Jomtii - 2015-12-24 04:56:47

WSTĘP

   - Kocham Cię.
   - Znam Ciebie?
   - Czy to konieczne?
   - Chyba tak, nie wolno mi rozmawiać z nieznajomymi.
   - Nie jestem nieznajomym.
   - Muszę już iść. Rodzice będą źli.
   - I tak będę Cię kochał.


SIÓDME ŚWIĘTA.

   Powieki uniosły się. Dziewczynka leniwie wyciągnęła ręce. Pierwszy przypływ świadomości przywołał kolejną falę, która doprowadziła do całkowitego rozbudzenia.
   - Dziś Wigilia! - wykrzyknęła Amelia, zrywając się z łóżka. Pościel z ulubioną postacią z bajki wylądowała na podłodze. Powiedzieli jej, że dostała ją od świętego Mikołaja, chociaż naprawdę kupiła ją babcia na poprzednie Boże Narodzenie, jednak niedługo potem zmarła.
   Babcia wielokrotnie pomagała rodzinie finansowo, która w najgorszych miesiącach roku miała problem związać koniec z końcem.
   Amelia zbiegła po skrzypiących schodach. Cały dom przepełniał aromat grzybów gotowanych w zupie, zgodnie z coroczną rodzinną tradycją.
   - Mamo! Mamo! Dziś Wigilia! - wykrzyknęła do krzątającej się matki, która właśnie wyciągała świeżo upieczony chleb z kamiennego pieca.
   - A gdzie dzień dobry, młoda damo? - odpowiedziała żartobliwie Noemi i pocałowała córeczkę w policzek.
   Mimo brudnych od mąki ubrań i umorusanej twarzy, kobieta była bardzo piękna. Delikatna, pociągła twarz, którą przekazała córce w genach, mogłaby zwalić z nóg nie jednego mężczyznę, gdyby poświęcono jej pielęgnacji więcej uwagi. Długie blond włosy pozostawały unikatem w rodzinie, gdyż brązowe włosy Amelia odziedziczyła po ojcu.
   To miały być siódme święta Amelii. Była tym bardzo podekscytowany, a w szczególności zapowiadanym przyjściem świętego Mikołaja. Właśnie pisała list do niego, w którym prosiła o rozmawiającą lalkę, będącą popularnym prezentem wśród jej rówieśniczek. Większość jej koleżanek już ją dostała na urodziny lub imieniny, a te które jej jeszcze nie miały, z pewnością wejdą w jej posiadanie w te Święta.
   Pisanie listu przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Amelia wiedziała kto jest przybyszem, więc zerwała się z krzesła i pobiegła do wejścia.
   - Tatusiu! - wykrzyczała nim drzwi zdążyły się jeszcze otworzyć. W wejściu pojawił się duży mężczyzna, z ciut zadługimi włosami zaczesanymi do tyłu. Na szerokim barku spoczywała ścięta sosna, która posłuży za tegoroczną choinkę.
   Dziewczynka wtuliła się w ojcowskie nogi, a ten nie mogąc odwzajemnić uścisku, czule poczochrał jej włosy.
   - Daj mi zdjąć buty, bo rozniosę śnieg po całym domu - zaśmiał się mężczyzna. Postawił choinkę w specjalnym stojaku i zapytał żony jak idą przygotowania w domu. Zgodnie z rodzinną tradycją, kiedy Noemi przyrządzała jadło, on przyniósł drzewko.
   Chwilę później dziewczyny znów zostały same. Była to kolejny zwyczaj. Ojciec opuszczał dom, kiedy dziewczyny ubierały choinkę. W tym czasie miał złowić kilka ryb na kolację.
   - Mamo! Mamo! A kiedy przyjdzie Mikołaj? - dopytywała Amelia, wieszając na choince wytartą bombkę.
   - W Świętach nie są najważniejsze prezenty - upomniała ją Noemi.
   - Co może być ważniejszego od prezentów?
   - Chociażby nie myślenie wyłącznie o sobie.
   - Nie rozumiem - powiedziała zmieszana i przypadkowo upuściła bombkę na drewnianą podłogę, która ze starości rozpadła się w drobny mak.
   - Kiedyś zrozumiesz, do tego czasu musisz być grzeczna, bo inaczej Mikołaj do ciebie nie przyjdzie!
   Po rozwieszeniu bombek Amelia zarzuciła długi łańcuch zrobiony z papieru, przypominający aniołki trzymające się za ręce. Noemi wetknęła wtyczkę do kontaktu i cała choinkę wypełniły żółte światełka.
   - Gotowe! - oznajmiła.
   Dziewczynka z nieopisanej radości na widok pięknej, acz skromnie ozdobionej choinki zaczęła skakać z radości, przypadkiem rozbijając kubek stojący na stole.
   Wszystkie przygotowania zostały zakończone. Rodzina zasiadła do stołu. Za oknem było już całkiem ciemno. Niebo pokryte było chmurami, z których nieustannie padał prószył, więc niemożliwe było dostrzeżenie pierwszej gwiazdki.
   - Kiedy mikołaj przyniesie prezenty? - Amelia przerwała cichą modlitwę rodziców.
   - Najpierw musisz się pomodlić i grzecznie zjeść - upomniał ją ojciec.
   Nadszedł czas na prezenty. Dziewczynka trzymała w rękach oklejone świątecznym papierem pudełko po butach. Otworzyła je czym prędzej, a na jej twarzy namalowało się lekkie rozczarowanie, które szybko zniknęło, zupełnie jakby nie chciała go pokazywać rodzicom, ale była jeszcze zbyt młoda, by być tego świadoma.
   W pudełku znajdowała się lalka, jednak nie takiej oczekiwała. Była to zwykła szmaciana pacynka, którą matka uszyła samodzielnie.
   Po śmierci babci ledwie wiązali koniec z końcem, więc nie mogli sobie pozwolić na lepszy prezent dla córki, chociaż bardzo chcieli. Kiedy jeszcze żyła, pomagała im finansowo oraz kupowała podarki dla Amelii, stąd małe rozczarowanie na twarzy dziewczynki.
   Nie byłam wystarczająco grzeczna, pomyślała.


