015-11-27
Posty: 63
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Jomcia
Wiek: 17
Partner/ka: aseksualna
Magia główna: broni

Re: Początek Końca...

Zawsze było jakieś wyjście, nawet kiedy innym wydawało się, że go nie ma. Jomcia miała zawsze przygotowane tak absurdalne wyjście awaryjne, że tylko ona mogła wpaść na taki sposób wyjścia z opresji. Tylko tak wariatka była na tyle pokręcona, by połykać naboje...

Trochę nierozważnym było atakować wprost, ale Jomtii nigdy nie planowała ataku, a działała zgodnie z instynktem. Z pewnością mistrz Fairy Tail został zaskoczony jej wypadem przy użyciu własnego ciała, jednak jego reakcja była na zupełnie innym poziomie niż dotychczasowych oponentów. Tomiji próbował zetrzeć uśmieszek z jej twarzy, ale to na nic. Jomcia wyszczerzyła kły tak jak zawsze, ale teraz jej uśmiech się różnił od poprzednich. W zębach zaciskała nabój. Ciemnowłosy zdążył go zauważyć, jednak tylko jego oczy zdążyły się rozszerzyć z zaskoczenia, kiedy kłapnęły, uderzając w spłonkę i doprowadzając do wybuchu.
- Jahahahaha - wydawało się, że jej zawadiacki śmiech przekrzyczał eksplozje.

Eksplozja wiatru wyrzuciła ich obu kilka metrów nad ziemię. Wywołany chaos uwolnił ją z uścisku Tomijego. Jomcia rozłożyła dłonie, manewrując ciałem, aby wylądować twardo na nogach. Gdzieś w ferworze jej nieprzewidywalnej ucieczki utraciła broń. Niefortunnie spadła za plecami ciemnowłosego, więc chwilowo będzie musiała sobie radzić z jednym rewolwerem.

Ostatnio edytowany przez Jomtii (2016-08-21 23:00:12)


http://oi63.tinypic.com/i70kr4.jpg

Offline

 

#83 2016-08-23 14:18:21

 Tomiji

http://i.imgur.com/3INhtpd.png

34016860
Zarejestrowany: 2012-11-20
Posty: 100000031
Punktów :   14 

Re: Początek Końca...

Tomiji był już prawie pewien, że ją dorwał, ale było tak za każdym razem. Zawsze robiła coś szalenie głupiego i nieprzewidywalnego, dzięki czemu wymykała się zawsze w ostatniej chwili. Powoli zaczynał przystosowywać się do tego. Tym razem zadbał, aby nie miała dokąd uciec. Jutsu Shiki sprowadzało się do tego, że jedyna szansa na ucieczkę to zwycięstwo.
   Nie jest łatwo w trakcie lotu utrzymać stabilną pozycję i oponenta jednocześnie. Chociaż Tomijemu siły nie brakowało, to wybuch tornado uniemożliwił mu przytrzymanie Jomci. Jej barki wyśliznęły mu się z dłoni. Zostali rozłączeni i wyrzuceni w dwóch różnych kierunkach. Tomiji zrobił płynny obrót w powietrzu i wylądował bez żandych problemów na dwóch nogach.

   Walka z tą dziewczyną przebudziła w nim oblicze, którego do tej pory nikt nie ujrzał ani za czasów pierwszej kadencji mistrza FT, ani kiedy był mistrzem CS, ani ani nigdy później. Jego twarz wypełniała wściekłość szaleńca, tak długo będąca uśpiona. 
   - Wypale z ciebie ten parszywy uśmieszek, słyszysz, WYPALĘ! - złość wzięła nad nim górę, a ślina pryskała podczas jego szaleńczego krzyku.
   W oka mgnieniu teleportował się za jej plecy i założył dźwignie w postaci pętli z ręki na jej szyję, dociskając jej ciało do swojego, w taki sposób aby ograniczyć jej ruchy.


http://fairy-tail-pbf.pun.pl/_fora/fairy-tail-pbf/gallery/2_1464021165.png

Offline

 

#84 2016-08-24 20:53:52

 Mikaboshi

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2012-11-20
Posty: 2270
Punktów :   12 

Re: Początek Końca...

Lekceważące spojrzenie tak, właśnie to każdy odczuł na swojej własnej skórze. Borykaliście się z ciągłymi myślami, że wszystko co zrobiliście nie miało znaczenia, w końcu czy cokolwiek co zrobiliście dało jakikolwiek efekt? No właśnie... Warto było się poświęcać? To własnie wszystko kryło się w czarnym jak smoła spojrzeniu Mikaboshiego. Czarny piach otaczał całe jego cialo dając efekt ulatniającej się mgły a raczej magicznej energii.
Dlaczego? Wydobyły się pierwsze słowa z ust byłego mistrza wróżek, tak... Teraz każdy kto go znał miał pewność, że to jest własnie on. Nie był to jednak głos ciepły i przyjazny jak zawsze, brzmiał złowrogo a zarazem nieprzyjemnie. Mężczyzna uniósł delikatnie dłoń wpatrując się w nią przez dłuższą chwilę.
A Dlaczego Bóg wywołuje tak częste klęski na ludzkości? Dlaczego jako właśnie człowiek obdarzony Boską mocą przez co sam stałem się nim ma wyjaśniać sprawy, których i tak nie zrozumiecie? W końcu czy Bóg musi tłumaczyć się człowiekowi tak samo jak człowiek ma tłumaczyć się mrówkom? Jedyne co musicie teraz zrozumieć... To nienawiść.
Mikaboshi machnął dłonią a piach rozstąpił się ukazując ciała ich towarzyszy, którzy oddali swoje życie walcząc z Maskami.
Ludzkość jest pusta zaprawdę, kobieta zaprzedająca swoją duszę by uratować waszą garstkę, która i tak zginie? Sama stając się naczyniem dla potężnego demona, który zabił tysiące... Nie macie szans przeżycia.
Hideki jako pierwszy zrozumiał, że chodzi tutaj o Layle, tym bardziej, że właśnie ten czarny piach oplótł jej ciało by cisnąć nim jak szmacianą lalką w ziemię. Chwilę potem trafiły tam reszta z ciał ich byłych towarzyszy. Wzrok Mikaboshiego padł na Neomi. Stajemy przed wyborami jak każdy, czyż nie? I chodź są niektóre trudne to trzeba je podjąć. Tak jak zrobiłem to ja.
Ryk demona przerwał jego słowa, by po chwili potężny huk zniszczył całą górę kilkanaście kilometrów dalej. Tutaj cała nadzieja już mogła umrzeć... Demon chodź krwawiący powalił króla duchów jak i stalowego węża, by chwilę później zniknęli w białym świetle. Król zdążył jeszcze spojrzeć na was i wycharczeć krótkie "Przepraszam..."
Mikaboshi machnął ponownie ręką a tony czarnego piachu zaczęły się formować w czarne rumaki o czerwonych ślepiach. Było ich setki i zaczęły napływać coraz to nowsze, co gorsza każdy z nich wytaczał dziwną aurę, która was dodatkowo przygnębiała. W tym momencie obok kilku z rumaków pojawiły się dwie postacie ludzi, jak się chwilę potem okazało byli nieprzytomni.
Więc poczujcie... Nienawiść.
W tym momencie koń swoimi kopytami zmiażdżył czaszkę obojga, jak się chwilę potem okazało byli to rodzice Hidekiego... Czerwone ślepia utkwione w was zbliżały się z chwili na chwile a wy zaczęliście widzieć najgorsze obrazy jakie mogliście sobie wyobrazić. W rękach Mikaboshiego pojawiła się czarna księga, którą otworzył powoli by utkwić w niej wzrok, zaczął w nieznanym języku inkantować jej słowa, lecz zarazem odwrócił od was wzrok. Demon wydał ponownie kolejny ryk, tym razem z ogromnego bólu, chodź wygrał walkę to widać przeciwnicy dosłownie dali mu w kość. Scena zamarła jakby biczem sięgnąć a was wszystkich otoczyła czarna mgła. Na środku natomiast stał Mephisto Pheles ze swym fikuśnym cylindrem, którego jednak dojrzeć mógł jedynie... Hideki.