PRZEDŚWIĄTECZNY SEN.

   - Kocham Cię.
   - Znam Ciebie?
   - A potrafisz odpowiedzieć przecząco?
   - Dlaczego to mnie kochasz?
   - Kocham wszystkich.
   - Nawet tych, którzy ciebie nie?
   - Kocham wszystkich.
   - Nawet tych, którzy są dla ciebie niemili?
   - Też.
   - Nie jest Ci smutno?
   - Jest. Nie ma smutniejszej rzeczy od nieodwzajemnionej miłości.
   - ...


BĘDĘ DOBRA!

   Amelia starała się cały rok. Myśl, że była niegrzeczna i dlatego nie dostała wymarzonej lalki, powracała do niej cały rok. Starała się, żeby tym razem dostać to o co go poprosi. Tego dnia również miała być grzeczna i zamierzała we wszystkim pomóc mamie.
   Otworzyła oczy jeszcze przed świtem. Od razu wyskoczyła z łóżka, zupełnie jakby zachowała świadomość przez całą noc i po przebudzeniu pamiętała co ma zrobić.
   W domu było kompletnie cicho. Rodzice musieli jeszcze spać, więc na palcach wyślizgnęła się z pokoju. Przemykając korytarzem, spojrzała przez otwarte drzwi sypialni rodziców. Mamusia z tatusiem spali przytuleni pod kołdrą. Ten widok rozgrzał ją wewnętrznie, równocześnie przypominając, że nikt jeszcze nie napalił w kominku i panuje niska temperatura.
   Wróciła do pokoju i zabrała ze sobą kołdrę z ulubioną postacią animowaną. Ostrożnie zeszła na dół, by skrzypiąca podłoga nie obudziła rodziców.
   Z szuflady wyciągnęła kartkę i długopis. Usiadła przy stole obok okna i otuliła się kołderką. Wyjrzała przez okno i czas dla niej się zatrzymal. Nie mogła oderwać wzroku od magicznego widoku.
   Spadające płatki śniegu mieniły się w świetle księżyca, wyglądającego przez szczelinę w chmurach. Gruba kołdra śnieżna okrywała cały świat. W oddali zamarznięte jezioro, do którego ojciec uda się za kilka godzin i będzie łowił ryby w przeręblu. Rodziny sopli zwisały w każdym możliwym miejscu.
   Potrząsnęła głową, przypominając sobie co miała zrobić. Chciała napisać list do Mikołaja.
   Długopis w dłoni Amelii zaczął rysować koślawe literki na pożółkłej kartce. Krótkie przywitanie i najuprzejmiejsza prośba, na jaką potrafiła się zdobyć ośmiolatka. Na koniec pojawił się podpis w postaci imienia i mały rysunek przedstawiający rower.
   - Gotowe! - pisnęła z radości i wstając odsunęła krzesło. Oparcie uderzyło w stół. Drżący blat rozkołysał stojący na nim kubek, który chwilę później roztrzaskał się o podłogę, budząc rodziców na piętrze.
   Spoglądając na zamieniony w puzzle kubek, wiedziała już, że nie dostanie tego, o co poprosiła świętego Mikołaja.
   I nie dostała.
   Ale powód był inny niż jej się wydawało.