Hideki Hideki Hideki! Ty to masz dopiero farta nie ma co! Stracić ukochaną, która uratowała twoje cztery litery a po chwili stracić rodziców ajajajaj! Mówił to jednak tonem, który pokazał, że niekoniecznie go to obchodzi. Ale, że musisz wypełnić jeszcze przysługę dla mnie cóż... Pomogę ci więc zemścić się na załóżmy... Demonie? Pstryknąl to palcami mając na ustach szatański uśmiech a Hideki nie mogący nawet ruszyć się czuł jak jego prawa ręka płonie żywym ogniem. Nie mógł krzyczeć ani poruszyć się więc trwał czując jedynie ból. Ból psychiczny i fizyczny wwiercił mu się w duszę by ustać jak biczem cisnąć. Mgła zniknęła a wszyscy powróciliście do świata realnego nadal otoczeni przez rumaki. Mag ziemii miał spalone ubranie z prawego rekawa a jak się chwilę potem okazało miał na nim dziwne tatuaże. Czuł płynącą w nim nową moc... Potężną i widocznie oddziałowywującą na pobliską aurę Demona. Któż mógł się domyślać, że stał się właśnie zabójcą Demonów? Że zaklęcia teraz były dla niego dosłownie śmiertelne? Mikaboshi nie przerywał czytania księgi a co gorsza z niej wydobywała się coraz potężniejsza magiczna energiaa.

Przewodniczący rady powstał i z drżącymi z wysiłku dłońmi powiedział słabym głosem. Nie jesteś Bogiem... I nigdy nie będziesz. Nie pozwolę na to chodźby sam. Nie rozumiesz jaką moc posiadłeś ani co to za księga. Trzeba ją zniszczyć. Po tych słowach setki rumaków rzuciły się właśnie na niego i przygwoździły go do ziemii gryząc i uderzając swymi kopytami.

Teraz właśnie pewien rozdział się kończy... By nigdy nie powrócił.


Theme | Battle Theme | End Theme
http://24.media.tumblr.com/tumblr_mchwcculQ91rbp4juo1_500.gif

http://endlessfacts.com/upload/img/gVv9D14397106132.gif
Tylko czas uczy nas czegokolwiek. Jedynie z perspektywy czasu można zrozumieć, co jest słuszne, kto jest człowiekiem, a kto potworem, jak rozpoznać zło i jak je pokonać. (…) Ja jestem ideą. Począwszy od podstaw, skończywszy na rzeczach najważniejszych, takich jak cel, wizja, która nam przyświeca. Celem jest nowy świat. Porządek, który nastanie po nadejściu Proroctwa. Świat, w którym każdemu dane będzie według zasług, nie pochodzenia lub układów. Świat, w którym silniejszy pomaga słabszemu, a zbrodnię spotyka zasłużona kara. Świat jasnych zasad i ideałów! To znaczy właśnie słowo Wybawiciel!

http://i60.tinypic.com/6e2ng6.jpg


Offline

 

#85 2016-08-24 22:28:58

Mikushi

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2016-02-15
Posty: 57
Punktów :   

Re: Początek Końca...

Trudno było powiedzieć co się stało, szczególnie blondynowi, który jakimś trafem znalazł się koszmarnie daleko od całego zamieszania w postaci byłego mistrza Fairy Tail. Dłuższy czas... A właściwie bardzo długi czas zajęło Mikushiemu ogarnięcie się na tyle, aby był w stanie jakoś myśleć. Czuł się niczym pijany, lecz nigdy do ust alkoholu nie brał. Wszystkie mięśnie jego ciała błagały o odpoczynek, chociaż chłopak dawno nie doznał fizycznego zmęczenia. Widocznie jego ciało krzyczało, lecz nie był to krzyk bólu z powodu przećwiczenia, lecz właśnie na odwrót. Jego mięśnie zastygły, teraz ledwie poruszał się. To właśnie od tego wziął się ból. Gdy podniósł się, na jego twarzy pojawił się sarkastyczny uśmiech. Ostatnie to pamiętał, że jechał na rumaku z Misak, która w pewnym momencie zepchnęła go z niego, ażeby to pozwolić mu przeżyć. Czy to była właśnie prawda? Może tak, może nie, w końcu nie siedział w jej głowie. Westchnął i zamknął oczy, skupiając się. Magiczna energia wręcz wypływała z jego ciała, a miał jej całkiem wiele, w końcu nie walczył. Niedaleko znalazł niesamowicie wiele pokładów energii, lecz jeden wybijał się ponad inne. Uśmiechnął się szerzej i otworzył oczy. Wyciągnął miecz ku górze, wyjmując z pochwy.
-DO MNIE! - ryknął na cały głos, a piorun uderzył w jego miecz, jednakże nie sprawiając żadnej szkody. Chwilę później sytuacja powróciła do poprzedniego stanu, jakoby cisza przed burzą. Dosłownie przed burzą. Mag nie miał na celu bezsensowną popisówe, a jedynie pokazanie, że w tym miejscu jest jeszcze jeden potężny mag. Rozciągnął obolałe mięśnie, po czym przybrał pozycję jakby do biegu. Minęły dwie sekundy, które odliczył sobie w głowie, po czym ryknął na cały głos: "START" i wystartował.
Dłuższy czas zajęło mu dobiegnięcie do miejsca całego zamieszania, co pokazała mu zadyszka. Dawno nie biegał, może też dlatego ją miał... Tak czy inaczej bohater przybył!
Goła stal znowu zabłysnęła w jego dłoni, a chłopak stal na podwyższeniu i wpatrywał się w byłego lidera Fairy Tail, łatwo zgadł, że on jest tym głównym złym.
-Hej, ty! Jedyny rozdział który się kończy, to twój - uśmiech na twarzy Mikushiego pojawił się szeroko, podniósł broń, a piorun znowu w nią uderzył. Gwałtownie zebrał się do biegu, starając się omijać przy tym konie. Przez całą drogę zbierał magiczną energię w sobie. W pewnym momencie jednak zatrzymał się, po czym wbił miecz obok siebie i odchylił głowę. Nad nią uniósł się fioletowy magiczny krąg. Chłopak "wepchnął" w siebie masę powietrza, po czym wyrzucił ją w kierunku Mikaboshiego, w postaci elektrycznego ryku.
-Rairyū no Hōkō!