LIST DO MIKOŁAJA.

   - Kocham Cię.
   - Ja Ciebie też.
   - Pierwszy raz tak odpowiadasz.
   - Nie chcę, żebyś był smutny z mojego powodu.
   - To miło z Twojej strony, ale nadal jest wielu, którzy nie odwzajemniają mojej miłości.
   - Nie chcę być jedną z nich.
   - Jesteś naprawdę dobrą dziewczynką.
   - Kocham Cię nie dlatego, że jestem dobra.
   - Wiem. Jesteś dobra dlatego, że mnie kochasz.
   - A Ty nie przestaniesz mnie kochać?
   - Nigdy.
   - Nawet gdybym ja się od Ciebie odwróciła?
   - Nawet, chociaż byłoby mi podwójnie smutno.
   - Nie będziesz musiał się smucić z mojego powodu.


ZABIŁAM MIKOŁAJA I ODEBRAŁAM WSZYSTKIE PREZENTY, KTÓRE POWINNAM BYŁA DOSTAĆ.

   Minął kolejny rok. Zbliżały się kolejne Święta. Dokładnie tak jak poprzedniego roku, Amelia była grzeczną i miłą dziewczynką, z tym że nie starała się już. Nie było to częścią planu, aby dostać prezenty. Był to naturalny odruch, którego nauczyła się zeszłego roku.
   Światło wpadało przez szpary okiennic. Przez całą noc sypał śnieg, jednak o poranku niebo już było bezchmurne.
   Matka krzątała się po kuchni, a ojca nie było już w domu. Coroczna tradycja toczyła się swoim kołem.
   Amelia zajrzała do kuchni i zaoferowała swoją pomoc. Bezinteresownie.
   - Najpierw się ubierz głuptasie. - Ciepły ton matczynego głosu sprawił, że się uśmiechnęła i natychmiast pobiegła do swojego pokoju.
   Szafa otworzyła się z identycznym skrzypieniem co schody, kiedy się po nich stąpa. Dziewczynka pospiesznie nałożyła spodnie i zabrała się za koszulkę. Głowa przecisnęła się przez otwór w materiale, który chwilowo przesłaniał oczy.
   Wzdrygnęła się, kiedy wzrok skierowany w stronę okna został uwolniony od mrocznego wnętrza ubrania.
   Jej sąsiad, starszy kolega ze szkoły, znęcał się nad małym kotkiem. Podszczypywał go, żeby uciekał i stanowił ruchomy cel dla jego śnieżek. Kiedy kotek odbiegał za daleko, łapał go i powtarzał czynność za każdym razem z większą brutalnością.
   Amelia nie mogła na to patrzeć. Odruchowo wybiegła z pokoju. Złapała kurtkę i wybiegła na dwór.
   - Miałaś mi pomóc - westchnęła Noemi, kiedy jej córka zamykała drzwi.
   Dziewczynka nie zdążyła niczego usłyszeć, bo już biegła w stronę oprawcy, krzycząc
   - Zostaw tego biednego kotka, Igor!
   - Nie mieszaj się w nie swoje sprawy - odburknął groźnie rówieśnik. Amelia jednak nie dała za wygraną. Rzuciła w niego śnieżką, żyby odwrócić jego uwagę od niewinnego stworzenia.
   - Powiedziałam, żebyś go zostawił!
   - Odczep się! Jeżeli przez ciebie mi ucieknie, to z tobą będę się tak bawił! - Łobuz ponownie ruszył w pogoń za zwierzakiem, który uciekał za każdym razem pełen nadziei, że to jest właśnie ten raz, w którym uda mu się zbiec.
   Amelia nie dała za wygraną. Wykorzystała fakt, że chłopiec był zajęty gonitwą i wpadła na niego z całej siły, niczym spychacz, który rano odśnieżał drogi po nocnych opadach.
   Dzoeci wpadły w zaspę i szamotały się. Amelia czuła jak zimny śnieg dostaje się jej za koszulkę. Zimny chłód na plecach, nie był w stanie schłodzić gorącej radości z uratowania zwierzaka. Wygrała!
   - Co ci się stało?! - zawołała zszokowana matka na widok przemoczonej córki, wracającej do domu.
   - Nie mogłam opuścić bitwy na śnieżki - odpowiedziała zawadiacko.
   - Przeziębisz się. Lepiej idź się przebierz. - Troskliwy ton głosu nakłonił córkę do wykonania polecenia.