----------

ME: 20'000 - 5'500 = 14'500

Offline

 

#86 2016-08-24 22:46:15

Hideki

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

21665984
Zarejestrowany: 2013-05-18
Posty: 441
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Hideki Yagura
Wiek: 18
Magia główna: Magia Ziemi
Umiejętności fabularne: Transformacja

Re: Początek Końca...

Heh, bóg co? Ładne mniemanie przez parę lat wyrobił sam o sobie Mikabosz. W niczym nie przypominał starego, dobrodusznego człowieka. Teraz wyczuwało się jedynie zło, zimno i chęć mordu.
Pierwszym co ukazał nam nasz przeciwnik były ciała poległych towarzyszy. Nie chciałem odrywać teraz wzorku od tego widoku. Wiedzieliśmy na co się piszemy i, że mogą być ofiary. Już raz dałem się ponieść emocjom podczas walki. Nie może mi się to znowu przytrafić. Mimo wszystko zacisnąłem pięść widząc Laylę, z której ciała zaczął wydobywać się czarny pył. Jaką mocą obecnie dysponuje Mikabosz i do czego jest zdolny? Jak daleko może się jeszcze posunąć?

Nagle wszyscy usłyszeliśmy potężny huk. Niestety, to król gwiezdnych duchów właśnie zakończył swoją walkę. Mówię niestety, gdyż to walka przegrana. Monstrum przyzwane przez Mikabosza okazało się posiadać wręcz irracjonalną siłę, z którą nie możemy się mierzyć. Heh, przydałby się taki Aknologia. Ta niezwykle głupia myśl przeleciała mi przez głowę, lecz również szybko znikła.

Muzyczka

Gdy wróciłem wzrokiem na Mikabosza moje źrenice rozszerzyły się do granic możliwości. Nie chciałem wierzyć w to co widzę.
- Mama... tata....
Nim zdążyłem wykrztusić z siebie krzyk było już po wszystkim. Moja rodzina, moi najlepsi przyjaciele, moje opiekunowie zostali zabici. Tak po prostu. Za nic.
Chciałem krzyczeć, wrzeszczeć. Chciałem rzucić się do gardła Mikabosza, lecz nie potrafiłem. Nie potrafiłem ruszyć się z miejsca. Nie potrafiłem ruszyć choćby jednym mięśniem. Jedynie łzy lały mi się strumieniami po policzkach. Serce łomotało jak oszalałe. Gdy nagle wszystko zamarło, a ja mogłem usłyszeć ten niezwykle charakterystyczny głos.
- Pheles...
Wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
Ton jego głosu jak zwykle był nieco podniecony, a nieco znudzony. Co ten człowiek ma w głowie? Co ma wspólnego z Zamaskowanymi i ze śmiercią moich rodziców? Niestety nie byłem w stanie dłużej się nad tym zastanawiać, ponieważ moja prawa ręka zaczęła wręcz palić żywym ogniem. Jak to możliwe. Prawy rękaw został sfajczony do cna. Moja ręka nie była jednak taka jak zawsze. Otaczał ją czarny jak smoła tatuaż. Ja natomiast mimo wyczerpania, które jeszcze przed chwilą obarczało moje ciało czułem się jak nowo narodzony. Wszystkie siły wróciły. Nie, inaczej. W moje ciało wstąpiły nowe siły, które były niewyobrażalne dla mnie. Nie wiedziałem, że można czuć się tak mocarnie - jakby to powiedział Po z Kung Fu Pandy. Nagle znów wszystko ruszyło. Czas znów płynął. A ja wiedziałem, że nie mogę już stać w miejscu.
Nagle momentalnie wszyscy poczuli jak ziemia zadrżała oraz usłyszeli huk. Ja natomiast zniknąłem z oczu wszystkich zebranych by pojawić się prze przewodniczącym z ręką utkwioną w ziemi. Siła uderzenia była tak duża, że wytworzyła falę uderzeniową, która zniszczyła rumaki atakujące przewodniczącego.
Długo jednak nie nacieszyliście moim widokiem, ponieważ znów zniknąłem, tym razem pojawiając się przy Mikaboszu i zadając mu cios prawym prostym w twarz. W chwili zetknięcia mojej pięści z jego twarzą wypowiedziałem słyszalne tylko dla niego słowa
- Za wszystkich poległych.
Z mojej twarzy natomiast wciąż spływały łzy.

Offline

 

#87 2016-08-28 14:26:03

 Jomtii

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2015-11-27
Posty: 63
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Jomcia
Wiek: 17
Partner/ka: aseksualna
Magia główna: broni

Re: Początek Końca...

Ciągła pogoń Tomijego za nią przyniosła im kilka konfrontacji. Z każdej udało jej się jakoś uciec, ale tym razem było inaczej. Nie mogła uciec, ograniczona polem magii Jutsu Shiki. Skurczybyk dobrze to zaplanował. Pozbawił ją jednej z unikalnych i rozpoznawalnych zdolności - spektakularnej ucieczki z sytuacji bez wyjścia.
    Wiele konfrontacji pomogło Jomci poznać jego schemat walki. Instynkt podpowiadał jej co za chwilę zrobi, bo to był jego najczęstszy kontratak w ich potyczkach. Kiedy tylko zauważyła jego rozzłoszczoną minę, wiedziała co nadchodzi. Jej zmysły wyostrzyły się maksymalnie, czekając na odpowiedni moment.
   Tomiji użył teleportacji. Teraz! To ten moment. Zerwała się do przodu, przewidując, że pojawi się tuż za jej plecami. Teraz już nic nie stało jej na drodze do zgubionego rewolweru! Bez niego straciła połowę swojej siły, więc jego odzyskanie stało się priorytetem. Używając strzału tornada mogłaby dostać się do niego znacznie szybciej, poprzez odepchnięcie się od podłoża lub samego Tomijego, ale następnym nabojem w komorze był świetlisty strzał. To również było użyteczne. Zaraz po tym jak zostawiła z tyłu przeciwnika, uniosła rewolwer ku górze i oddała strzał, uprzednio zasłaniając oczy. Była odwrócona plecami do niego, więc nie mógł zobaczyć jak zasłania oczy, żeby zrozumieć, że planuje go oślepić i wykorzystać ten czas na dostanie się do rewolweru.
   Dobiegła do miejsca, w którym leżała broń, nachyliła się po nią, by po chwili stanąć w stuprocentowej gotowości.


http://oi63.tinypic.com/i70kr4.jpg

Offline

 

#88 2016-08-31 16:05:36

 Tomiji

http://i.imgur.com/3INhtpd.png

34016860
Zarejestrowany: 2012-11-20
Posty: 100000031
Punktów :   14 

Re: Początek Końca...

I znów by mu uciekła, gdyby bariera nie istniała. Został oślepiony, ale nie kompletnie pozbawiony działania. To jasne, że zamierza wziąć rewolwer, pomyślał i od razu przeszedł do działania. Pamiętając, gdzie upadła broń, mógł dostać się tam szybciej używając magii. Teleportował się do miejsca, w które zmierzała Jomtii na ułamek sekundy przed odzyskaniem wzroku. Nogą stanął na rewolwerze, uniemożliwiając Jomci odzyskanie broni. Korzystając z tego, że była skupiona przedmiocie i nie spodziewała się tam wpół oślepionego oponenta, przeszedł do kontrataku.