   Ciuchy suszyły się na kominku, zupa była już prawie gotowa, dom wysprzątany, a ojca z choinką nadal nie było. Korzystając z chwili wolnego, Amelia postanowiła napisać list.
   Poprosiła Mikołaja dokładnie o to samo co w zeszłym roku. O rower. List nawet wyglądał podobnie. Zrobiła to specjalnie, żeby Święty skojarzył ją i zobaczył jak bardzo się poprawiła od zeszłego roku. W tym roku nie zaliczyła żadnej wpadki. Co więcej nie chodziło tylko o prezenty.
   Nadszedł czas kolacji. Rodzina odmówiła modlitwę w ciszy, a następnie w radosnych nastrojach zjadła wcześniej przygotowane potrawy.
   Ojciec nieco wcześniej wyszedł z pokoju, by po chwili wrócić z prezentem. Był to duży, biały miś z doczepioną kokardą i liścikiem głoszącym "Od świętego Mikołaja dla Amelki". Miś był nowy i z pewnością jego zakup kosztował rodziców sporo oszczędności. Był on wyznacznikiem wielkiej miłości, płynącej prosto z serca rodziców.
   Nie na to liczyła, ale nie było jej przykro. Jeszcze nie wiedziała, że to rodzice stoją za prezentami, więc miała nadzieję, że Mikołaj przyniesie dokładnie to, o co go poprosiła. Chociaż miś był całkiem ładny.
   Chwilę jeszcze gawędzili i śmiali się razem. Po wszystkim Amelia udała się do pokoju, gdzie przebrała się w piżamę i szykowała do snu. Usiadła na łóżku i spojrzała przez okno. Widziała dom Igora, tego samego, który rano znęcał się nad małym kotkiem.
   Przed domem stał mężczyzna ubrany na czerwono. Mikołaj, pomyślała dziewczynka. Widziała jak wchodzi do domu, wciągając worek pełen prezentów. Przecież Igor jest jedynakiem. Czemu wnosi taki duży worek do jednego domu? Wszystkie są dla niego?
   Potok myśli wzbierał. Płynęła w nim gorzka woda. Woda wymieszana z goryczą zobaczonego obrazu. W zeszłym roku rozbicie kubka zabrało jej rower, którego pragnęła. W tym roku była grzeczna i to nie ze względu na prezenty, a i tak nie dostała tego, o czym marzyła. A teraz widziała jak Igor, pomimo znęcania się nad zwierzęciem, co było bez wątpienia znacznie gorsze od rozbicia kubka, miał otrzymać cały wór prezentów. To niesprawiedliwe.
   Potok wezbrał na sile, aż w końcu przerwał tamę. Ogrom gorycz rozpuszczonej w wodzie, rozlał się po pokoju. To było za wiele jak na umysł młodego dziecka. Podstawy wszelkich wartości zostały zachwiane.
   Amelia uniosła dłoń i wysunęła dwa palce, wyobrażając sobie trzymany pistolet. Naciągnęła kciuk, jak naciąga się kurek rewolweru, a serdecznym palcem imitowała ruch pociąganego spustu. Wycelowała prosto w Mikołaja wchodzącego do domu Igora, będąc gotowa do oddania wyimaginowanego strzału i....
   Zasnęła.


OD NARRATORA.

   Każdy z nas rodzi się jako dobry człowiek. Każdy. Bez wyjątków od reguły. Nasze serca są śnieżnobiałe jak czysta kartka papieru.
   To niesprawiedliwość, nawet jeżeli jest tylko wytworem naszej wyobraźni, tworzy w naszych sercach mrok. Przecież każde dziecko rodzi się wierząc w świętego Mikołaja, dopiero dorastając zaczyna wątpić w jego istnienie.
   A czy Ty wierzysz w świętego Mikołaja?


DOBRANOC.

   - Kocham Cię.
   - ...
   - Czy coś się stało?
   - Tak, ale już wszystko w porządku.
   - Cieszy mnie to.
   - Skoro kochasz mnie tak samo jak wszystkich to nie ma mowy o niesprawiedliwości.
   - Tak właśnie jest. Wiesz już kim jestem?
   - Jesteś prawdziwym świętym Mikołajem.

www.bleachssx.pun.pl dębowa w reńskiej wsi www.metincheat.pun.pl załoga wągrowiec jak wymienic tuleje tylnej belki audi a4 b5