Kiedy dziewczyna sięgała po broń, pojawił się w ostatniej sekundzie, żeby zablokować ją stopą. Złapał za jeden z jej warkoczy, podciągając jej głowę do góry, następnie zamknął jej gardło w żelaznym uścisku, a drugą odebrał jej ostatni rewolwer. Wznosił dłoń powoli, aż stopy drobnej dziewczyny oderwały się od podłoża i zaczęły wierzgać w powietrzu.

Żelazny uścisk zaciskał się coraz mocniej, a dziewczyna traciła oddech. Pozbawiona oddechu nie miała sił wykonać kopnięcia, żeby chociaż spróbować odzyskać panowanie nad walką.
Tomiji nie odrywał wzroku przepełnionego żądzą krwi. Warga i lewe oko podrygiwały w niepohamowanie przelewającej się nienawiści do Jomtii. Gasnące życie w jej oczach sprawiało mu nieskrywaną przyjemność.


http://fairy-tail-pbf.pun.pl/_fora/fairy-tail-pbf/gallery/2_1464021165.png

Offline

 

#89 2016-08-31 19:35:08

 Jomtii

Mag niezrzeszony

Zarejestrowany: 2015-11-27
Posty: 63
Punktów :   
Imię i Nazwisko: Jomcia
Wiek: 17
Partner/ka: aseksualna
Magia główna: broni

Re: Początek Końca...

Jomcia już sięgała po rewolwer, kiedy nagle pojawił się Tomiji. Aż drgnęła ze strachu, zdając sobie sprawę z tego, jak nieciekawa jest jej sytuacja. W jednej chwili utraciła równowagę, przez pociągnięty warkocz i uderzenie serca później dyndała nad ziemią, a dłoń jej oponenta zaciskała się z każdą sekundzie mocniej na jej szyi.
Pierwszym odruchem było spróbować kopnąć wroga i może zachwiać jego równowagę lub zmusić do zwolnienia duszącego uścisku, jednak jej ciało znacznie osłabło i nawet jeżeli doszło jakieś kopnięcie to nie odniosło żadnego skutku, przez brak siły.
Brak tlenu przeradzał się w powolną utratę świadomości. To koniec. Jej wszystkie poprzednie walki, które wygrała, tylko odwlekały śmierć, którą teraz miała otrzymać z rąk Tomijego. Zdawała sobie sprawę, że porażka będzie równoznaczna z jej śmiercią i właśnie dlatego zawsze walczyła i podejmowała ryzyko, żeby przetrwać.
Nie! To nie koniec. Dopóki żyje i jest świadoma, dopóty będzie walczyć. Resztkami sił wykrzesała z siebie magiczną energię, aby poruszyć spustem rewolweru, na którym stanął mistrz Fairy Tail. Broń pod stopą Tomijego wypaliła, a załadowany w niej wybuchowy strzał rozwalił mu nogę i uwolnił od zbliżającej się przez uduszenie śmierci.
Wybuch ponownie ich rozdzielił. Dziewczyna upadła na ziemię, krztusząc się i łapczywie łapiąc powietrze. Nigdy wcześniej nie czuła słodkiego smaku i zapachu tlenu, aż do teraz, kiedy jego brak był bliski pozbawić ją życia. To naprawdę przyjemne, jednak nie zamierza tego powtarzać. Rozejrzała się wokoło. Uff! Na szczęście pistolet nie upadł zbyt daleko. Podniosła go czym prędzej i schowała do kabury.
Podtrzymując wolną dłonią lufę rewolweru uniosła go ku górze i nacisnęła na spust. Z lufy wyleciała błotnista kula, która rozpadła się w powietrzu i spadła w postaci błotnego deszczu. Całe podłoże zostało wypełnione, co bardziej utrudniało poruszanie się osobie z jedną nogą niż Jomci.


http://oi63.tinypic.com/i70kr4.jpg

Offline

 

#90 2016-09-05 19:17:20

 Misaki

http://i.imgur.com/cstNOBd.png

42592352
Zarejestrowany: 2013-05-18
Posty: 1244
Punktów :   24 
Imię i Nazwisko: Misaki Valliere
Wiek: 21
Partner/ka: -
Magia główna: Gwiezdne Duchy III
Magia poboczna: Projekcja II / Szybkość II
Umiejętności bojowe: Silna Wola
Umiejętności fabularne: Unison Raid
Zręczność / Witalność: 60 / 60
Koncentracja / Szybkość: 50 / 30
Magiczna energia: 50,250

Re: Początek Końca...

Młoda kobieta od ułamku parunastu minut, nie wiedziała co się dzieję. Nie zmieniła również pozycji klęczącej, jej mina była zdruzgotana, smutna, załamana. Nie wiedziała jak teraz postąpić, czy w ogóle dalej walczyć. Nie widziała sensu, gdyż nie chciała skrzywdzić jedynej osoby, której bezgranicznie ufała. Natomiast on, on był inny. Już tyle razy usiłował ją zabić bez najmniejszego zawahania. Czuła jak jej ciało drży, otworzyła szerzej oczy wciąż zaciskając srebrny klucz w dłoni - Wycofać się? - przeszło jej przez myśl, gdy spuściła głowę. Ucieczka do świata duchów byłaby jednym mądrym rozwiązaniem, lecz czy później by nie żałowała? Tam jej nie dosięgnie, tam będzie bezpieczna lecz na jaki czas? Jeśli ten świat przestanie istnieć, to świat duchów również przestanie. Zacisnęła powieki, myśląc, próbując zrobić cokolwiek lecz ciało wciąż odmawiało posłuszeństwa - Cholera! Dlaczego nie mogę się ruszyć?! Rusz się! - w taki sposób próbowała się zmotywować, lecz ilekroć patrzyła na jego twarz, czuła jak nogi stają się miękkie. Potężny huk spowodował, że wybudził ją na moment by mogła zauważyć jak Król Duchów oraz jej duch znikają  w kłębie białego dymu. Czy to był naprawdę ich koniec? To tyle? A gdzie super bohaterowie? Gdzie ta siła, która miała poprowadzić ich do zwycięstwa? Czy to też było tylko bujną wyobraźnią Misaki? Na tle tego wszystkie usłyszała przeraźliwy, rozpaczliwy głos Hidekiego! Była pewna, że tym razem go dopadli, myliła się. Ujrzała dwie zmasakrowane postacie pod kopytami wierzchowców. Poczuła, jak zbiera się jej na wymioty. Odruchowo odwróciła się zatykając usta dłońmi, jednocześnie zamykając oczy. To straszne, nie wiedziała jak czuje się teraz jej towarzysz z gildii. Lecz pewnie gorzej, niż ona sama. Współczuła mu, tak bardzo chciała pocieszyć lecz na co teraz jej słowa? Były niczym, jak ona sama. Potężna moc wydobyła się znikąd, Mikaboshi znów wykonał ruch. Jego serce zostało aż tak pochłonięte przez mrok i nienawiść? Może jest nadzieja? Może gdzieś tam w głębi serca, wciąż jest sobą? Syknęła pod nosem chowając twarz w dłoniach. Na policzku czuła zimny, metalowy dotyk. Raz jeszcze ogarnęła ją panika, raz jeszcze próbowała sobie przypomnieć wszystkie chwile z jej życia. Ten jedyny raz chciała zobaczyć słońce oraz uśmiech na twarzach sojuszników. Podniosła się z ziemi na drżących wciąż nogach, wolną ręką podparła się o własne kolano. Zacisnęła zęby i ja jednym tchu wypowiedziała zaklęcie - Hirake! Kyokaikyuu no tobira, Horologium - ze świtem przecięła powietrze. Postanowiła walczyć dalej, a ducha wykorzystała nie do obrony własnej lecz czyjeś. Wielki drewniany zegar zamknął w sobie Laresa, po czym ukłonił się w kierunku Neomi i znikł w kłębie białego dymu. W tym czasie zmieniła klucz - Nie martw się, jest bezpieczny - mruknęła w jej kierunku. Na polu walki musiała mieć samych zdrowych magów, nie chciała narażać póki co innych. Gdy dojdzie chłopak do siebie, wypuszczą go ze świata duchów, gdzie został właśnie skierowany. Natomiast jej ciało zabłysło złotym światłem, zamknęła oczy gdy fala energii wydobywała się z jej stóp zmieniając ponownie jej wygląd. Zacisnęła mocno pięść, gdy światło osłabło - Leo, Taurus! - Krzyknęła w kierunku swych dwóch duchów, które wciąż były w świecie żywych. Dwójka przyjaciół stanęła ramię, w ramię z Misaki - Musimy uratować świętego maga, jeśli on umrze to na pewno nasz koniec będzie bliższy! - wskazała palcem na tysiące koni taranujące opisanego chwilę temu mężczyznę. Nie mogli zwlekać dłużej. Resztę zostawiła Hidekiemu, Neomi oraz Sanae. Ta trójka musi teraz zająć sie nie tylko Mikaboshim, ale również Demonem!
Cała trójka ruszyła przed siebie, gdy znajdowali się kilkanaście metrów od Celu,  zodiakalny Lider zatrzymał się gwałtownie - Światłość Lwa - teren objęło złote, rażące światło zmuszających wszystkich do opuszczenia gardy. W tym samym czasie Taurus wymachując nad głową toporem, uderzył z wyskoku w ziemię tuż obok atakowanego maga. Siła ataku nie tylko ziszczałaby pierwsze konie, lecz również fala uderzeniowa odepchnęłaby przeciwnika na krótką chwilę, by pod ciałem maga ukazała się głęboka, pochłaniająca mrok dziura. Gdy ciało spadało, złapała je Misaki. Taurus dołączył do niej. Kierowała się pod ziemią do Neomi, była to jedyna osoba, która mogła jeszcze jakoś poskładać tego człowieka. Uklękła na jedno kolano, kładąc zakrwawione ciało tuż przed dziewczyną - Uratuj go, szybko! Może okazać się kluczem do wszystkiego. Będę Cię osłaniać! - Krzyknęła obracając się plecami do smoczej zabójczyni. Jej zdolności lecznicze na pewno szybko postawiłyby maga na nogi. A wtedy ona mogłaby dalej działać! Zbliżająca się horda koni, stworów czegokolwiek byłaby ciągle w miarę możliwości niszczona przez siłę topora, siłę lwa oraz dziury przygotowane przez Misaki, gdy tutaj biegła. Gdy teren zostałby choć trochę oczyszczony, należałoby zająć się głównym winowajcą tego wszystkiego. Zerknęła już nieco zdyszana w jego kierunku. Walczył on z Hidekim, zagryzła dolne wargi próbując nie myśleć o tym wszystkim i o tym, że jest to człowiek do którego....
Przyłożyła dłonie do ziemi - Spica Lock - wydukała. Ziemia zaczęła się kruszyć w pojedyncze skały. Wszystkie skalne odłamki jednocześnie i gwałtownie przyciągnęły się do Mikaboshiego, który wówczas zostałby zgnieciony i zamknięty w ogromnej kuli - Uderzenie Regulusa- stojący za nią Lew zebrał wcześniej światło, w otwartej dłoni. Gdy ją uwolnił  w stronę przeciwnika poleciało światło w kształcie głowy lwa z otwartą paszczą, który w kontakcie z przeciwnikiem "gryzie" go i tworzy duży wybuch, przebijając się przez ziemną kulę.

http://i.imgur.com/qOQ0Zk6.png


Theme | Battle Theme | Kingdom Hearts | Karta Postaci

https://33.media.tumblr.com/4200730b98f16c27e3aad3ff9cace0ad/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso10_250.gif https://38.media.tumblr.com/8fe4d486a628c74a17533cccab73db53/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso8_250.gif

Cały czas wierzyłam w słowa, które wtedy wypowiedziałaś. Byłoby wspaniale, gdybym mogła rozkwitnąć jak kwiat. Przez cały ten czas chciałam być taka jak ty. Moim celem było to, aby ci dorównać. Dzięki tobie zaszłam tak daleko. Dlatego właśnie chcę z tobą walczyć.
Teraz pragnę właśnie tego. Tylko tego.


https://33.media.tumblr.com/cdb798128b574b6b634bccddd083ec11/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso9_250.gif https://38.media.tumblr.com/f2af23ae70518f1336b28c1cf1144ae7/tumblr_nttpa6Tiai1tgp5pso5_250.gif 

Offline

 
.postleft {width:25em;} .postright {border-left-width:25em;}





♣ Mikaboshi: 44253006
Facebook

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
my people v0.9 bolesław maculewicz komiksy don rosy www.wrt.pun.pl załoga wągrowiec